Księżniczka Turandot rządzi na Stadionie Olimpijskim

Robert MigdałZaktualizowano 
Kalaf (Luis Chapa) i Turandot (Georgina Lukacs) Marek Grotowski/Opera Wrocławska
Weekend na Stadionie Olimpijskim minął pod znakiem "Turandot" w reżyserii Michała Znanieckiego. Patronat nad widowiskiem objęła "Polska - Gazeta Wrocławska"

Modlitwy melomanów zostały wysłuchane. Podczas piątkowego spektaklu "Turandot" na Stadionie Olimpijskim nie padało. I choć aura nie miała nic wspólnego z włoskim latem, na murawie Michałowi Znanieckiemu udało się wykreować świat wielkich namiętności. Myliłby się ten, kto w "Turandot", niedokończonej przez Pucciniego operze, widziałby jedynie dzieło koturnowe, z mało przekonującym librettem i najsłynniejszą arią tenorową w historii. Rozgrywająca się w Chinach akcja może skłaniać reżyserów do inscenizacji pełnej rozmachu, ale widz pozostanie pod wrażeniem nie tyle przepychu dalekowschodniego dworu, ile historii o miłości i poświęceniu. Za sprawą świetnej obsady wokalnej, chóru i rzetelnie przygotowanej orkiestry, dramat przykuwał uwagę, zdarzył się też w III akcie (zwłaszcza w scenie śmierci Liu) moment estetycznego wzruszenia.

Na murawie wyrosło miasto-mur, strzegący go wojownicy z terakotowej armii i wzgórze, a na jego szczycie korona.

W widowisku jest także miejsce na prawdziwą miłość. Liu (fenomenalna w tej partii Anna Lichorowicz) do Kalafa (Luis Chapa), Kalafa do zimnej Turandot (Georgina Lukacs). Ostatecznie to właśnie ona okazuje się siłą sprawczą, która jest w stanie zrewolucjonizować świat, choć zakończenie spektaklu z wybiegającymi zewsząd mnichami tybetańskimi i sztucznymi ogniami uważam za zbyt disnejowskie i przerysowane. Bywa, że nad "i" nie trzeba jednak stawiać kropki.

Sobota wieczór. W kierunku Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu idą tłumy. O dziwo. Bo w kraju wielbicieli Dody, Feela i Bajmu na murawę nie przyciąga ich koncert gwiazd popkultury, a... opera (to dowód na to, że nie tylko elity "ę" i "ą" lubią jej posłuchać). Ulice i pobocza zapakowane samochodami jak makrele w puszce, ale miejsce można znaleźć. Przed wejściem na stadion atmosfera jak na zakładowym pikniku: karkówka z grilla, biała kiełbaska, kaszanka, piwo, dla wegetarian - zapiekanki z grzybami i jabłecznik na słodko.

W powietrzu, oprócz zapachu smażonego mięsiwa, unosi się aromat sprayów przeciwko komarom (insekty dostały jasny przekaz: "koniec bzykania"). Wieczorowe suknie? Fraki? Tiule, satyny, koronki i wysokie szpilki? Zapomnij. Najczęstszy widok na premierze to panie w spodniach, ciepłych kurtkach, na dokładkę owinięte kocami. Panowie też byli opatuleni od stóp do głów (dyrektor wrocławskiego zoo siedział pozapinany po samą szyję, a dyrektor opery wrocławskiej Ewa Michnik w ciepłej kurtce z kapturem). Ale zdarzały się wyjątki, które wzbudzały zdziwienie.

A samo widowisko? No cóż... Muszę się przyznać: na operze znam się średnio. Jestem zwykłym wielbicielem muzyki, któremu albo się coś podoba, albo nie. Szczerze mogę powiedzieć, że premiera opery "Turandot" Giacomo Pucciniego wbiła mnie w ziemię. Oczywiście z wrażenia. Wszystko tu było naj. Dekoracje: gigantyczne, zrobione z pomysłem i rozmachem. Efekty świetlne: bomba (Steven Spielberg z "Bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia" niech się chowa. Może się uczyć od Michała Znanieckiego - reżysera i scenografa megawidowiska - jak się robi show i jak trzymać widza w napięciu przez trzy godziny). Gigantyczny mur chiński przytłaczał przepychem, tak samo jak bajeczne stroje (ba, wszak akcja w Chinach się toczy). Jako laik nie wiem, kiedy jedna diwa powinna wyciągać wysokie C, D, F czy G, ale słoń mi nie nadepnął na ucho i wiem, kiedy ktoś fałszuje. W "Turandot" soliści tak śpiewali, że aż ciarki przechodziły po plecach (i to nie z zimna, bo ubrałem się w grubą kurtkę).

Evgeniya Kuznetsova (grająca rolę tytułową chińskiej księżniczki Turandot, która zadaje zagadki absztyfikantom starającym się zdobyć jej rękę, a gdy nie odpowiedzą, ścina im głowy) jest boska. Zniewalająco piękna, do tego ma taki głos, że bałem się, iż żarówki w reflektorach stadionowych popękają. Wielkie brawa należą się dla naszej południowej sąsiadki Jany Dolezlikovej (jak się jej słucha, to człowiek za życia jest w niebie). Niestety, była u nas na gościnnych występach. Tak samo jak Włoch David Righeschi (grający księcia Kalafa, jedynego zalotnika Turandot, który ocalił głowę, bo wygrał teleturniej i odgadł wszystkie trzy zagadki). Aria "Nessun dorma" w jego wykonaniu wywołała długie owacje (ten kawałek muzyczny stał się szalenie popularny po tym, jak w angielskim "Mam talent" zaśpiewał go sprzedawca telefonów komórkowych z krzywymi zębami i wykosił innych konkurentów). Ale w piekle bym się smażył, gdybym wychwalał tylko zagranicznych solistów. Kunszt pokazali wrocławscy śpiewacy: Jacek Jaskuła (Ping), Łukasz Gaj (Pong) i Rafał Majzner (Pang). Rewelacja: i gra aktorska, i śpiew.

Wisienką na torcie spektaklu była dopracowana choreografia Elżbiety Szlufik-Pańtak i Grzegorza Pańtaka: tylu świetnych tancerzy i liczonych w dziesiątkach statystów, idealnie z sobą zgranych, dawno nie widziałem (a propos statystów - wchodzę pod stół i odszczekuję to, co mówiłem o nich "że to rekwizyty z żołądkami". Bez nich "Turandot" nie byłaby takim widowiskiem. Podobnie jak bez chóru, którego głosy brzmiały nad stadionem jak fala uderzeniowa po wybuchu bomby). Jednego tylko żałuję: "Turandot" można było zobaczyć tylko przez trzy wieczory. Niestety.

polecane: FLESZ: Historyczny sukces Polki. Mamy Nagrodę Nobla!

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3