Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Katarzyna Figura: Nie jestem polską Monroe

Arek Gołka
Arek Gołka
O Wrocławiu, karierze artystycznej i szufladce seksbomby rozmawiamy z Katarzyną Figurą.

Katarzyna Figura jest jedną z najbardziej znanych polskich aktorek. Często nazywana polską Monroe, choć ona sama to określenie uważa za niezbyt trafione.
Jak się pani podoba Wrocław i czy często pani tutaj bywa?

To jest przepiękne miasto, bywam tutaj zbyt rzadko. Wrocław jest fenomenalny, bo są tu wspaniali ludzie, optymizm, niesamowita energia i architektura. Mam stąd wspaniałe wspomnienia. Grałam tutaj w filmie "Pociąg do Hollywood" Radka Piwowarskiego, a po latach w "Ajlawju" Marka Koterskiego, który pochodzi przecież z tego miasta. W ostatnim czasie bywam tutaj głównie ze względów teatralnych albo w ramach festiwali. W zeszłym roku odwiedziłam Wrocław na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym "Świat Miejscem Prawdy", zorganizowanym przez Instytut Grotowskiego. Grałam w sztuce "Persona. Marilyn" w reżyserii Krystiana Lupy. Wrocław jest miastem absolutnie fantastycznym. Rozwija się cudownie, chociaż żałuję troszkę, że Wytwórnia Filmów Fabularnych jest teraz jakby opuszczona. Mam nadzieję, że będę miała okazję częściej przyjeżdżać do Wrocławia.

Dlaczego wybrała pani studia na Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie i dalszą karierę aktorską?

To było jakoś tak, że jako młody człowiek wcale nie miałam jasno sprecyzowanych planów. Myślę, że to generalnie dobrze, kiedy młodzi ludzie nie mają jasno wytyczonej ścieżki życiowej i poszukują pomysłu na siebie. Zachęcam wszystkich, żeby szukali swojej własnej drogi i nie uginali się na przykład pod presją rodziców.

Czy w pani przypadku była jakaś presja?

Nie, chociaż były momenty zwątpienia, że PWST nie jest może jednak najlepszym wyborem. Tak się składa, że w tym samym czasie zdałam również na filologię iberoamerykańską i do ostatniej chwili nie wiedziałam, co będę studiować. Trzymałam tę iberystykę do końca z myślą, że jeśli aktorstwo się nie sprawdzi, to może będę tłumaczem, bo filologia również mnie fascynuje. Kocham swój zawód, on mi daje satysfakcję, dzięki czemu jestem spełnioną aktorką. Ale oczywiście cały czas jestem otwarta na kolejne propozycje. Gdyby los sprawił, że miałabym zająć się czymś innym, to wcale nie byłoby takie złe.

A jeśli nie aktorstwo, to czym jeszcze mogłaby się pani zajmować?

Szczerze mówiąc, od lat szukałam i w końcu znalazłam odpowiedni kurs projektowania ogrodu i przestrzeni. Jest to związane z moją pasją ogrodnictwa i wizją przestrzeni zewnętrznej wbrew jej naturze. Być może to stanie się moim zawodem w przyszłości. Póki co nawet nie mogę zrobić kursu dlatego, że ciągle napływają kolejne propozycje. Jednak na pewno któregoś dnia to zrealizuję.

Katarzyna Figura we WrocławiuKatarzyna Figura we Wrocławiu

**Jaka jest w pani prywatnej opinii najlepsza rola i film, w którym pani zagrała? Któreś role mogłaby Pani zagrać lepiej?
Nie weryfikuję po latach, że mogłabym zagrać coś lepiej albo gorzej. Coś, co zostało zrobione już się nie odstanie. Czasami tylko mi żal, że jakieś przedstawienie teatralne z moim udziałem schodzi przedwcześnie z afisza. Tak było w przypadku "Badań terenowych nad ukraińskim seksem", w którym zagrałam w Teatrze Polonia. Krystyna Janda zdjęła ją, pomimo że cieszyło się ono ogromną popularnością. Cenię sobie wszystkie role. O tych nieudanych w zasadzie nie ma sensu rozmawiać, chociaż było kilka takich. Niektóre wykonywałam tylko dlatego, bo sądziłam, że zagwarantują mi lepsze role w przyszłości. Tak było szczególnie w młodości. Natomiast później, a szczególnie w ostatnich latach, moje wybory są bardzo świadome. Jeżeli czegoś nie chcę i nie muszę robić to po prostu nie robię.

Ma pani bogate doświadczenie artystyczne. Czym na bazie pani doświadczenia różni się w niuansach występowanie na deskach teatralnych od planu filmowego?**

Generalnie można powiedzieć, że różni się przede wszystkim technika ekspresji. W teatrze używamy zupełnie innej ekspresji i choć to bardzo ogólne oraz zasadnicze stwierdzenie, ale wydaje mi się ono najbardziej trafne. W filmie jednak kamera potrafi być naprawdę bardzo blisko, operuje zupełnie inaczej, możemy powtarzać sceny. Trzeba używać znacznie bardziej subtelnych i kameralnych środków wyrazu niż te, których używamy w teatrze. Na deskach teatralnych trzeba użyć więcej głosu, a gesty muszą być trochę inne. Naturalnie prowadzę do tego i robię to tak, żeby być jak najbardziej prawdziwa, czy to w teatrze, czy w filmie.

Czyli można powiedzieć, że z każdą nową rolą odkrywa pani inną część siebie.

Staram się w swoim aktorstwie nie wchodzić w żadne konwencje ani utarte schematy. Kreując kolejną rolę, pragnę, żeby ona była bardzo żywa i oryginalna. Nie wchodzę nigdy na jakieś sztywno ustalone ścieżki, pracuję nad rolą w ten sposób, żeby była ona odkryciem przede wszystkim dla mnie samej. A jeżeli stanie się odkryciem dla mnie samej, to na pewno stanie się odkryciem dla widzów. To jest nieustanne poszukiwanie i nieustanny postęp. To jest głównym celem mojej pracy aktorskiej, ale też i celem mojej pracy jako człowieka.

A czy potrafi Pani wskazać rolę czy film, który był przełomem w osobistej karierze? Może to "Kingsajz"?

Na pewno było kilka takich filmów. Ale myślę, że zbyt długo by nam zajęła analiza sytuacji, dlaczego akurat ten i tak się stało. Na pewno najlepszym świadectwem tego, czy film był dobry, czy udało mu się zaistnieć i czy moja rola była udana jest to, że dany film cały czas funkcjonuje w świadomości ludzi. Ważna jest kwestia, czy po latach się do niego wraca. "Kingsajz" jest z pewnością jednym z takich filmów. 

W latach dziewięćdziesiątych w mediach okrzyknięto Panią polską Marylin Monroe i symbolem erotyzmu w krajowym kinie.

Ja myślę, że to się stało nawet wcześniej. Ale faktycznie, w latach dziewięćdziesiątych maglowano ten temat na każdy możliwy sposób. To w gruncie rzeczy cudownie, że tak było. Uwielbiam Marylin Monroe, uwielbiam ją jako aktorkę, jako personę i zjawisko. Ale nie sądzę, żeby takie porównania były adekwatne. Taka łatka, przypięta mi przez media stanowiła oczywiście próbę pewnego szufladkowania, z którym ja się nie zgadzam. Niezależnie od tego, jakby to było najbardziej pochlebne, to nie powinno się tego robić. Myślę, że każdy z nas jest oryginałem, indywiduum. Nie możemy być zupełnie jak dana osoba, tylko czerpmy z niej to, co jest z najbardziej wartościowe. Oczywiście przy zachowaniu własnej oryginalności. Ja chcę być Kasią Figurą. Chcę zaskakiwać, ale tak żeby ludzie mnie lubili. Chciałabym, żeby byli mną zainteresowani jako po prostu Kasią Figurą, a nie jako Kasią Figurą, którą ktoś kiedyś nazwał polską Marylin Monroe. 

Katarzyna Figura we WrocławiuKatarzyna Figura we Wrocławiu

Wydaje mi się, że podjęła Pani aktywnie w którymś momencie taką próbę przełamania swojego wizerunku seksbomby, zrzucenia z siebie tego garbu erotyki.

Tak, ale ja tego nie interpretowałam nigdy jako garb, nie miałam żalu do mediów. To wszystko uznaję dziś za część poszukiwania swojej własnej drogi. W pełnym tego słowa znaczeniu: lekko nie zgadzałam się nigdy z tym wizerunkiem, ale nic więcej. Nie ma w moich odczuciach żadnego ciężaru ani bólu, że zostałam zaszufladkowana i nagle muszę być kimś innym. Całe życie jestem sobą, czyli aktorką, która poszukuje i odnajduje kolejne swoje oblicza.

Czy przy pracy z zagranicznymi twórcami, np. Robertem Altmanem, zauważyła pani jakieś istotne różnice w porównaniu do grania w polskich produkcjach?

Nie zauważyłam niczego istotnego. To znów jest kwestia tego, jak ja podchodzę do artysty i do siebie samej. Każdy dla mnie jest indywidualnym, niepowtarzalnym człowiekiem. Każdy z reżyserów stosował inne metody i charakteryzował się innym stylem. Oczywiście bardzo cenię spotkanie z nieżyjącym już Robertem Altmanem, który zachwycił się moim stylem.

Ma pani jakiś ulubiony gatunek filmowy?

Ja najbardziej lubię wszystko ze sobą łączyć. W komedii lubię mieć elementy tragiczne, w tragedii lubię mieć elementy komediowe. Myślę, że jest to taki złoty środek.  

Ostatnio widać panią głównie na scenie teatralnej.

Od kilku lat jestem bardzo związana z Teatrem Dramatycznym w Warszawie i tam gram dość dużo. Również występuję w sztuce "Gąska", prezentowanej przez warszawski Teatr Capitol, niebawem zresztą wejdzie ona do Wrocławia. Występuję także w Teatrze Komedia, gdzie gram w sztuce "Koleżanki". Oba te spektakle są wyreżyserowane przez Grzegorza Chrabkiewicza, który bardzo długo pracował we Wrocławiu.

A co z filmem?

Na jesieni wchodzi na ekrany film z moim udziałem pt. "Cudowne lato" w reżyserii Ryszarda Brylskiego, z którym przed laty pracowałam przy filmie "Żurek". W "Cudownym lecie" gram podwójną rolę - Cyganki i ducha zmarłej matki. Gorąco zapraszam do kin, bo uważam to naprawdę za świetny film, godny zauważenia i polecenia, z cudownymi rolami młodych aktorów. Jednocześnie biorę udział też w zdjęciach do dwóch filmów. Jeden to rewelacyjnie napisana komedia "Wyjazd integracyjny" Przemka Angermana, gdzie główne role grają Tomasz Kot, Tomasz Karolak, Jan Frycz, Sławek Orzechowski, Katarzyna Glinka i Klara Bielawka. Ciekawy będzie jeszcze obraz "Juma" w reżyserii Piotra Mularuka. Opowiada on o trudnych czasach początku lat dziewięćdziesiątych. Miejscem akcji jest pogranicze polsko-niemieckie, gdzie Polacy intensywnie kradli i stąd ten slangowy tytuł. Gram tam jedną z drugoplanowych, ale kluczowych ról wśród młodych aktorów. Jak widać, nie mogę narzekać na brak zajęć.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Danuta Stenka jest za stara do roli?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wroclaw.naszemiasto.pl Nasze Miasto