Adam Małysz: Powinniśmy założyć L-kę na dachu

Kinga Czernichowska
Kinga Czernichowska
Wrocław Drezno
Wrocław Drezno Małgorzata Trzcionkowska/Gazeta Lubuska
Rozmowa z Adamem Małyszem po debiucie w rajdzie Drezno - Wrocław. Mistrz skoków narciarskich opowiada o bułce z bananem, samochodach i przygotowaniach do rajdu Dakar.

Jako kierowca rajdowy wystartował pan pierwszy raz. Mimo, iż załoga Małysz - Gryszczuk nie była klasyfikowana w rajdzie Drezno - Wrocław, to osiągnęliście znakomity wynik. Czy możemy liczyć na pana mistrzostwo także w nowej dyscyplinie sportu?

- Prywatnie jestem kierowcą od 18 lat. Zawsze mi się wydawało, że jeżdżę bardzo dobrze. Ale dopiero teraz przekonałem się, że moje umiejętności były naprawdę niewielkie. Gdy zacząłem trenować do rajdów, stałem się innym, pewnie lepszym kierowcą w "cywilu”. Jeżdżę dużo ostrożniej, bo stałem się świadomy możliwości maszyny, a także konsekwencji błędów. Od dziecka, jak to chłopiec, interesowałem się samochodami. Ale moje życie potoczyło się inaczej. 27 lat temu zająłem się skokami narciarskimi. Teraz mogę realizować dawne marzenia i muszę powiedzieć, że złapałem bakcyla. Chcę trenować, uczestniczyć w rajdach, czuć adrenalinę i podziwiać ciągle zmieniające się widoki.

Nie żałuje pan, że nie wystartował w rajdzie oficjalnie?
- Na razie się uczę. Nie jechałem po to, by się ścigać. Moim celem było dotarcie do mety w optymalnym czasie, zdobycie doświadczenia. Śmialiśmy się nawet, że powinniśmy założyć L-kę na dachu. Ale było fajnie. Cieszę się, że mam to za sobą, bo stres był ogromny. I adrenalina niesamowita! Jak już ruszyłem i jechałem, było zupełnie inaczej. Myślę, że debiut mi się udał. Pilot na mnie nie krzyczał, więc nie było źle. Dojechaliśmy do mety. Byłem zaskoczony, że już koniec.

A Formuła 1 pana nie pociąga?
- Trochę jeździłem gokartami po torze w Słomczynie. Tam liczy się głównie prędkość. Zwykle robi się parę okrążeń w kilka minut, a ja jeździłem przez godzinę, nawet półtora. Potem wychodziłem z gokarta lekko oszołomiony i z bolącymi rękami, bo nie byłem przyzwyczajony do kierownicy bez wspomagania. To oczywiście daje adrenalinę, której potrzebują sportowcy, ale rajdy terenowe są dla mnie ciekawsze. Nie można przewidzieć, co się stanie, na jakie napotkamy trudności. Przez szyby auta oglądamy ciągle nowe widoki. To mi bardzo odpowiada. Bardziej, niż jeżdżenie po torze.

Czy pana żona nie jest rozczarowana kolejną pasją męża, znowu wyganiającą go z domu?
- Żona zdążyła się przyzwyczaić do moich ciągłych nieobecności. Zdawała sobie sprawę, że wychodzi za sportowca, który nie będzie wracał do domu po 16.00 i zakładał kapcie. Gdy kończyłem karierę skoczka, ani przez sekundę nie zakładałem, że będę siedział w domu. Chciałem realizować swe sportowe marzenia. Kiedy zgłosił się do mnie Caroline Team z propozycją wejścia do załogi w charakterze kierowcy, nie zastanawiałem się ani chwili. Zdaję sobie sprawę, że w moim wieku 33 lat trudno jest osiągnąć mistrzostwo w nowej dziedzinie sportu. Uważam jednak, że każdy człowiek powinien robić to, co lubi i kocha. A moją żonę staram się zarazić swoją nową pasją. Pokazałem jej już naszym samochodem kilka ćwiczeń i sztuczek rajdowych. Na początku się bała, ale potem jej się spodobało. Ma potencjał na kierowcę i być może uda nam się razem pojechać na rodzinny rajd RMF Marocco Challenge. Mam nadzieję, że podzieli moje zainteresowania.

Czym różni się zwykły samochód od rajdowego? Jak jeździ się porsche cayenne?
- To bardzo ciekawe auto, szybkie i dobrze przygotowane do jazdy po bezdrożach. T2 to kategoria seryjna, z dozwolonymi w przepisach przeróbkami. Ale oczywiście moje porsche bardzo różni się od zwyczajnych samochodów. Jest bardzo bezpieczne, chociaż o takim komforcie, jak w osobówce, można zapomnieć. Jedzie się w klatce, na kubełkowych siedzeniach. Nie ma klimatyzacji, a w czasie upałów temperatura wewnątrz może dochodzić nawet do 60-70 stopni. Ważne jest częste uzupełnianie płynów, bo na posiłki raczej nie ma podczas ścigania czasu. Zwykle jemy śniadania, a potem dopiero kolacje.

Kim jest dla kierowcy rajdowego pilot?
- Bardzo ważną osobą, której trzeba całkowicie zaufać. Jej błąd może mieć poważne konsekwencje dla całego zespołu. Moim stałym pilotem jest Rafał Marton, z którym doskonale się dogaduję. Na trasie rajdu Drezno - Wrocław jechałem z Albertem Gryszczukiem. I było bardzo fajnie! Muszę powiedzieć, że z moim temperamentem mam większe predyspozycje na kierowcę. Zdarzyło mi się pojechać w charakterze pilota, ale to mi raczej nie odpowiadało.

Jakie są pana najbliższe plany? - Wracam do domu, a pod koniec lipca wyjeżdżam na treningi do Dubaju. Będę się tam przygotowywał do rajdu Dakar.

A co zamierza pan robić w domu? Gotować obiady, sprzątać?
- Niedawno przeprowadziliśmy się do nowego domu i czeka mnie uporządkowanie oraz wykończenie ogrodu. Będę miał sporo zajęć. Jeśli chodzi o obiady, to kuchnia raczej nie jest moją domeną. Potrafię jednak przyrządzić schabowe z ziemniakami i parę innych potraw.

Jako skoczek był pan znany z jedzenia bułki z bananem...
- Nadal się tak odżywiam, ale nie stronię też od innych potraw. Jem wszystko, na co tylko mam ochotę. Nie boję się przybrać na wadzę, bo ćwiczę i szybko spalam zbędne kalorie.

Dziękuję za rozmowę.

Kto zapłaci za budowę fabryki Izery w Jaworznie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie