Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ad Spectatores - artyści, surrealiści, fachury

Kinga Rękawiczna
Mikołaj Nowacki
Artystyczna spółdzielnia "Dla ludzi" - to dosłownie znaczy ich nazwa. W sobotę Teatr Ad Spectatores obchodził "okrągłą", dwunastą rocznicę powstania. O wyjątkowych spektaklach z nurtu alternatywy we Wrocławiu i fenomenie niekomercyjnego teatru prywatnego w skali kraju pisze Kinga Rękawiczna.

Pracują na darmowym systemie operacyjnym Linuks i bezpłatnych programach komputerowych, używają ledowego oświetlenia, sami remontują swoją siedzibę i budują nowe sceny. Wrocławski prywatny Teatr Ad Spectatores jest rodzajem spółdzielni - wszyscy są tam dlatego, że chcą. I każdy wnosi inną wartość. Dlatego pierwotny skład od 12 lat niemal się nie zmienił, a jego aktorzy są "towarzyszami broni" w doli i niedoli. - Frontowa analogia jest tutaj bardzo dobra - przyznaje dyrektor artystyczny teatru Maciej Masztalski. - Wszyscy mogą się pokłócić, ale zawsze będzie ich trzymać przeszłość - dodaje.

W sobotę, 27 października, Ad Spectatores świętował 12 urodziny swojego teatru.

12 lat z wyboru na wspólnym froncie

Od pierwszego dużego spektaklu w 2000 roku z założycieli pozostali Maciej Masztalski i Marek Stembalski. Trzeci "ojciec" Ad Spectatores, Mikołaj Michalewicz, nie żyje. On rekrutował pierwszy skład spośród studentów Wydziału Aktorskiego wrocławskiej filii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Od tamtej pory wystawili 61 spektakli, w których nadal występują aktorzy z pierwotnego zespołu. - Miał dobrego nosa - opowiada o swoim przyjacielu dyrektor teatru. - Osoby, które zebrał, miały wpływ na dzisiejszy kształt teatru. Zawsze wspominamy go podczas urodzinowych uroczystości - dodaje Masztalski.

Teatr założony przez nastolatków
Tak naprawdę zaczęli działać już trzy lata wcześniej. Jak to się stało, że nastolatek założył teatr? - Nasza grupa została założona właściwie... po nic. Bez wielkiej idei - opowiada pan Maciej. - To była krótka wprawka przed egzaminami do szkoły teatralnej. Piętnastominutowy "Wielki teatr świata" w prywatnym mieszkaniu. Wystąpiliśmy dla 12 osób - wspomina dyrektor artystyczny.

Później był jeszcze jeden mały spektakl, "Ryszard III", w 1998 roku, i pełnometrażowa "Kobra" we wrocławskiej Skibie (Studium Kształcenia Animatorów Kultury i Bibliotekarzy). Po pierwszym, premierowym bankiecie dwudziestolatkowie omal nie stracili siedziby. - To była całkowita niefrasobliwość - śmieje się Masztalski. - Na szczęście po roku znów pozwolili nam zagrać. Musieliśmy jednak złożyć pisemne oświadczenie, że nie będzie żadnych bankietów.

Po trzech spektaklach chcieli już oficjalnie sprzedawać bilety, więc założyli stowarzyszenie. Z aktualnym dyrektorem finansowym zainwestowali po 1500 zł w "Rzecz o życiu". Zwróciło im się 7 tys. zł. Za te pieniądze kupili skaner i drukarkę. I opłacili księgową. Mimo początkowych zawirowań, teatr działa z powodzeniem do dzisiaj.

Pierwszy zespół aktorski Ad Spectatores zaczął grać, gdy byli jeszcze na pierwszym roku studiów. Stawki za występy były bardzo niskie - 20-30 zł. Czasami zdarzało się, że wpływy z biletów były niższe niż honorarium. Nikt się jednak nie zastanawiał nad zarobkami.

- Studenci z pomocą rodziców i stypendiami mogli tak funkcjonować - stwierdza szef teatru. - Większość aktorów zakłada teatr na czwartym roku. To za późno, bo prędko trzeba się uniezależnić i zacząć zarabiać. My mieliśmy aż cztery lata luzu. To był świetny czas na wypracowanie własnej marki. Teraz działamy jako organizacja pozarządowa. To dobre i przejrzyste rozwiązanie - opowiada Maciej Masztalski.

Dodaje, że widać, jak są wydawane pieniądze, co zostało zrobione. I motywuje do następnych, jeszcze lepszych pomysłów. - Teraz będziemy się starać o zagraniczne granty. Założyłem tę instytucję po to, żeby nikt mnie z niej nie wyrzucił. Żebym nie miał do nikogo żalu, że mnie zdjął ze stanowiska. Czysty układ: pracuję dobrze - dostaję granty. To jest uczciwe, a mnie napędza do roboty - tłumaczy. I dodaje, że z drugiej strony i tak nie wyobraża sobie, że można osiąść na laurach i tylko zarabiać pieniądze. Dzięki temu wiele więcej rzeczy go fascynuje. - Szukam nowych rozwiązań, pomysłów. Myślę. Po prostu. Kropka - mówi.

Używają Linuksa, segregują śmieci
Ostatnio Masztalski zaczął zastanawiać się, jak obniżyć koszty prowadzenia spektakli. Stąd na scenie oświetlenie ledowe, które nie pobiera 5,5-kilowatów, lecz niespełna 1 kilowat. To dwukrotnie mniej niż czajnik elektryczny. Segregują też śmieci. Poza tym przerzucili się na darmowe programy, używają Linuksa. Jeden z aktorów, Włodzimierz Chomiak, pisze oprogramowanie. Każdy wnosi coś od siebie, coś innego potrafi.

Jakie plany na przyszłość mają wrocławscy artyści? Gdy skończą remont w Browarze Mieszczańskim i otworzą nową scenę, rozpoczynają nową inicjatywę. Organizatorami będą trzy instytucje: Art Fundacja Włodzimierza Chomiaka, Ad Spectatores i Hostel Kombinat.

Życie jest ciekawsze od fikcji
- Zaprezentujemy tam cykl przedstawień "Jeden na jeden", czyli jeden aktor i jeden widz. Wszystko będzie się odbywać w małej przestrzeni hostelu - pokój dwa metry na jeden. Pomysł wziął się z idei peep-show i prywatnych tańców go-go, których smak próbowaliśmy kiedyś poczuć w jednej z knajpek na Bogusławskiego - wyjaśnia szef artystyczny. - Niestety, ciężko określić, czy było to podniecające, czy traumatyczne przeżycie. Mam duże wątpliwości, czy tak właśnie wygląda życie nocne Rio de Janeiro - przyznaje Masztalski.

I dodaje, że właśnie są na etapie zbierania ekipy, a zainteresowanych aktorów jest sporo. To ważne, bo to, co zaprezentują widzowi, zależeć będzie tylko od nich. Będą mogli śpiewać, rozmawiać, prowokować. A widz będzie mógł wybrać sobie konkretnego aktora. I już od tej dwójki zależy, jak się potoczy 8 minut przedstawienia.

- Chcemy, aby bilety były niedrogie i dostępne dla każdego.

Pierwszy spektakl będzie wyjątkowy. "Trzech na jeden" - zapowiada tajemniczo dyrektor Ad Spectatores, który ceni dobrze opowiedziane historie z pewną dozą rozrywki.

- Życie często jest ciekawsze niż fikcja i trzeba z niego czerpać. My to robimy. Dodajemy absurdy lub elementy zaskoczenia, których widz się nie spodziewa. Wyobraźmy sobie sytuację: kobieta wyznaje mężczyźnie miłość, on zaczyna do niej strzelać. Oświadczyny to zwyczajna sytuacja. Dlaczego więc strzelił? Dlaczego ona nie umarła? Ze zwykłej sytuacji robi się coś poza normą. Wychodzimy poza schemat. Jeżeli jeszcze pozostawi się widza w takiej dezorientacji, to on to pamięta. Są to nasze nawiązania do surrealizmu Wit-kacego. A absurdy są zabawne - uśmiecha się Masztalski.

Przyznaje, że podobnie było w spektaklu "9. rekonstrukcja" - zawiązali widzom oczy podczas jazdy na miejsce, gdzie odbywała się premiera. Pomysł zrodził się z przypadku - piwnicę nagle zalało. Wtedy postanowili przewieźć ludzi w inne miejsce. Ale gdy już ich wieźli, to nagle wpadł im szalony pomysł do głowy - związali widzom oczy. To się nazywa dreszcz emocji i oczekiwania na sztukę...

Grali w Wieży Ciśnień, na statku i w pociągu
Masztalski nie kryje, że gdyby miał wybrać jeden, najbardziej pamiętny spektakl, byłoby mu trudno. - Każdy był na swój sposób wyjątkowy - mówi pan Maciej. - Niesamowitą frajdę sprawił mi "Wrocławski pociąg widmo". Jeździłem lokomotywą podczas wszystkich spektakli.

Był też "Tydzień w Breslau", który trwał - jak w tytule - cały tydzień. Trochę flash mob, odrobina surrealizmu i organizowania przestrzeni. Urodzinowe spotkanie w sobotę będzie kolażem najciekawszych scen z wielu różnych przedstawień.

- Nawet wejście na salę będzie wyjątkowe - zdradza Maciej Masztalski. - Planujemy poczęstunek, przywitanie, taneczny korowód i niespodzianki. Czasami publiczność na takie urodzinowe spektakle przynosi nam prezenty. Na 10. urodziny prezydent Wrocławia zafundował nam ogromny tort.

Cały dochód z urodzin zostanie przeznaczony na wyposażenie nowej sceny. - Po raz pierwszy pojawi się foyer i kino Ilussion. Będziemy pokazywać krótkie, 10-, 15-minutowe filmy zrealizowane w konwencji kina niemego. Naszą śmieszną wersję klasyki - opowiada Masztalski. I dodaje: - Do tej pory wybudowaliśmy już cztery sceny. W Wieży Ciśnień, na dworcu PKP i w Browarze Mieszczańskim. Jesteśmy doświadczeni - podsumowuje szef teatru. - Stawiamy ściany, burzymy, budujemy, kładziemy kafle. Niewątpliwie burzymy w ten sposób mit aktorskiej niezaradności życiowej.
W repertuarze teatru są też niebiletowane performance. Takie jak "Pejzaż zimowy Brueghela" w Muzeum Narodowym, gdzie witali widzów przytuleniem. Zarabiają na nie te bardziej kontrowersyjne, jak "9 rekonstrukcja", w którym publiczność bierze udział jako... zwłoki!

Oprócz tego Ad Spectatores wystawia przedstawienia lalkowe, spektakle polityczne, interwencyjne oraz teatr dokumentalny. Była też cała sekwencja przedstawień związanych z historią Wrocławia (m.in. "Wrocławski pociąg widm") i ogólną ("Hemofilia"). Zrobili serial "Wrocław, sex i brzydkie słowa", jest półka z kryminałami. Sporo komedii i duży dział klasyki: Dickens, Witkacy, Allan Poe. Były też spektakle związane z miejscem, np. w pokoju Art Hotelu, w restauracji czy w Wieży Ciśnień.

od 12 lat
Wideo

Płomień Solidarności z Ukrainą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wroclaw.naszemiasto.pl Nasze Miasto