O wspinaniu w najwyższych górach świata opowiadał Adam Bielecki. "-60 stopni Celsjusza temperatury odczuwalnej to jeszcze dla mnie ok"

Maciej Rajfur
Maciej Rajfur
Adam Bielecki pokazywał i opisywał sprzęt do wspinaczki wysokogórskiej, odkrywając różne ciekawostki.
Adam Bielecki pokazywał i opisywał sprzęt do wspinaczki wysokogórskiej, odkrywając różne ciekawostki. Maciej Rajfur
Spotkanie z Adamem Bieleckim na Politechnice Wrocławskiej przyciągnęło sporo młodych ludzi. Była to nietypowa i ciekawa rozmowa fizyka z utalentowanym himalaistą.

Gościem spotkania w ramach cyklu „Fizyka Sportu”, organizowanego przez prof. Adama Sieradzkiego z Politechniki Wrocławskiej, był himalaista Adam Bielecki, zdobywca ośmiotysięczników. Wcześniej prof. Sieradzki o sporcie przez naukowy pryzmat fizyki rozmawiał m.in. z siatkarzami, piłkarzami ręcznymi, czy pływaczką Otylią Jędrzejczak. W rozmowie z himalaistą fizyk poruszył kwestie z obszaru kinematyki, termodynamiki i mechaniki.

Współczynnik odpadnięcia, czyli fizyka we wspinaczce

Himalaista wspina się po linii najmniejszego oporu (zasada minimum energii).

- Na pewno na jakimś odcinku ta droga będzie wyglądała inaczej niż u naszych poprzedników. Góry się zmieniają, schodzą lawiny obrywa się serak, tworzą się szczeliny, więc na bieżąco musimy zmieniać plan. Raz teren jest bardziej zmienny innym razem mniej – opowiadał Adam Bielecki.

Jako przykład zmiennego terenu podał lodowiec pod górami Gaszerbrum I i II.

- Dziesięć razy w ciągu wyprawy przemierzaliśmy ten lodowiec. Jednego dnia szliśmy i była szczelina, a na drugi dzień już jej nie było. Naprężenia zrywały śruby lodowe i liny poręczowe. Innym razem widzieliśmy obszar wielkości boiska piłkarskiego, który zapadł się w głąb. Często nie wybieramy najkrótszej drogi, to labirynt dla dużych dzieci – stwierdził A. Bielecki.

Tłumaczył zebranym, czym jest współczynnik odpadnięcia. To aspekt czysto fizyczny wspinaczki. Jedyny element fizyki, którego kursanci uczą się na pierwszym kursie skałkowym. Potem robią to metodą prób i błędów. Ten współczynnik to długość lotu podzielona przez długość liny hamulcowej. We wspinaczce klasycznej największy możliwy współczynnik odpadnięcia wynosi dwa.

Ile waży metr sześcienny śniegu?

Już 100 lat temu ludzie podczas wspinaczki się asekurowali. Układy asekuracyjne funkcjonowały coraz lepiej, bo liny były coraz dynamiczniejsze i miały większą zdolność pochłaniania energii. Jednym z ważniejszych parametrów lin wspinaczkowych jest siła graniczna - przenoszona na wspinacza w momencie wyhamowywania jego lotu. Ta energia jest w dużym stopniu pochłaniania przez elementy asekuracyjne, ale także przez ciało człowieka.

- Lina, żeby można było się bezpiecznie wspinać, musi mieć podstawową cechę: wydłużanie się poprzez obciążenie. Liny statyczne są używane np. w żeglarstwie. We wspinaczce one mogą się zerwać lub złamać człowiekowi kręgosłup. Długie loty przy odpadnięciach są odczuwalne, choć współczesny sprzęt jest prawie że doskonały. Dużą rolę gra umiejętność asekurującego, który dłuższy lot jest w stanie wyhamować płynniej, wypuszczając trochę liny - tłumaczy polski himalaista.

Prof. Adam Sieradzki zadał zebranym pytanie: ile waży metr sześcienny śniegu?

- To zależy oczywiście od gęstości. Puch ważny najmniej – 10-200 kg na m3, natomiast lód nawet 900 kg na m3 - poinformował wykładowca Politechniki Wrocławskiej.

- Z biegiem czasu uczymy się rozróżniać rodzaje śniegu, który może mieć bardzo różną konsystencję. Kluczowy w kontekście zagrożenia lawinowego jest fakt, jakie są kolejne warstwy pod śniegiem. Dlatego tak trudno jest to szybko określić. Trzeba by było wykonać profil, czyli wkopać się parę metrów w głąb – dodał Adam Bielecki.

Raki do wspinaczki w lodzie - lepsze z jednym zębem z przodu

Jeszcze 50-60 lat temu wspinacze szukali ścian skalnych. Omijali trudności lodowe. W miarę rozwoju sprzętu wspinaczkowego to się zmieniło.

- Jeżeli widzę lód, to wiem, że to dla mnie autostrada – droga szybkiego ruchu do góry. Bardzo lubię takie wspinanie. Choć czasem lód jest piekielnie twardy. I jeszcze dochodzi kruchość, która zależy od temperatury – informował gość specjalny spotkania.

Pokazywał także aktualne modele raków do chodzenia po lodzie. Aktualnie z jednym, a nie z dwoma zębami z przodu. Kiedy bowiem mamy jeden ząb, co daje nam mniejszą stabilność, ale jesteśmy w stanie skręcić nogę, obrócić ją. A z dwoma zębami łatwo możemy odpaść do ściany.

- W Ameryce Południowej góry znajdują się blisko oceanów, powietrze przez to ma dużą wilgotność. Dlatego tworzą się formacje śnieżne, których u nas nie ma. W polskich górach, kiedy jest stromo, śniegu nie ma albo zamienia się w lód. W Andach na wręcz pionowej ścianie leży ciężki miękki śnieg, a wspinanie przypomina pływanie – obrazował sportowiec.

Tlen w górach wysokich - czy jest go rzeczywiście mniej?

W rozmowie poruszono także kwestię ilości tlenu w górach wysokich.

- To nieprawda, że wyżej w górach nie ma tlenu. Procentowy udział tlenu w mieszaninie gazowej jest dokładnie taka sama. Ale jest coś takiego jak ciśnienie parcjalne odpowiedzialne za dyfuzję gazu, czyli przemieszczanie się tlenu do po krwiobiegu. Ile wynosi we Wrocławiu a ile na Mount Everescie? To różnica rzędu wielkości – tłumaczy prof. Sieradzki

Jak stwierdził Bielecki, himalaistów bardzo bawi „niekorzystny biomet” podawany w prognozie pogody.

- Na szczycie Everestu mamy jedną trzecią ciśnienia z poziomu morza i niektórych rzeczywiście tam boli głowa. (uśmiech) Nie przestaje mnie zdumiewać zdolność adaptacji człowieka do ekstremalnych warunków. Stąd aklimatyzacja. Możemy funkcjonować wyżej, ale oczywiście pewnym kosztem. Na 5500 m. n.p.m. mamy połowę ciśnienia. Do 3000 tys. m. n.p.m funkcjonujemy normalnie i większość z nas takiej wysokości nie zauważy. Powyżej 4 tys. metrów już część funkcji naszego organizmu zmienia swój charakter, organizm ulega spowolnieniu – opowiadał himalaista.

W strefie 7-7,5 tys. m. n.p.m. to strefa czasowej adaptacji – jesteśmy w stanie tam funkcjonować przez chwilę, nie wyleczymy jednak infekcji i ran. A powyżej panuje tzw. „strefa śmierci”. Tam ciągle jesteśmy na deficycie. Przez każdą minutę życia komórki obumierają, a organizm nigdy nie odpoczywa. Każda chwila przebywania tam bez względu na to co robimy, nas osłabia. Nawet, gdy śpimy.

W górach też używa się kremu z filtrem do opalania. A czy da się przyzwyczaić do zimna?

Prof. Sieradzki mówił też o punkcie września wody, który silnie zależy od ciśnienia. W 100 stopniach woda wrze jedynie pod ciśnieniem jednej atmosfery. Im ciśnienie niższe, tym szybciej woda osiąga punkt wrzenia.

- Uzyskanie wody na wysokości jest dużym problemem. Topnienie śniegu trwa niezwykle długo. Na 7 tys. metrów uzyskanie litra wody trwa godzinę. Makaron w zupce chińskiej będzie twardy – oświadczył A. Bielecki.

Prof. Sieradzki zapytał także gościa, czy da się przyzwyczaić do zimna.

- Alpiniści marzną tak jak wszyscy inni ludzie. Nie jestem super odporny na zimno. Aczkolwiek lepiej sobie radzę z ekstremalnie niskimi temperaturami niż z ekstremalnie wysokimi. W górach wysokich to rzeczywiście problem. Często w ciągu dnia na dużych wysokościach promienie słoneczne potrafią nagrzać namiot i robi się jak w saunie. Mamy problem z oddychaniem, bo jest duszno. A jak przychodzi chmura, wtedy w ciągu 3 minut temperatura zmienia się o 25 stopni. Albo jesteśmy przegrzani albo zmarznięci – wspominał Bielecki.

Na górze oddycham, czym się da! Największy przeciwnik - wiatr

Przez takie wymagające warunki w górach najwyższych trzeba dobrze dobierać ubiór. Po lodowcu bowiem himalaiści idą w krótkim rękawku wysmarowani kremem z filtrem 60, a niosą w plecaku kombinezon puchowy do ataku szczytowego, podczas którego jest niezwykle zimno.

- W większości składamy się z wody, zatem przegrzanie i wychłodzenie niosą za sobą trudne konsekwencje dla organizmu – skwitował prof. Sieradzki.

Uczestnicy spotkania oglądali również wykres fazowy wody, a prowadzący zadał kolejne pytanie: Czy lepiej oddychać nosem czy ustami?

- Na dużej wysokości trzeba oddychać wszystkim, czym się da. Oddechowo najtrudniejsze w karierze było wejścia na K2 bez dodatkowego tlenu. W pewnym momencie zacząłem czuć ból w klatce piersiowej. Może ja właśnie się duszę? Zdolności poznawcze są mocno upośledzone, mózg zużywa większość tlenu, a tlenu jest mało. Po chwili zrozumiałem, że nie bolą mnie płuca, bo są nieunerwione, ale mięśnie międzyżebrowe od głębokich wdechów – wyjaśniał himalaista.

Jego zdaniem najgorszym czynnikiem z warunków atmosferycznych w górach wysokich jest wiatr. Temperatura powietrza gra dużą rolę, ale ona wspinaczom tak bardzo nie przeszkadza. Natomiast różnica wiatru o 20 km/h robi ogromną różnicę. To podstawowy problem przy wejściu na ośmiotysięczniki zimową porą.

- Nas interesuje nas parametr temperatury odczuwalnej, a wiatr ma na niego ogromny wpływ. Przy silniejszym wietrze niż 60 km/h już nie jesteśmy w stanie wspinać się bez dodatkowego tlenu. Jak dla mnie do - 60 stopni Celsjusza temperatury odczuwalnej jest ok. Niżej już bywa ciężko – skwitował Adam Bielecki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Wróć na wroclaw.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie