Aleksander Śliwka - z Jawora do mistrzostwa świata [REPORTAŻ, ZDJĘCIA]

Aleksander Śliwka zaczynał od akrobatyki. Potem - jak każdy chłopak - trenował piłkę nożną. W Jaworze nie było klubu, w któym chłopcy mogliby ćwiczyć siatkówkę, więc żeby taki talent się nie zmarnował powstał „Spartakus Jawor”, założony przez Martę Czyczerską oraz... mamę Olka Dorotę. Jak się okazało - to był początek drogi do mistrzostwa świata.

Od kilku dni w Jaworze telefony dzwonią non stop. Wszyscy chcą porozmawiać z kimś z rodziny Śliwków. Dzwonią nie tylko sąsiedzi, ale i dziennikarze z całej Polski. - Powiem panu urwanie głowy - śmieje się Marta Czyczerska, trenerka siatkówki w Spartakusie Jawor. Z nią też każdy chce zamienić dwa zdania. Nic jednak dziwnego, bo w końcu to pod jej skrzydła trafił młody Olek, a dziś już dorosły Aleksander Śliwka - mistrz świata w siatkówce.

Spartakus Jawor - klub założony z myślą o talencie Olka

Rodzinę Śliwków w Jaworze wszyscy znają. Trudno jednak, żeby było inaczej. To małe miasteczko, liczy trochę ponad 20 tys. mieszkańców, a przecież Olek jest gwiazdą wielkiego formatu. W rodzinnym mieście na chodniku rozpozna go każdy.

23-letni przyjmujący jest starszym z dwóch synów siatkarskiego małżeństwa. Tata Jan grał w lidze mekroregionalenj w Transportowcu Jawor. Mama Dorota Wojtowicz-Śliwka w II lidze w jaworskiej Olimpii. Starsza o 11 lat siostra Marta także występowała na tym szczeblu, a teraz m.in. trenuje chłopców w Spartakusie. Kolejna z sióstr Ania (28 lat) także miała przygodę z siatkówką. Teraz poszła w stronę fizjoterapii, ale zrobiła też kurs instruktora siatkówki na siedząco. No i jest jeszcze najmłodszy Piotr - zapatrzony w starszego brata 15-letni siatkarz, który puka do drzwi kadry narodowej w tej kategorii wiekowej, a wkrótce chciałby uczyć się w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale i iść drogą Olka.

Cała czwórka nie miała więc wielkiego wyboru, jeśli chodzi o sport. Od małego czuli atmosferę siatkarskiej hali. Ten sport mieli właściwie w genach. - Gdy wspólnie spędzaliśmy czas w domu, to od małego był sznurek i balon, który podbijaliśmy - śmieje się Marta Chmielus, siostra Olka.

Aleksander Śliwka zaczynał od akrobatki. Wówczas w Jaworze nie było miejsca, do trenowania siatkówki przez chłopaków, więc odbijał piłkę na zajęciach z dziewczynami, prowadzonych przez jego mamę w miejscowej Olimpii. Potem - jak właściwie każdy chłopak - zaczął trenować piłkę nożną. W tak niedużym mieście nie było dla niego innej możliwości.

Dopiero gdy był w piątej klasie szkoły podstawowej - czyli 11 lat temu - powstał „Spartakus Jawor”, siatkarski klub dla chłopców.

Jego pomysłodawczyniami były mama Olka oraz wspomniana na początku trener Marta Czyczerksa. - Z jednej strony można powiedzieć, że Spartakus został założony trochę pod Olka, ale z drugiej - on nigdy nie pokazałby się w Polsce, gdyby nie jego koledzy, z którymi trenował w Jaworze - zauważa jego najstarsza siostra.

Faktycznie - bardzo szybko okazało się, że to nie tylko jeden taki talent pojawił się w drużynie. W Spartakusie trenowali Jakub Popiwczak (dziś Jastrzębski Węgiel) oraz Filip Biegun (Cuprum Lubin), którzy także grają teraz w Plus Lidze. Trzech siatkarzy w najwyższej klasie rozgrywkowej z tak niedużego klubu? To naprawdę duża sprawa.

Raptus, którego trzeba było trochę utemperować

Siatkarskie rodzeństwo Śliwków było raczej zgraną grupą, bez poważnych kłótni czy kuksańców ze strony starszych sióstr. W pierwszych latach treningów pod siatką z Olka wychodziła jednak druga natura - przeam-bitnego chłopaka, który na początku nie mógł poradzić sobie z porażką i bywał bardzo wybuchowy. Nie raz zdarzyło mu się w nerwach odrzucić gdzieś piłkę.

- Potrafił wyjść z treningu i trzasnąć drzwiami. Bywało z nim wesoło. To była olbrzymia praca rodziców, trenerów, pani Marty Czyczerskiej, żeby nauczyć go panować nad emocjami. Teraz wszyscy podkreślają, że jest bardzo spokojny. Niektórzy mówią, że może nawet za bardzo - wyjaśnia Marta Chmielus i śmieje się, że taki charakterek w tamtym czasie ostał mu się chyba po tacie. - Tata był trochę boiskowym nerwusem i zawsze naszym największym krytykiem, chociaż trzeba powiedzieć, że jego uwagi zawsze były bardzo konstruktywne. U Olka wynikało to z tego, że jest bardzo ambitny i zwyczajnie nie lubił przegrywać - dodaje jego siostra.

To nastawienie sprawiło, że od początku wiedział, do czego dąży. Wiedział, gdzie może zaprowadzić go siatkówka i dlatego traktował ją bardzo poważnie. Nie było nigdy problemów z imprezami, czy nieplanowanymi wyjściami z kolegami. Liczył się przede wszystkim sport. Najważniejszy zawsze był trening i mecz.

- Olek to nieprawdopodobny talent. Pracowity, skromny, uparty. Pamiętam, że gdy trenowaliśmy zagrywkę i trzeba było zaserwować w określoną strefę, to powtarzał to tak długo, dopóki mu nie wyszło - komplementuje swojego byłego podopiecznego ze Spartakusa Marta Czyczerska, dla której mistrz świata jest właściwie przyszywanym synem. - W drużynie nigdy nie stawiał siebie na pierwszym miejscu. Najważniejszy był dla niego zespół. A przecież wygraliśmy dzięki niemu wiele spotkań - dodaje doświadczona trenerka. Przyznaje jednak, że charakter Olka trzeba było utemperować. - Robiłem to ja, robiła to jego mama Dorota - mówi.

Pierwsze międzynarodowe sukcesy przyszły w 2013 roku: srebrny medal mistrzostw Europy kadetów, brąz mistrzostw świata w tej samej kategorii wiekowej. Wówczas - po sześciu latach treningów w Spartakusie - przyszedł czas na zmianę. Olek dołączył do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale. - To była naturalna droga. Łatwo się tam zaaklimatyzował. Zresztą o ile dobrze pamiętam, to dostał chyba nawet wyróżnienie dla najlepszego ucznia - opowiada jego siostra. Potem była gra w Młodej Lidze i tytuł MVP sezonu (2013/2014). Następnie przyszedł czas już na Plus Ligę.

Od zera do bohatera. Cudowne odrodzenia z Argentyną

Choć z mistrzostw świata przywiózł złoty medal, to dla niego - tak jak dla całej drużyny - nie był to łatwy turniej. Aleksandrowi Śliwce mocno oberwało się zwłaszcza po meczu z Argentyną. Nie oszczędzali go telewizyjni komentatorzy. Mówili, że jest zupełnie rozbity, że spuszcza głowę, że nie ma zawodnika, że na boisku jest sama koszul-ka…

- Był zły przede wszystkim na siebie. To dla nas wszystkich nie była łatwa sytuacja, zwłaszcza dla naszej mamy. Odbudował się jednak, co pokazał w meczu ze Stanami Zjednoczonymi. Myślę, że on może poradził sobie z tym wszystkim nawet lepiej niż my w Polsce - zauważa Marta Chmielus. Przypomnij-my, że jego świetna postawa w przyjęciu pozwoliła nam ograć Amerykanów, co otworzyło Polakom drogę do finału.

- Komentatorzy mówili, że nie wiadomo, co dalej z nim będzie, a ja przecież znam tego chłopaka od dziecka. On w takich trudnych chwilach jeszcze bardziej się mobilizuje, co pokazał mecz z USA. Z takim przyjęciem trzeba się urodzić. Trzeba mieć coś w sobie, zdolność ustawiania się, widzenia przestrzennego - komplementuje Śliwkę trener Czyczerska.

Młodszy brat wpatrzony jest w mistrza jak w obrazek

Olkowi rośnie już następca - to jego 15-letni brat Piotrek, którego w niedzielę czeka ważny sprawdzian: turniej nadziei olimpijskich. Na co dzień wpatrzony jest w starszego brata jak w obrazek. Zresztą ten stara się jak najczęściej oglądać mecze nastolatka, a potem przekazywać mu swoje uwagi. - Dla Piotrka Olek jest autorytetem. Myślę, że czasem może nawet słowa starszego brata są dla niego ważniejsze, od uwag rodziców. Pewnie chciałby podążać jego drogą - zauważa najstarsza siostra.

- Olek był raptusem. Piotrek to inny typ - spokojny, a przy tym nigdy się nie wywyższa, że ma takiego brata. Do tego już teraz jest najlepszy w zespole. Dla mnie, gdy jego nie ma, to tak jakby nie było 3/4 drużyny - opowiada Marta Czyczerska, która w Spartakusie ma teraz pod skrzydłami młodszego z braci.

Marzenia Olka Śliwki? To oczywiście medal olimpijski, bo te olimpijskie krążki - tak niedostępne - błyszczą jakoś inaczej, jaśniej niż medale mistrzostw świata. Zresztą na igrzyskach gra tylko elita, najlepsze drużyny na świecie. Tam nie ma przypadkowych drużyn.

- Jestem mega szczęśliwa z jego sukcesu, chociaż nie śpię już trzecią noc. Kibicuję Olkowi. Ten chłopak ma nieprawdopodobną charyzmę. To typ wojownika, który nigdy się nie poddaje, a do tego jest bardzo ambitny. A jak przyjeżdża do Jawora, to zawsze przychodzi do nas do hali, poprowadzi trening, przywiezie koszulki. Dla tych młodych chłopaków to ważna sprawa - kończy swoją opowieść trenerka Marta Czyczerska, która - jak sama mówi - zaczynała pracę u podstaw w Spartakusie prowadząc treningi gdzieś na szkolnych korytarzach dwoma kiepskimi piłkami. A teraz może być dumna, że wypuściła z Jawora w szeroki świat mistrza świata.

W środę Śliwkę przywitali mieszkańcy Jawora. Spotkanie zorganizowano w hali szkoły podstawowej, w której uczył się mały Olek. - Jestem w olbrzymim szoku, naprawdę nie spodziewałem się takiego przywitania po powrocie z Włoch i takiego przywitania tutaj w Jaworze. Dopiero to pokazuje nam jak wiele osób nas wspierało i nam kibicowało - mówił zaskoczony Śliwka.

- Dziś wszyscy świętujemy, cieszymy się, ale droga do tego miejsca nie była usłana różami. To lata treningów, zajęć, wyrzeczeń. Na całe szczęście spotykałem na swojej drodze osoby, które dobrze mi życzyły i wspierały mnie w karierze. Mam nadzieję, że ten medal zmotywuje dzieci i młodzież do uprawiania sportu. Sam zaczynałem od piłki nożnej. Byłem prawonożnym zawodnikiem, lewa noga służyła jedynie do wsiadania do tramwaju. W wieku 11 lat przyszedł czas na siatkówkę i tak zostało do dziś - opowiadał.

- Uwielbiam wracać do domu, do Jawora. Oczywiście ten konkretny przyjazd jest szczególny i na pewno na długo go zapamiętam - zakończył mistrz świata.

JAKUB GUDER
Współpraca: Mateusz Różański

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:

Powiązane