We Wrocławiu ruszył proces matki, która próbowała zabić miesięcznego synka!

Redakcja
Wrocław: Matka próbowała zabić miesięcznego synka. "Coś we mnie wstąpiło"
Wrocław: Matka próbowała zabić miesięcznego synka. "Coś we mnie wstąpiło" Paweł Relikowski
Dzisiaj ruszył proces w tej bulwersującej sparwie. Choć do zdarzenia doszło w lutym tego roku, dziecko nadal jest w szpitalu...

Przypomnijmy.
Kobieta wyciągnęła chłopca z wózka, rzuciła nim o ziemię i zaczęła kopać. Tak jakby wdeptywała główkę w chodnik. Do zdarzenia doszło w lutym na wrocławskim Muchoborze.

Dzisiaj oskarżona nie przyznała się do zarzutu próby zabójstwa. Mówi, że niczego nie pamięta, że była pijana i brała narkotyki. W śledztwie mówiła, że „coś w nią wstąpiło”. Obwiniała swojego partnera. Twierdziła, że to on żądał od niej, by pozbyła się dziecka, bo nie chciał go wychowywać. Barbara J. jest oskarżona o próbę zabójstwa.

Damianek do dziś jest w szpitalu. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek w pełni odzyska zdrowie. Jego biologiczna matka ma dziś 34 lata. To jej czwarte dziecko. Każde ma innego ojca. Najstarsza córka jest w rodzinie zastępczej. Kolejne zostawiła w szpitalu, a następne w „oknie życia”. Chłopczyk urodził się w styczniu. Prokuratorom mówiła, że chciała go wychować. Myślała, że się zmieni i będzie dobrą matką. „Taka mała iskierka” - powiedziała o synku podczas jednego z przesłuchań.

Ojcem Damianka jest jej konkubent, Bartłomiej. Byli ze sobą od pięciu lat. To on – twierdziła podczas przesłuchania – chciał, żeby pozbyła się chłopca. Czekał tylko, aż MOPS wypłaci jej 2500 zł zasiłku na dziecko.

W sobotę 9 lutego po godzinie 16.00 byli na spacerze, przy ul. Gagarina na Muchoborze. Pokłócili się i on gdzieś poszedł. Wtedy wpadła w szał. „Nie myślałam logicznie, miałam wirówkę w głowie” - mówiła na przesłuchaniu w prokuraturze. - Podniosłam dziecko do góry i zastanawiałam się kogo bardziej kocham, jego czy Bartka.

Dziś w sądzie nie podtrzymała tych wyjaśnień.

Dziwne zachowanie kobiety zauważyła Dorota W., która akurat samochodem wracała z mężem z zakupów. Wybiegła z auta. Barbara J., na jej widok, chwyciła chłopca i zaczęła uciekać. Pani Dorota zatrzymała nadjeżdżający samochód i jego kierowcę poprosiła o pomoc. Razem dogonili Barbarę J., odebrali jej dziecko, wezwali pogotowie i policję. Chłopczyk miał buzię całą we krwi i cicho płakał.

Po kilkunastu minutach ma miejscu był patrol policji. Za usiłowanie zabójstwa kobiecie grozi dożywocie. Badający oskarżoną lekarze są pewni, że Barbara J. nie ma problemów ze zdrowiem psychicznym. W chwili zdarzenia była poczytalna i mogła kontrolować swoje zachowanie. Teraz grozi jej dożywocie.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Szacunek dla ludzi, którzy zareagowali. Uratowali maluchowi życie.

Dodaj ogłoszenie