Śmieci są bezwartościowe, ale odpady to bogactwo!

Tomasz Zawadzki
Jarosław Jakubczak
O zmianach w przepisach i złych przyzwyczajeniach oraz czym różnią się śmieci od odpadów z Maciejem Sygitem, specjalistą ds. gospodarki odpadami, rozmawia Tomasz Zawadzki

- Od początku lipca przyszłego roku w życie wejdą wszystkie zapisy ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Co oznacza to dla przeciętnego Kowalskiego?

- Po zmianie przepisów w końcu zostanie jasno powiedziane kto jest właścicielem odpadów komunalnych. Obecnie nie wiadomo czy jest to osoba je wytwarzająca, ich odbiorca, czy jeszcze ktoś inny. Każdy unika odpowiedzialności. Od przyszłego roku wszystko będzie klarowne. Będą one należeć do gminy, która zapewni ich odbiór od mieszkańców. Dzięki temu nikomu nie będzie się opłacało wywozić odpadów do lasu czy podrzucać sąsiadowi. W gestii samorządu będzie też późniejsze sortowanie.
Po zmianie przepisów w końcu zostanie jasno powiedziane kto jest właścicielem odpadów komunalnych

- Jak ma to wyglądać?

- Gminy będą określały to we własnym zakresie, ale warto czerpać od najlepszych. Mam rodzinę w Szwajcarii, gdzie istnieje bardzo dobrze przemyślany system segregacji. Każdego dnia tygodnia wystawia się tam inny rodzaj odpadów. Następnie przyjeżdża samochód i zabiera to wszystko. Jeżeli ktoś nie posortuje swoich rzeczy, to zostają one na ulicy. Doszło do tego, że mieszkańcy myją kubki po jogurtach czy dżemach przed wyrzuceniem ich do kosza. Podobny system był stosowany w Niemczech już za czasów NRD.

- U nas też stoją specjalne kontenery do segregacji śmieci, tylko niewiele osób z nich korzysta.

- Wszystko leży w mentalności. Pamiętam sytuację, gdy przed jedną ze szkół podstawowych stały pojemniki na plastik, szkło i papier. Dzieci zbierały odpady i skrzętnie wrzucały je do odpowiednich kubłów. Gdy zbiorniki były pełne, przyjechała śmieciarka i zmieszała wszystkie odpady na oczach maluchów. Jaką motywację mogły mieć później te dzieciaki? Tymczasem zmianę naszych nawyków należy zmieniać już w przedszkolach. Po lekcjach najmłodsi będą napominali swoich rodziców i dziadków, by Ci odpowiednio sortowali rzeczy przed wyrzuceniem.

- Tylko który dorosły będzie chciał ich słuchać?

- Uważam, że wielu Polaków już rozdziela odpady albo chce to robić. Trzeba im to tylko umożliwić. W przypadku reszty trzeba przygotować odpowiednie programy. Oczywiście jest to zadanie długofalowe. Mentalności ludzi nie zmieni się w ciągu jednego dnia. Są to lata pracy, ale w końcu dojdziemy do odpowiedniego poziomu. Choć na pewno znajdą się też autsajderzy, których nic nie przekona do segregacji.

- Od lat panuje u nas przyzwyczajenie, że kubeł na śmieci jest jeden. I stoi w kuchni pod zlewem.

- Właśnie! Należy rozróżnić śmieci, które są czymś zupełnie niepotrzebnym i bezwartościowym od odpadów. Te są bogactwem! Jeżeli ktoś wymiesza papier z żywnością to nadaje się to już tylko do spalenia, czyli najbardziej prymitywnej metody przetworzenia. Tymczasem za granicą jedzenie wykorzystuje się w biogazowniach jako surowiec energetyczny.

- Raczej nie słyniemy z chęci do zmiany nawyków.

- Skoro w innych krajach możliwa była zmiana przyzwyczajeń to u nas też. Emigranci bardzo szybko przyjmują zachowania lokalnych mieszkańców. Dostosowują się. Są dwa sposoby, by wyegzekwować prawo. Poprzez edukację albo karanie. Jeśli ktoś zapłaci jeden mandat to zastanowi się czy było warto. Gdy będzie musiał sięgnąć do kieszeni po raz drugi, na pewno zmieni swoje postępowanie.

- Czy kary to na pewno najlepszy sposób na promocję zachowań przyjaznych środowisku?

- Można tez dawać nagrody i przyznawać prestiżowe tytuły dla najbardziej ekologicznej ulicy lub bloku. W Stanach Zjednoczonych mają jeszcze inny sposób i pobierają opłaty w formie kaucji za każde naczynie. Człowiek ma wtedy świadomość, że zamiast wyrzucać butelkę do kosza, może ją oddać do punktu skupu. Widzi konkretne korzyści. W Polsce nie ma problemu z puszkami, bo są osoby, które utrzymują się tylko ze zbierania aluminium. Proszę też zauważyć jak ładnie poukładane są wózki przed marketami. Gdyby nie złotówka, którą należy w nich umieścić, zapewne stałyby wszędzie.

- Skąd brać na to pieniądze?

- Gminy będą pobierały od każdego z nas odpowiednią opłatę. Szacuje się, że będzie to 12-18 złotych miesięcznie. Jeżeli ktoś będzie regularnie wrzucał lampy jarzeniowe do nieodpowiednich kontenerów to zapłaci więcej. Pieniądze te będą przeznaczone, między innymi na nowe kontenery, kubły, transport, czy budowę zakładów sortowniczych i przetwórczych. Dużo pieniędzy można zaoszczędzić też dzięki zaawansowanym metodom przetwarzania surowców energetycznych. Idealnym przykładem są spalarnie, które jeszcze zupełnie niedawno wywoływały bunty wśród mieszkańców. Obecnie buduje się je w centrach dużych miast, np. w Berlinie i Wiedniu. Nie szkodzą one środowisku, a przetwarzane w nich odpady zasilają sieć ciepłowniczą i energetyczną, obniżając koszty utrzymania.

Dziękuję za rozmowę.

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie