Śląsk Wrocław ostrzega piłkarzy: w I lidze nie będzie tak różowo

Jakub Guder
Jakub Guder
fot. Paweł Relikowski
Udostępnij:
Pensje na czas, kucharz na meczach wyjazdowych, dobre warunki treningów - taka jest dziś rzeczywistość piłkarzy Śląska Wrocław. Klub zamrażając pensje po blamażu z Bruk-Betem ostrzega jednak zawodników: w I lidze nie będzie tak różowo.

W niedzielę wieczorem Śląska Wrocław wydał komunikat, w którym informuje, że zawiesza kwietniowe pensje piłkarzy po kompromitacji z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza (0:4). Odpowiedzialność za obecną sytuację wziął na siebie dyrektor sportowy Dariusz Sztylka, który "oddał się do dyspozycji zarządu". Co w praktyce oznaczają te ruchy?

Oba mają wymiar symboliczny. Owszem - to znak dla kibiców, zagrywka PR-owa, ale kryje się pod tym coś więcej. Oczywiście zamrożone pensje muszą zostać wypłacone. To nie jest tak, że tę płatność można odraczać w nieskończoność. Po dwóch miesiącach bez pieniędzy każdy piłkarz może złożyć do PZPN wniosek o rozwiązanie umowy z winy klubu. Jak usłyszeliśmy jednak od osób związanych z klubem - tu chodzi o coś więcej. To ma być jasny komunikat dla piłkarzy: w I lidze nie będzie takiej sielanki, więc utrzymajcie się.

Dziś piłkarze Śląska zarabiają godnie. Pensje dostają na czas. Finansowa rzeczywistość I ligi jest jednak zupełnie inna. Oczywiście piłkarski kontrakt to rzecz święta. To, co jest tam zapisane, trzeba przelać na konto zawodnika. Tylko że na zapleczu ekstraklasy pieniędzy będzie mniej. Trzeba będzie ciąć koszty, szukać oszczędności. Mogą zdarzyć się opóźnienia w płatnościach. Rzecz jasna każdy dostanie to, na co jest umowa, ale - w najgorszym przypadku - po długich bataliach prawnych. I to jest główne przesłanie, które klub przekazał na ręce kapitana Krzysztofa Mączyńskiego. Inaczej mówiąc: "Dziś żyjecie jak pączki w maśle, ale w I lidze już tak nie będzie. Miejsce tego świadomość. Dlatego musicie się utrzymać".
- Dziś pod względem organizacyjnym jesteśmy drużyną, która zapewne w niczym nie ustępuje Pogoń Szczecin czy Rakowowi. Jeszcze nigdy tak to w Śląsku nie wyglądało. Gdyby brać to pod uwagę powinniśmy bić się o europejskie puchary, a nie o utrzymanie - mówi nam osoba związana ze Śląskiem.

To samo zresztą pobrzmiewa w wypowiedzi Dariusza Sztylki w niedzielnym komunikacie.
- Zarówno aspiracje kibiców, możliwości organizacyjne klubu, jak i warunki zapewnione drużynie, predysponują Śląsk Wrocław do walki o zdecydowanie wyższe cele niż ma to miejsce obecnie - mówi tam dyrektor.

Przypomnijmy, że gdy w 2017 roku wrocławianie także bronili się przed spadkiem, pojawiły się informacje, że zawodnicy zażądali dodatkowych pieniędzy za utrzymanie w lidze, a potem... wygrali cztery z ostatnich pięciu ligowych meczów strzelając w sumie 15 goli. Przegląd Sportowy ostatecznie potwierdził później, że piłkarze dostali ekstra 500 tys. zł do podziału. Prezesem Śląska był wówczas Michał Bobowiec. Dziś taka sytuacja jest nie do pomyślenia.

Drugi, ważny element całego komunikatu to odpowiedzialność Dariusza Sztylki. Dyrektor sportowy WKS od dłuższego czasu zbiera cięgi od kibiców i części ekspertów za nieudane transfery. W niedzielę mocno zabrał głos.
- Nie mógłbym dziś spojrzeć w lustro, gdybym mimo trudności nie stał murem za ludźmi, których obdarzyłem zaufaniem. Zawsze starałem się kierować dobrem WKS-u i jako dyrektor sportowy biorę pełną odpowiedzialność za budowę tej drużyny i jej postawę. Uważam, że w głównej mierze krytyka powinna skupić się na mnie, nawet jeśli doprowadzi ona do mojej dymisji. Jestem gotów ponieść takie konsekwencje - oświadczył i zadeklarował, że "oddaje się do dyspozycji zarządu".

Ten gest w praktyce oczywiście nic nie znaczy. To symbol. Sztylka uznał, że dziś krytyka powinna spaść na niego, by odciążyć drużynę. By zdjąć z niej jak najwięcej presji przed najważniejszymi meczami. Stanął więc niejako w drzwiach szatni i wziął wszystko na klatę. Nie zrezygnował z funkcji ponieważ uznał, że nie można uciekać z tonącego okrętu. Trzeba go utrzymać na powierzchni. Zresztą dyrektor sportowy odpowiada za budowę drużyny w dłuższej perspektywie. Za to można go rozliczyć po sezonie (tak pewnie się stanie). Nie na cztery kolejki przed końcem.

Kolejny mecz Śląsk rozegra w sobotę, kiedy to jego rywalem na wyjeździe będzie Jagiellonia Białystok (godz. 15).

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Śląsk Wrocław ostrzega piłkarzy: w I lidze nie będzie tak różowo - Gazeta Wrocławska

Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie