MUNDIAL 2018. Francja mistrzem świata! Francja - Chorwacja 4:2 [WYNIK MECZU]

Piotr Janas, Moskwa
Puchar świata trafi w ręce Francuzów East News
Aż sześć bramek zobaczyliśmy w finale mistrzostw świata w Rosji. Puchar świata po 20 latach jedzie do Francji. Les Bleus ograli Chorwację 4:2

Przed pierwszym gwizdkiem kibice zadawali sobie jedno pytanie - czy Chorwacja po trzech dogrywkach wytrzyma fizycznie i da radę przechytrzyć wyrachowaną Francję? Piłkarze Didiera Deschampsa dali się poznać jako drużyna, która po objęciu prowadzenia potrafi kontrolować mecz i nie dopuszczać rywali do zbyt wielu groźnych sytuacji.

Chorwaci z kolei udowadniali, że potrafią przesuwać granicę wytrzymałości do nieznanych dotąd rozmiarów. W tamtym spotkaniu ucierpieli bohater (autor bramki i asysty) Ivan Perisić oraz Ivan Strinić. Pomocnik Interu Mediolan i obrońca Sampdorii Genua toczyli wyścig z czasem, ale ostatecznie obaj znaleźli się w wyjściowych jedenastkach. To samo zresztą dotyczyło Blaise Matuidiego po drugiej stronie boiska. Piłkarz Juventusu miał kłopoty mięśniowe, ale w porę się z nimi uporał.

- Dalić kolejny raz zastosował zasłonę dymną. Przed półfinałem z Anglią do końca nie wiedzieliśmy, czy Daniel Subasić i Sime Vrsaljko będą mogli zagrać. Wszyscy skupiali się na tym, a drużyna spokojnie przygotowywała się do meczu. Wierzę, że teraz będzie tak samo - powiedział nam reporter chorwackiej telewizji HRTV.

Zanim jednak na murawie stadionu Łużniki pojawili się główni aktorzy finału, widzowie podziwiali część artystyczną. Na scenie pojawiły się gwiazdy muzyki pop, grający na bębnach słynny Brazylijczyk Ronaldinho oraz amerykański aktor i producent, a ostatnio także muzyk - Will Smith. To była gwiazda „Canarinhos” i 49-letni Amerykanin dostali najgłośniejszą owację od trybun, na których bardziej wyróżniali się Chorwaci. Było ich więcej niż Francuzów, co mając na uwadze tradycje piłkarskie nad Sekwaną i liczebność bałkańskiego kraju (4,1 mln obywateli), może trochę dziwić. Warto także wspomnieć o VIP-ach. Na stadionie Łużniki zasiedli m.in. prezydent Rosji Wladimir Putin i prezydent Francji Emmanuel Macron.

Początek zdecydowanie należał do Chorwacji. Piłkarze Zlatko Dalicia rzucili się na cofniętą Francję i co chwilę przeszywali jej pole karne dośrodkowaniami i prostopadłymi podaniami. Na posterunku byli jednak stoperzy i Hugo Lloris. Chorwacja momentami zamykała rywali całkowicie na swojej połowie, ale to „Les Bleus” zadali pierwszy cios.

W 18 min po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Antoine Griezmana piłka pechowo odbiła się od Mario Mandżukicia i zaskoczyła bezradnego w tej sytuacji Daniela Subasicia. Podopieczni Dalicia nie dali się złamać bramką samobójczą. Natychmiast ruszyli do odrabiania strat i po dziecięciu minutach znów był remis. Najlepiej w zamieszaniu pod bramką Llorisa odnalazł się Perisić, przełożył futbolówkę na lewą nogą gubiąc przy okazji obrońcę i strzałem na dalszy słupek nie dał szans bramkarzowi Tottenhamu. Łużniki eksplodowały - 90 proc. postronnych widzów trzymało za ekipą z Bałkanów.

Można było odnieść wrażenie, że znów sprawdza się scenariusz z poprzednich występów Chorwatów w fazie pucharowej, gdzie właściwie zawsze musieli odrabiać straty i robili to skutecznie. Francuzi nie zamierzali składać broni i jeszcze przed przerwą odzyskali prowadzenie. Pechowcem okazał się Perisić, który zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym i po konsultacji z VAR-em sędzia podyktował karnego. Odpowiedzialność wziął na siebie Griezmann i myląc Subasicia trafił na 2:1.

Przed drugą połową jako pierwsi na placu gry pojawili się Chorwaci. Wyszli mocno nabuzowani, widać było, że chcą jak najszybciej odwrócić wynik. Inicjatywa była po ich stronie, ale skuteczni w defensywie Francuzi nie dawali się zaskoczyć i czyhali na kontry. W 52 min grę przerwali trzej pseudokibice, którzy wbiegli na murawę. Jednego pomagał poskromić wściekły na uciekające sekundy Mandżukić.

Później Francuzi dokonali prawdziwej egzekucji. W sześć minut strzelili dwa gole - oba po kontratakach - czym skutecznie pozbawili rywali nadziei i udowodnili kto tu jest lepszy. Trafienie Mandżukicia, który wywarł pressing na Llorisie i zmusił go do błędu w 69 min nie mogło już niczego zmienić. Tak wytrawna drużyna jak „Tricolores” nie mogła już tego zepsuć i puchar świata - drugi raz w historii - pojechał do Francji.

Lech Poznań zmienia trenera: Skorża za Żurawia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie