Moc jest z nami

Amoralia
Amoralia
Udostępnij:
Dla jednych dziwacy, dla innych ludzie pozytywnie zakręceni. Są jedyną tego typu grupą we Wrocławiu i najprawdopodobniej w całej Polsce.

Wszystko zaczęło się w 2005 r., przed premierą filmu „Gwiezdne Wojny, epizod III: Zemsta Sithów”. Grupa młodych osób, skupionych we Wrocławskim Fanklubie Gwiezdnych Wojen, postanowiła, z okazji powrotu ich ulubionej serii na ekrany kin, zorganizować pokaz walk w stylu rycerzy Jedi. Rozpoczęli treningi, po czym wystąpili na premierze „Zemsty Sithów” w kinach Helios i Korona. Później były występy w szkołach, na Dniach Fantastyki oraz na premierze „Wojen Klonów”. W planach mają już specjalne pokazy, niezwiązane z premierami filmów ani z konwentami fanów.

Nazwa grupy zaczerpnięta została z książek „Star Wars”. Jak wyjaśniają członkowie grupy, „Szare miecze”, to ta część zakonu rycerzy Jedi, która nie opowiada się jednoznacznie po jednej ze stron mocy, czerpiąc z obu jej stron. We wrocławskiej grupie nie istnieje pojęcie formalnego członkowstwa. Każdy, kto zechce przyjść i uczestniczyć w treningach, automatycznie staje się członkiem grupy.

Dlaczego walczą?

- Każdy mądry, zdrowy fan, który lubi troszeczkę sportu, chciałby być jak Jedi. Pomachać mieczami, spróbować zainscenizować jakąś walkę. Ludzie na całym świecie kręcą filmy z takimi zainscenizowanymi walkami - mówi Bartek „Barrahh” Rutkowski.

Wrocławska grupa przygotowuje się również do zrealizowania własnego filmu. Od jakiegoś czasu trwają prace nad scenariuszem. Powstało już kilka krótkich filmików.
- Zrealizowaliśmy tyle zdjęć, żeby wiedzieć jakich błędów nie popełniać i co robić, żeby było lepiej - dodaje Bartek.

Fani od dziecka

Trenują w różnych miejscach. W tym tygodniu można ich spotkać w przejściu podziemnym nieopodal Mostu Grunwaldzkiego. Przechodniów dziwi trochę widok dorosłych ludzi okładających się kolorowymi kijami. Ale członkowie grupy nie przejmują się tym. Ćwiczą bardzo intensywnie, bo już w ten weekend wystąpią ze swoim spektaklem walki na konwencie fanów fantastyki, mangi i airsoft. Ostatnie treningi poświęcone są przede wszystkim dopracowywaniu choreografii tego przedstawienia.

Przygoda z „Gwiezdnymi Wojnami” zaczyna się zwykle bardzo wcześnie. Tak też było w przypadku „Szarych mieczy”. Bartek wspomina, że pierwszy raz obejrzał „Nową nadzieję” w publicznej telewizji, w święta wielkanocne. Adam zobaczył „Powrót Jedi”, gdy miał 11 lat. Agata poszła do kina z koleżanką na „Mroczne widmo” kiedy była bardzo mała. Pamięta, że film trwał 113 minut. Bartek Wieczorek przygodę ze „Star Wars” zaczął w 1997 r., kiedy na ekrany kin weszła odświeżona wersja klasycznej serii „Gwiezdnych Wojen".

Miłość do „Gwiezdnych Wojen”, którą zarazili się w dzieciństwie trwa do dziś i nie ogranicza się do filmów. Świat „Gwiezdnych Wojen”, oprócz dwóch trylogii Georga Lucasa, to również komiksy, gry komputerowe i niemal 200 książek.

Każdy ma swój pseudonim

Kiedy słyszy się o fanach „Gwiezdnych Wojen”, zwykle kojarzą się oni z zupełnymi dziwakami. Członkowie „Szarych Mieczy” wyglądają jednak i zachowują się całkiem normalnie. Na co dzień są uczniami, studentami, a nawet ojcami rodzin.
Walki to ich hobby, które przynosi im wiele satysfakcji i zabawy.

Skład grupy jest płynny. W tej chwili czynnie udziela się w niej około dziesięciu osób. Rozpiętość wieku jest tu bardzo szeroka. Członkowie Szarych Mieczy liczą sobie od 7 do 32 lat. Od pewnego czasu coraz więcej dziewcząt bierze udział w treningach i pokazach.

- Jest nieźle. Do niedawna w fanklubie wrocławskim była jedna dziewczyna, może dwie. Obecnie jest trochę lepiej. Można powiedzieć, że liczba kobiet w fanklubie się podwoiła - mówi Izabela Rutkowska.

Spotkania fanklubu odbywają się raz w miesiącu. Fani rozmawiają wtedy o „Gwiezdnych Wojnach”, grają w gry, organizują konwenty, wyjeżdżają na wycieczki; ostatnio na festiwal muzyki celtyckiej w Będzinie. Walki, które inscenizują, z początku były czystą improwizacją. Dopiero niedawno zaczęła powstawać choreografia do pokazów. Jej autorem jest Bartek Rutkowski.

- Jeżeli walczy się ze sobą dłuższy czas, bardzo łatwo zrobić improwizację, ponieważ ludzie się znają, wiedzą jak walczą- mówi Adam „Obi-Wan” Ryterski. - Nie chcemy się zabić. To jest bezpieczne, jeżeli się kontrolujemy - wtrąca Bartek. - Jak ja, na przykład, za mocno machnę mieczem, to mogę kogoś w głowę uderzyć - dodaje Agata Kostrzewska.

Na razie inscenizacje polegają na prezentacji samej walki. W planach są już jednak pokazy, na których każdy będzie wcielał się w jakąś rolę. Wszyscy członkowie „Szarych Mieczy" posiadają pseudonimy, pochodzące przede wszystkim z filmów, komiksów czy książek. Ale nie tylko. Niektóre pseudonimy, jak np. Azerius (Krzysztof Fabiś), to autorska inwencja ich posiadaczy. Kiedy pokazy walk przerodzą się w spektakle z fabułą, każda wymyślona postać otrzyma swoją własną historię osadzoną w świecie „Gwiezdnych Wojen”.

Kostiumy

Aby wcielić się w jakąś postać niezbędny jest oczywiście odpowiedni kostium. Niemal wszyscy członkowie grupy mają już swoje stroje.
- Mamy taką znajomą krawcową, która spogląda na obrazek i mówi: „tak, da się zrobić” albo „tak, da się zrobić, ale..”- mówi Bartek. Adamowi, z kolei, kostiumy rycerzy Jedi szyje tata, który nieźle radzi sobie na maszynie. Dziewczyny przygotowują sobie bardziej kobiece przebrania.
- Moją ulubioną bohaterką jest Shakti, mistrzyni, członkini rady Jedi. Ona jest kosmitką, ma głowogony. Ale nie będę robić charakteryzacji. Za to strój się szykuje. Tunika, płaszcz i ozdoby - mówi Agata.

Miecz można zrobić ze wszystkiego
Kim byliby rycerze Jedi bez swoich mieczy świetlnych? Broń „Szarych Mieczy" jest w stu procentach ich własnej produkcji. Okazuje się, że taki miecz można wyprodukować praktycznie ze wszystkiego, a członkom grupy nie obcy jest recycling.

Większość mieczy wykonana jest z rurek elektrycznych o różnych średnicach, odpowiednio powycinanych, klejonych jedna na drugą i pomalowanych. Do wyprodukowania broni „Obi-Wana” posłużył m.in. kawałek oprawki od żarówki. Podwójny miecz Dartha Maula łączony był zaś przy pomocy węża od pralki.

- Taki miecz można zrobić z bardzo wielu rzeczy. Ważne żeby fajnie wyglądał, dobrze leżał w dłoni i szybko się nie połamał - mówi Adam, główny zbrojmistrz grupy. Trzeba przyznać, że miecze wyglądają solidnie. Członkowie grupy posiadają także w swoim wyposażeniu bokeny, czyli miecze drewniane.

Wszystko zostaje w rodzinie

Takie niecodzienne hobby różnie przyjmowane jest w rodzinach pasjonatów. Niektórzy rodzice mają negatywny stosunek do wyczynów swoich dzieci, inni śmieją się z nich, ale nie zawsze tak jest. - Moi rodzice lubią „Gwiezdne Wojny” - mówi Iza - ja narzeczonego poznałam w fanklubie, wszystko w rodzinie. Mamy już wielkie plany. Oczywiście będą rycerze Jedi na ślubie.

Okazuje się więc, że „Gwiezdne Wojny” łączą i to dosłownie. Pasja przechodzi także z pokolenia na pokolenie. - Ja i żona mamy podobną pasję, czyli „Gwiezdne Wojny. Ja kocham całym sercem, żona nienawidzi. Nie, nie. Toleruje to moje hobby. Starszy z moich synów, siedmiolatek, walczy razem z nami. Młodszy jeszcze nie, ale ma dopiero dwa miesiące - mówi Adam.

Pasja

Ludzie mają różne pasje. Są tacy, którzy lubią wędkować, są i tacy którzy wolą uczestniczyć w rekonstrukcjach bitew II wojny światowej. Walki na miecze świetlne to takie samo hobby jak każde inne. Może dla niektórych trochę dziwne, ale na pewno przynoszące mnóstwo satysfakcji.

Kiedy zdarzy nam się zobaczyć gdzieś w mieście walczących jak Jedi, nie pukajmy się w czoło. Pamiętajmy, że to świetna zabawa i sposób, by choć na chwilę znów poczuć się jak dziecko.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wbić szpilę w propagandę Putina to cel wystawy w CSW

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie