Lora Szafran: Nie kręcą mnie "Pudelki" (ROZMOWA)

Marta Wróbel
Lora Szafran
Lora Szafran materiały promocyjne
Lora Szafran wydała właśnie nową płytę "Nad ranem". Tym razem jazzowa wokalistka śpiewa popowy repertuar. Nam Lora Szafran opowiada o tym, dlaczego nie pcha się na afisz i kiedy najbardziej lubi tworzyć muzykę.

Ma Pani na swoim koncie wiele sukcesów, duety z Mietkiem Szcześniakiem, Markiem Bałatą i Bursztynowego Słowika na festiwalu w Sopocie. Dlaczego tak ceniona wokalistka dopiero teraz wydaje autorski album w dużej wytwórni płytowej?
Lora Szafran:

Śpiewałam już na płytach tematy muzyki Fryderyka Chopina, piosenki Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory, a ostatnio Leonarda Cohena. Chciałam nagrać materiał stworzony specjalnie dla mnie, który akceptuję, zarówno tekstowo, jak i mu- zycznie. Odeszłam nieco od jazzu i na krążku znalazły się głównie ballady, ale w różnych stylach – bluesa, reaggae czy bossa novy, swingu, ballady, a nawet tanga Cieszę się, że swoje kompozycje podarowali mi między innymi Seweryn Krajewski i Michał Urbaniak i że śpiewam teksty autorów bardzo ważnych dla mojego pokolenia, jak Jonasz Kofta i Andrzej Poniedzielski, Adam Nowak. Cieszę się też, że album wydała duża wytwórnia, dzięki czemu będzie miał, mam nadzieję, odpowiednią promocję.

Płyta nosi tytuł „Nad ranem”. Czy to właśnie wtedy najbardziej lubi Pani tworzyć swoją muzykę?
Lora Szafran:

Ten tytuł łączy wszystkie teksty, a równocześnie oddaje klimat muzyki, bo jednak najwięcej jest tu ballad i utworów tzw. klimatycznych. Czas nad ranem jest szczególną porą na refleksję, przemyślenia.

Powiedziała Pani kiedyś, że nie pcha się na afisz, dlatego tak mało jest Pani w mediach. Co to znaczy?
Lora Szafran:

Po prostu robię swoje. Śpiewam. Nie kręci mnie chodzenie do „Pudelków” i na „dywany”.

Do tego stopnia, że kiedy w 1990 roku wygrała Pani w Sopocie Grand Prix i Bursztynowego Słowika, nie odebrała Pani nagród, bo już nie było Pani wśród publiczności.
Lora Szafran:

To prawda. Nie wierzyłam, że mogę dostać nagrodę. Ale na galę wróciłam (śmiech).

Kiedy patrzy Pani na swoją artystyczną drogę, które momenty wydają się Pani najważniejsze?
Lora Szafran:

Trudno wybrać jeden. Na pewno moją miłość do jazzu zdeterminowała chwila, kiedy po raz pierwszy usłyszałam piosenkę Elli Fitzgerald. Miałam wtedy 14 lat. Potem, kiedy dostałam się na bardzo wtedy elitarny Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Ukształtowały mnie też spotkania z muzykami – Piotrem Wojtasikiem, z którym występowałam w zespole New Presentation, i z tą grupą nagrałam w 1989 r. swoją pierwszą płytę „Lonesome Dancer”. Bardzo ważny na mojej artystycznej drodze jest dla mnie Włodzimierz Nahorny. Dobrze wspominam duety z Mietkiem Szcześniakiem i współpracę z duetem kompozytorskim Jerzy Jarosław Dobrzyński i Justyna Holm.

Nie tylko Pani od lat śpiewa, także uczy młodych wokalistów. Ma Pani pedagogiczne zacięcie?
Lora Szafran:

Coraz mniej udzielam się jako „nauczycielka”. Prowadzenie klasy wokalnej na Międzynarodowej Letniej Akademii Jazzu w Krakowie zaspokaja moje ambicje pedagogiczne.Zdecydowanie jednak wolę śpiewać na koncertach.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie