reklama

Katy Carr: Powinnam mieć męża z Polski [ROZMOWA MM]

Kinga Czernichowska
Kinga Czernichowska
Zaktualizowano 
Katy Carr to pół-Polka, pół Brytyjka. Polską historię zna lepiej ...
Katy Carr to pół-Polka, pół Brytyjka. Polską historię zna lepiej ... Materiały prasowe
Katy Carr to pół-Polka, pół Brytyjka. W naszym kraju znana jest przede wszystkim z piosenki "Kommanders's car", opowiadającej historię uciekiniera z obozu w Oświęcimiu. Utwór znalazł się na płycie "Paszport".

Zobacz też: Ania Rusowicz: Śpiewanie? Bałam się wejść do tego ciemnego pokoju [rozmowa MM]

O tym, dlaczego tak ciągnie ją do kraju nad Wisłą i o poszukiwaniach męża-Polaka rozmawialiśmy z nią podczas ostatniego pobytu Katy Carr w Warszawie.

Twoja matka była Polką, ojciec Brytyjczykiem. Polska jest ci bardzo bliska...

- Urodziłam się w środkowej Anglii, w Nottingham. Potem jakiś czas mieszkałam w Polsce, bo mój ojciec pracował we Włocławku. To prawdopodobnie tam moi rodzice się poznali. Jednak nigdy później nie wracałam do tego miejsca. Babcia pochodzi z Bielska-Białej, ale mam też ciotkę we Wrocławiu. W tym roku spędziłam bardzo dużo czasu w Krakowie. Cztery razy na godzinę wybrzmiewa tam hejnał, który robi na mnie niesamowite wrażenie. Jeszcze ta urwana melodia...

Mama wychowywała cię zgodnie z polskimi tradycjami? Jedliście karpia w wigilię czy raczej tradycyjny christmas pudding?

- Boże Narodzenie było u nas raczej brytyjskie. Indyk, ziemniaki, a potem christmas cake i christmas pudding. Ale pamiętam też jedne święta spędzone w Polsce. Były uszka, barszcz i symboliczne 12 potraw.

Miejsce, w którym spotkałyśmy się w Warszawie, wręcz kipi historią. Tuż nieopodal Domu Spotkań z Historią, gdzie teraz się znajdujemy, jest Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. To właśnie z tego miejsca 6 lutego 1989 roku przywódcy Solidarności udali się na obrady Okrągłego Stołu.

- Zgadza się, a to tylko kilka metrów stąd. Warszawa jest przecież miastem, na którym historia odcisnęła znaczące piętno. Kiedyś mówiło się o niej "Paryż Północy". Po drugiej wojnie światowej wiele się zmieniło. Miasto zostało właściwie doszczętnie zniszczone.

Jak zaczęłaś odkrywać swoje polskie korzenie?

- Moja wielka przygoda z Polską zaczęła się od piosenki "Kommander's Car". Zainspirowała mnie postać Kazimierza Piechowskiego, który w 1942 roku uciekł samochodem komendanta z obozu Auschwitz Birkenau. Wcześniej nie czułam się tak związana z Polską. Cały czas mieszkałam przecież w Wielkiej Brytanii, tam się uczyłam, brytyjską kulturę znałam od podszewki. Można stwierdzić, że to muzyka przeniosła mnie do Polski.

Nie wiedziałaś jednak, że Kazimierz Piechowski, który stał się dla ciebie inspiracją, żyje.

- Ta piosenka była prezentem dla Muzeum Auschwitz-Birkenau. Skontaktowała się ze mną wtedy Jadwiga Dąbrowska, dzięki której dowiedziałam się, że Kazimierz Piechowski jeszcze żyje. To był dla mnie szok. Nigdy bym nie przypuszczała, że mogę się z nim spotkać.

Ale spotkałaś się. Twoja rozmowa z Kazimierzem Piechowskim to wstęp do wszystkich utworów znajdujących się na płycie pt. "Paszport".

- Nagrałam to nasze pierwsze spotkanie. Dowiedziałam się, że pan Kazimierz był w polskiej partyzantce, ukrywał się w polskich lasach. Razem z koleżanką, Hanną Lovell, zrobiłyśmy krótkometrażowyfilm dokumentalny - "Kazik i samochód komendanta". Całość trwa 23 minuty i opowiada o ucieczce Piechowskiego z Auschwitz. Dziś wiem, że to właśnie jego historia tak na mnie wpłynęła. Wcześniej nie interesowałam się polską historią. Nie wiedziałam, co to partyzantka, ani czym była Armia Krajowa...

"Mała Little Flower" to z kolei utwór zainspirowany historią Ireny Gut Opdyke, katoliczki, ratującej Żydów. Wygląda na to, że twoją inspiracją są polscy mali-wielcy bohaterowie. Mali, bo rzadko wspominani na kartach historii, ale wielcy ze względu na swoje czyny.

- Szukam poruszających historii. Nie wiem, gdzie znajdę kolejne. Ci, którzy stali się dla mnie inspiracją, reprezentują przeżycia wielu ludzi. Ludzi, o których się nie mówi, ale którzy bardzo wiele wycierpieli w przeszłości i dziś należy im się szacunek.

W dziecińśtwie zamiast plakatów sezonowych gwiazd muzyki rozrywkowej miałaś podobno na ścianie plakat z Amelią Earhart, amerykańską pilotką, pierwszą kobietą, która w 1928 r. przeleciała nad Atlantykiem.

- Kiedyś bardzo chciałam być pilotem. Ona była dla mnie wzorem.

Chciała być pierwszą kobietą, która przeleci samotnie nad Atlantykiem.

- Tak, zginęła w katastrofie w 1937 roku. Była bardzo dobrym, ostrożnym pilotem. Ona i Amy Johnson to moje idolki.

Dlaczego zrezygnowałaś z lotnictwa? Masz przecież licencję pilota szybowcowego.

- Poszłam na studia i tam zaraziłam się muzyką. Na uczelni spotkałam wielu artystów, muzyków. Podobał mi się ich styl życia. Poznałam inny świat. Nie żałuję decyzji o porzuceniu lotnictwa. Muzyka jest niesamowitym sposobem na życie. Dzięki niej daję ludziom radość. Życie w wojsku to zupełnie coś innego. Ale tego okresu w swoim życiu też nie żałuję. Dzisiaj dyscyplina, której nauczyłam się w wojsku, pomaga mi w organizowaniu spraw zawodowych.

W jednej z rozmów przyznałaś, że sukces to proces a nie cel do osiągnięcia. Co przez to rozumiesz?

- Sukces to pojęcie o wielu różnych znaczeniach. Niektórzy utożsamiają go z pieniędzmi, inni z drogim samochodem czy milionami dolarów w banku. Ale są też tacy, dla których sukces to rodzina, przyjaciele. Owszem, pieniądze są ważne, ale kiedy znajdziesz się na łożu śmierci, to czy będziesz myśleć o tym, ile zarobiłaś pieniędzy? Nie, pomyślisz wtedy o osobach, które wniosły do twego życia wiele radości. Nie będę wtedy myśleć o liczbie sprzedanych płyt, chcę pamiętać dobrych ludzi, których spotkałam na swej drodze.

Twój czwarty album to "Paszport". Dlaczego taki tytuł i skąd taka polska okładka?

- Inspirowałam się polską historią, ale są w tym albumie rzeczy uniwersalne. To metafora wobec ludzi, którzy stracili polski paszport lub zostali zmuszeni do ucieczki z własnego kraju. Przecież Polacy w czasie okupacji kraju przez Niemców i Sowietów nie mieli prawa do posiadania polskiego paszportu! W Wielkiej Brytanii przebywa obecnie bardzo wielu uchodźców. To trudny temat. Ale nie można przejść obok tego obojętnie. Okładka płyty też nie jest bez znaczenia. Wygląda jak okładka paszportu. Jest tutaj polski orzeł w koronie, którego głowa skierowana jest ku Zachodowi.

W swoich utworach opowiadasz o tym, jak bardzo powinniśmy cenić wolność. A tymczasem trudna sytuacja polityczna na wschodzie sprawia, że powraca obawa o jej utratę.

- Wielu ludzi walczyło o wolność. Oddało za nią życie. Nikt nie chce wojny. Rozumiem Polaków, wyczuwa się wśród nich teraz ten strach, te obawy. Nie dziwię się temu, mają do tego prawo, bo Polska musiała bardzo długo walczyć o niepodległość.

Jestem skłonna zaryzykować stwierdzeniem, że historię Polski znasz lepiej aniżeli wielu rodowitych Polaków. Ludzie w Polsce często nie zwracają uwagi na to, co zdarzyło się w przeszłości. Znacznie bardziej są przywiązani do niej przedstawiciele Polonii, nie sądzisz?

- Ludzie, którzy walczyli o wolność Polski, niejednokrotnie nie mieli możliwości powrotu do ojczyzny. To naturalne, że tęsknili, a wraz z tą tęsknotą wzrastało ich zainteresowanie historią oraz tym, co aktualnie dzieje się w kraju. Na emigracji tworzyli polskie kluby, szkoły, parafie, bo wciąż mieli nadzieję, że będą mogli wrócić do kraju. A potem 45 lat komunizmu zrobiło swoje... I wielu z nich nie zdążyło wrócić.

Co najbardziej cenisz w polskiej kulturze?

- Lubię polskie poczucie humoru. Polacy są bardzo uprzejmi. Uwielbiam też polską muzykę. Słucham Chopina, w jego utworach są jakieś niesamowite polskie wibracje. On też tworzył na emigracji.

A muzyka rozrywkowa?

- Lubię Hankę Ordonównę, Annę Jantar i Mieczysława Fogga. Miałam okazję spotkać się z Urszulą Dudziak, też bardzo lubię jej muzykę. Niestety nie jestem na bieżąco z tym, co akurat teraz jest w Polsce na czasie. Wynika to głównie stąd, że kiedy tworzę, nie potrafię słuchać innych wykonawców. Ale to, co najbardziej mi przypada do gustu, to polska muzyka lat 30. i 40. Natomiast gdy jestem w Wielkiej Brytanii, to najczęściej słucham world music czy country. Jestem otwarta na różne gatunki, wszystko zależy jednak od tego, w jakim jestem nastroju.

Inspiruje cię też folk. Gdzie nauczyłaś się grać na banjo i ukelele, typowych dla muzyki folkowej?

- Sama uczyłam się grać na tych instrumentach, przeważnie siedząc w pubie ze znajomymi. Graliśmy wtedy m.in. piosenki Davida Bowiego.

A kulinarnie? Co lubisz, a czego nie znosisz?

- Lubię właściwie wszystko w polskiej kuchni. Może poza flaczkami. Ale jeżeli pominiemy flaczki, to lubię gołąbki, kotlety mielone i schabowe, kaszankę, żurek, rosół, pierogi (także leniwe). I wszystko, co je się w święta. Cenię sobie domową kuchnię. Wolę taką, aniżeli wizyty w restauracjach. Myślę też, że polskie ciasta są najlepsze na całym świecie. Trudno się oprzeć szarlotce, odmówić kawałka sernika, tortu orzechowego lub makowca. Bardzo lubię pączki. Kupuję je za każdym razem, gdy przyjeżdżam do Krakowa. Tam mają najlepsze. Paluszki, krówki, michałki czy kasztany - smaku tych łakoci się nie zapomina. Kiedy jestem w Polsce, zawsze kupuję też miód. Macie genialne miody. Trudno o takie w Wielkiej Brytanii.

Teraz możesz być do bólu szczera, bo chociaż jesteś w połowie Polką, to jednak mieszkasz w Anglii i możesz spojrzeć na nas, Polaków, z boku. Co twoim zdaniem powinniśmy zmienić?

- Zmienić? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ Polacy są dla mnie niezwykle inspirującym narodem. Podziwiam Was. Gratuluję Wam tej siły ducha, jaką w sobie macie. Co chciałabym zmienić w Polsce? Może to, żeby ludziom się lepiej żyło. Przykro mi jest, kiedy słyszę, że ci, którzy często walczyli o wolność dla kraju, dla których los Polski nie był obojętny, zmagają się z trudną sytuację materialną i nie mają za co kupić lekarstw.

Tak nas lubisz... Dlaczego jeszcze nie przeprowadziłaś się do Polski?

- Musiałabym mieć polskiego męża. Wtedy na pewno nauczyłabym się lepiej mówić po polsku.

I tak nieźle sobie radzisz.

- To dla mnie za mało. Uczę się już cztery lata, a pewne rzeczy nadal sprawiają mi problemy. Przecież jest aż siedem przypadków. Te końcówki i szeleszczące głoski, to jest bardzo trudny język, najtrudniejszy na świecie. Czasem wręcz mam wrażenie, że chiński byłby łatwiejszy.

Znasz najtrudniejsze polskie zdanie?

- "Chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczeb..." Oj, to jest właśnie kolejny powód, dla którego powinnam mieć męża z Polski. Wówczas powtarzałabym mu to zdanie codziennie. Zresztą, polscy mężczyźni są bardzo przystojni i inteligentni, więc czemu nie?

Nie pozostaje ci nic innego jak przeprowadzić się zatem do Polski.

Z jednej strony masz rację. Z drugiej, bardzo kocham Wielką Brytanię. To w Wielkiej Brytanii skończyłam szkołę. Nie chcę zapomnieć o swojej drugiej połowie, tej brytyjskiej części mnie.

Masz już pomysł na kolejną płytę?

- Następna płyta to "Polonia" - taki właśnie będzie miała tytuł. Album ukaże się w 2015 roku - roku, który upamiętnia 70. rocznicę konferencji w Jałcie i 75. rocznicę pierwszego wywozu Polaków na Syberię (było to 10 lutego 1940 roku). To są ludzie, którzy tęsknią do kraju. Jedno wiem na pewno, trzeba o nich opowiedzieć.

rozmawiała Kinga Czernichowska

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3