Kamil Stoch ma moc. Rozmowa MM z psychologiem sportu

Redakcja
O igrzyskach w Soczi, podnoszeniu się z porażek i współczesnych ...
O igrzyskach w Soczi, podnoszeniu się z porażek i współczesnych ... arch. prywatne /Aleksandra Chybicka-Myszka
O igrzyskach w Soczi, podnoszeniu się z porażek i współczesnych gladiatorach rozmawiamy z Aleksandrą Chybicką-Myszką, psychologiem sportu.

Zobacz też:

inne rozmowy MM


Aleksandra Chybicka-Myszka
jest instruktorem jeździectwa, doktorem na Uniwersytecie Wrocławskim oraz psychologiem sportu. Od kilku lat pracuje ze sportowcami w różnym wieku. Rozmawialiśmy z nią o igrzyskach w Soczi i meczach rozgrywanych w głowach sportowców.

zobacz też: Skoki narciarskie Soczi 2014 Transmisja Kamil Stoch online, tv

Jak mocny psychicznie jest Kamil Stoch?
- Z tego co pokazuje w Soczi, to jest bardzo mocny. To inny mentalnie zawodnik niż jeszcze kilka lat temu. Z wywiadu z nim, który przeczytałam, wyłania się obraz poukładanego, dojrzałego, pewnego siebie, choć skromnego sportowca. Skupionego na działaniu a nie na wyniku. Ma w tym swój udział kilkuletnia współpraca Kamila ze znanym psychologiem Kamilem Wódką. Złoty medal Stocha bardzo cieszy i wierzę, że tak będzie dalej.


Możliwe jest osiąganie dużych sukcesów w sporcie bez pomocy psychologa?

- Oczywiście, że tak. Pomoc psychologa jest konieczna, gdy zawodnik ma odpowiednie wyszkolenie techniczne i przygotowanie fizyczne. Ma dobrą taktykę i jest w świetnej formie fizycznej, a i tak mu nie idzie. W takim wypadku można zaryzykować stwierdzenie, że coś nie tak u niego ze sferą mentalną.

Z jakimi problemami najczęściej się pani styka?

- Stres przed startem, motywacja do treningów i startów - czasami zbyt wysoka. Poza tym nieadekwatne formułowanie celów do własnych możliwości czy brak wiary we własne umiejętności - to najczęstsze problemy. Dochodzi do tego brak pewności siebie przed zawodami, a w przypadku sportów kontaktowych, np. podchodzenie ze strachem czy lękiem do rywala. Równie ważna jest kontrola emocji. Dość często widzimy kłótnie z sędziami i przepychanki miedzy graczami. Zdarzają się jeszcze kłopoty z koncentracją, np. gdy zawodnik myśli o obiedzie zamiast o strzale czy skoku.

zobacz też: Soczi 2014 Transmisje, program, starty Polaków

Trwają Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Z jak dużą presją zmagają się zawodnicy, którzy przez cztery lata szlifowali formę właśnie na tę imprezę?

- Imprezy najwyższej rangi wywołują ogromną presję. Wszyscy chcą trafić ze szczytem formy właśnie na te wydarzenia. Zadaniem psychologa jest przygotowanie psychiczne zawodnika do tej imprezy, podkreślanie, że igrzyska to zawody takie jak każde inne. Trzeba zachowywać się podobnie, wykonywać takie same, rutynowe czynności przed każdym startem - inaczej poziom stresu może sparaliżować i ciało odmówi posłuszeństwa.

A co jeśli zawodnik za bardzo chce wygrać?

- Jest taka podstawowa pętla miedzy naszymi myślami i ciałem. W głowie zawodnika może rozgrywać się osobny mecz. Rozmyśla, że tu ma trafić, a tu nie popełnić błędu. Ale właśnie wtedy na 90% popełni ten błąd. Jego ciało usztywnia się od takich myśli. Dlatego tak ważna jest swoboda i rozluźnienie. Niezwykle ważne jest, żeby bez względu na prezentowany poziom sportowy odczuwać radość z uprawiania sportu i kochać własną dyscyplinę. Postawa nadmiernie perfekcyjna zazwyczaj szkodzi. Różnice pomiędzy najlepszymi zawodnikami podkreśla przygotowanie mentalne. Zwyciężają najbardziej odporni psychicznie.

Sportowcy przygotowują się do igrzysk cztery lata, a jedna chwila nieuwagi może zaprzepaścić te wszystkie lata. Co poradzić człowiekowi, który postawił wszystko na ten jeden występ i mu nie wyszło?

- To normalne, że w takiej sytuacji można się załamać. Trzeba zauważyć, przeżyć i zaakceptować często trudne, negatywne emocje takie, jak złość i smutek, a następnie pójść dalej. Ważne, żeby każdą porażkę traktować jak lekcję. Michael Jordan powiedział kiedyś, że gdyby nie te wszystkie nietrafione rzuty, to sam nigdy nie zostałby mistrzem. Nie można myśleć o tym, że zaprzepaściło się szansę na medal. Trzeba myśleć o tym, co można zrobić następnym razem, żeby osiągnąć mistrzowski wynik.

Gdy śledzę zmagania polskich sportowców, to odnoszę wrażenie, że przegrywają swoje pojedynki "w głowach". Tak było chociażby z Agnieszką Radwańską podczas ostatniego Australian Open.

- Nie generalizowałabym, że to polska specjalność, ale faktycznie chyba mamy pewne cechy narodowe, np. nadmierną skłonność do krytyki. Wciąż za rzadko chwalimy, co przeszkadza sportowcom. Niemniej zawodowiec nie może koncentrować się na tym, że cała Polska na niego patrzy i go ocenia. Być może to problem psychologiczny, ale działają także inne mechanizmy. Gdy ktoś rozgrywa świetne zawody z niezwykle silnym rywalem, to organizm jest maksymalnie wykorzystywany fizycznie i psychicznie. Może potem nastąpić rozluźnienie w konfrontacji z teoretycznie słabszym przeciwnikiem, zwłaszcza jeśli zawodnik już widzi siebie jako zwycięzcę.

Być może ten mechanizm zadziałał u Agnieszki Radwańskiej. Wygrała z Azarenką, a przegrała z dużo niżej notowaną rywalką. Może właśnie widziała się już nawet na pudle, a tu zaskoczenie. A może po prostu miała zły dzień? Sportowiec to nie maszyna tylko człowiek i należy o tym pamiętać.

Pomaga pani na co dzień sportowcom, powracającym do formy po kontuzjach. Obecnie w naszym kraju wiele miejsca poświęca się urazowi Jakuba Błaszczykowskiego. Zerwał więzadła krzyżowe w kolanie, co skutkuje długą rehabilitacją. Błaszczykowski jak wielu innych sportowców momentalnie poinformował fanów o swoim stanie zdrowia na Facebooku.

- Błaszczykowski pokazał, że tuż po kontuzji rozpoczął proces rehabilitacji fizycznej i psychicznej. Wie, że ma wsparcie. Zawodnicy, którym zależy, potrafią szybko powracać do zdrowia. Jak lekarz powie, że można ruszać nogą cztery godziny dziennie, to taki gracz będzie to robił.

Działania w social media bardzo dobrze świadczą o psychice Błaszczykowskiego. Widziałam spektakularne powroty i często ci sportowcy wracają coraz silniejsi. Znam zawodnika triatlonu, który tak pilnie rehabilitował zoperowane więzadło krzyżowe w kolanie, że w tej chwili, nieco ponad półtora roku po kontuzji, jest w życiowej formie. Dobrym przykładem ze światowej elity jest Simon Ammann, który przed Igrzyskami w Salt Lake City doznał poważnego urazu. Chwilę później był już w szczytowej formie.

Austriak Tomas Morgenstern także ma za sobą poważne wypadki na skoczni, a startuje w Soczi. On jest naprawdę tak mocny psychicznie?

- To nie jest tak, że kontuzjowany zawodnik musi utracić chęci do uprawiania sportu. Start w igrzyskach jest wielką szansą. Nie znam Morgensterna, ale nie ukrywam, że jest bardzo odważny. Po takim wypadku w sposób naturalny może pojawić się po prostu bardzo ludzki lęk przed skakaniem . Trzeba się z nim skonfrontować i go przepracować emocjonalnie i racjonalnie. Jeśli Morgenstern wie, dlaczego się wywrócił, wie, co mógł zrobić inaczej, jakie czynniki się na to złożyły, na które z nich miał wpływ, a na które nie, to znaczy, że przeanalizował całą sytuację i w sensie mentalnym już odniósł sukces.

Kibice kochają takie historie, gdy sportowiec powraca do gry po ciężkiej kontuzji. Przykładem jest chociażby Karol Bielecki, który wciąż gra w piłkę ręczną, chociaż stracił oko.

- Ludzie lubią opowieści o herosach, a sportowcy to bohaterowie narodowi – zwłaszcza medaliści. Oglądanie takiego zawodnika w akcji jest jak spoglądanie na gladiatora. Etos chwały daje niezwykłe emocje i pozwala identyfikować się ze sportowcem. Ponadto działa efekt opisywany w psychologii społecznej jako tzw. „pławienie się w cudzej chwale”. Lubimy podkreślać „nasze” sukcesy sportowe tak samo, jak krytykować „ich” porażki. Nie bez powodu potocznie mówi się, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą.

Podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 r. długo trwała posucha medalowa polskiej reprezentacji. Czy niepowodzenia rodaków w innych dyscyplinach mogły oddziaływać na jej wyniki?

- Tak może się dziać, gdy zawodnik zamiast skupiać się na sobie, śledzi poczynania innych. Ważne, żeby odcinać się od takich bodźców, szczególnie na igrzyskach. Wiem, że jest ciężko, ale gdy słuchamy informacji o tym, że ktoś przegrywa, to koduje nam się w głowach, że sami możemy przegrać.

Można w takim wypadku rozegrać mecz w głowie?

- Oczywiście. Mówimy o metodzie wizualizacji, którą sama często stosuję. Te obrazy muszą być pozytywne. Jeśli pojawiają się błędy, to też musimy sami je naprawić w naszej wyobraźni. Jeździec może wyobrażać sobie skok przez przeszkodę, a siatkarz np. zagrywkę nie do odebrania pod linię końcową. Piłkarz, o którym wspominałam, bardzo dobrze wykonywał długie podania. Myślał o nich i doprowadził je do perfekcji.

Należy się bać psychologa sportu?

- Skądże. Każdy zawodnik może skorzystać z pomocy, nikomu to nie zaszkodzi. Natomiast nie wszyscy tego potrzebują i oby tak zostało. Jednak jeśli ktoś ma wyraźne tendencje do słabszej dyspozycji na meczu, choć na treningu prezentował się bardzo dobrze, to spróbowałabym poszukać pomocy u psychologa.

Rozmawiał Piotr Bera

Kibice muszą sięgnąć do kieszeni

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie