Julia Fusiecka: Nie chcę zrobić z siebie mężczyzny [rozmowa MM]

Kinga Czernichowska
Kinga Czernichowska
7Nutrition / mat. prasowe
O tym, dlaczego kulturystki smarują się bronzerem i dlaczego warto uprawiać sport, rozmawiamy z Julią Fusiecką, instruktorką fitness, która zajęła drugie miejsce na Mistrzostwach Śląska w Lublińcu.

zobacz też: Debiuty 2014. Julia Fusiecka z Wrocławia najlepsza w fitnessie w bikini [zdjęcia]

W niedzielę (13 kwietnia) Julia Fusiecka z Wrocławia zdobyła srebro na Mistrzostwach Śląska w Kulturystyce i Fitness w Lublińcu. Na swoim koncie ma też złoty medal w tegorocznych Debiutach Polskiego

Związku

Kulturystyki, Fitnessu i Trójboju Siłowego w

kategorii

bikini fitness do 166 cm. Rozmawialiśmy z nią o tym, jak jak zrobić sobie kaloryfer na brzuchu? Czy kulturystyka to tylko ćwiczenia na siłowni i dlaczego kobiety startujące w tego typu zawodach używają bronzerów?
Twoja przygoda z ruchem zaczęła się od tańca. Jak to się stało, że przeszłaś do fitnessu?

- Moja mama była zagorzałą fanką fitnessu i chodziła we Wrocławiu na zajęcia. Nie miała mnie z kim zostawić, więc zabierała ze sobą. A ja podpatrywałam. I tak fitness towarzyszył mi od dziecka. Na początku trenowałam tylko taniec, ale z czasem to przestało mi wystarczać. Studiowałam na AWF-ie i w końcu nadszedł taki moment, że musiałam  zdecydować, co dalej. Do fitnessu było mi najbliżej. Niedawno zrobiłam też papiery trenerskie, mogę więc prowadzić treningi personalne. Fitness od zawsze był moją pasją.

Ile godzin poświęcasz na trening?

- Na początku, przed zawodami treningi miałam dwa razy dziennie, teraz już trzy. To jest straszny rygor. Wstaję o godz. 5.30 i na czczo robię trening cardio (wytrzymałościowy, wspomagający odchudzanie - przyp. red.). W domu mam rower stacjonarny, więc ćwiczę na rowerze. Potem jem śniadanie i wychodzę do pracy. Pracuję w fitness klubach, więc w pracy znowu ćwiczę. Potem jadę na trening siłowy, to tzw. trening full body workout, angażujący wszystkie partie mięśniowe. To nie jest tak, że dziś ćwiczę biceps i triceps, a jutro pośladki. Po treningu siłowym czeka mnie znów trening cardio - rower, bieganie albo spacer po bieżni pod górę. Tego ostatniego nie cierpię.

Mówisz, że pierwszy trening robisz na czczo. Dlaczego to takie ważne?

- Zapas glikogenu (glikogen to zmagazynowana postać glukozy, która służy jako zapas energii podczas wysiłku fizycznego - przyp. red.) w nocy się wyczerpuje, więc organizm czerpie bezpośrednio z tkanki tłuszczowej. Dlatego jest to takie ważne. Ale uwaga - taki trening nie jest dla każdego. Są osoby, które przy treningu na czczo mogą zasłabnąć. Trzeba dobrze znać swój organizm, zanim zdecydujemy się na tego rodzaju metody.

Nie czujesz się zmęczona tak intensywnymi treningami?

- Czuję się zmęczona. Siedem razy w tygodniu mam cardio, pięć razy trening siłowy, raz trening metaboliczny (wspomagający spalanie - przyp. red.). W niedzielę nie mam treningu siłowego, ale dwa razy robię cardio. Nie mam ani jednego dnia na regenerację. Dało mi się to we znaki. Teraz moja trenerka uznała, że na ostatni tydzień przed zawodami (13 kwietnia odbywają się Mistrzostwa Śląska w Lublińcu - przyp. red.) mam zrezygnować z cardio. W kulturystyce to kontrowersyjne. Mówi się, że lepiej zrezygnować z treningu siłowego niż z cardio. Ale robimy taki eksperyment, przy takiej zmianie czuję się trochę lepiej.

Kim się inspirowałaś?

- Nigdy nie sądziłam, że będę startować w tego typu zawodach. Ale namówiła mnie do tego Dorota Galińska, moja serdeczna koleżanka. To Dorota pierwsza mi mówiła, że marnuję się, nie startując w zawodach. Początkowo myślałam, że nie dam rady, bo to ciężki trening, rygorystyczna dieta. Przez półtora roku trzeba było mnie namawiać, w końcu stwierdziłam, że spróbuję. I cieszę się, że to zrobiłam. Wiesz, kiedyś ktoś powiedział mi coś przykrego. Usłyszałam, że jestem za gruba i powinnam schudnąć z 10 kilogramów.

Nie wierzę. Przecież masz oszałamiającą sylwetkę.

- To już nieważne, bo dzięki wygranej w ostatnich zawodach sprawdziłam swoją psychikę. Najgorszy nie jest trening. Najtrudniejsza jest wytrzymałość psychiczna. Jeżeli już decydujesz się na coś takiego, to całe życie musisz podporządkować tej dyscyplinie.

Teraz tak sobie myślę, że powinnam cię raczej zapytać, ile masz czasu wolnego?

- W przypadku tego sportu ważniejsza jest regeneracja niż rozrywka. Nie mogłabym pójść nawet na randkę, bo ani się wina nie napiję, ani w restauracji nie zjem.

Warto?

- Uwierz mi, dla tych kilku chwil na scenie warto.

Po zdobyciu złota płakałaś.

- Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Dziewczyny, które były ze mną w finale miały może nawet lepszą formę ode mnie. Modliłam się tylko o to, żeby się nie przewrócić, bo miałam tyle oliwki w butach, że strasznie się ślizgałam. Jeszcze na dodatek byłam w szpilkach. Nawet nie wiedziałam, że tak ładnie wyszła moja prezentacja.

Wspomniałaś też o rygorystycznej diecie. Co to za dieta?

- Dieta kulturystyczna nie jest dietą dla wszystkich. Żadnej ze swoich klientek bym jej nie przepisała. Przy takim wysiłku jem 1140 kcal. To nie jest normalne i nie można tego stosować na co dzień. Co jem na co dzień? Białka jaj, mięso z indyka, świeże warzywa, kiedyś też orzechy. Ze zdrowych produktów da się zrobić i ciastka, i muffinki, i kremy. Wszystko jest dla ludzi.

W kulturystyce mówi się, że odżywiamy się bardzo jałowo. Jemy naprawdę mało - z czasem z diety wyłącza się mleko, sery. Na koniec, dwa dni przed zawodami, jadłam sam tylko ryż.

Jak przeżyć na samym ryżu?

- To tylko dwa dni. Wtedy raczej myśli się o starcie. Da się. Poza tym staram się promować zdrowe odżywianie wszędzie. Można jeść smacznie i zdrowo. Nigdy nie lubiłam gotować, ale teraz to stało się moją kolejną pasją.

Nie obawiasz się nadmiernego rozbudowania mięśni? Niektóre kulturystki z czasem przestają wyglądać kobieco.

- Dlatego wybrałam fitness bikini, a nie fitness sylwetkowe, chociaż zarówno Dorota, jak i moja trenerka, Patrycja Kozyra, namawiały mnie do startu w kategorii fitness sylwetkowe. Mam szerokie ramiona, bo kiedyś sporo pływałam, więc sylwetkę idealną do tej kategorii właśnie. Ale nie chciałam przekroczyć tej cienkiej granicy, bo mogłabym przestać wyglądać kobieco. Fitness bikini pozwala na stworzenie sylwetki sportowej, ale i kobiecej. Nie chcę wyglądać jak typowe kulturystki. Poza tym fitness sylwetkowe niesie ze sobą kolejne wyrzeczenia: jeszcze cięższy trening, bardziej rygorystyczną dietę, a oprócz tego... suplementację. To nie dla mnie.

Po zakończeniu zawodów chciałabym zrobić sobie przerwę. Wtedy mięśnie się wysmuklą. Nie chcę być taka "nabita". Chciałabym móc pochodzić podczas wakacji w sukience w kwiaty, a z takimi szerokimi ramionami to nie wygląda ładnie. Jednak kobieta ma być kobietą, a nie robić z siebie mężczyznę. Tego się trzymam.

Ktoś mógłby być zaskoczony, że prowadzisz zajęcia ze zdrowego kręgosłupa czy pilatesu. Zwyciężczyni takich zawodów powinna prowadzić raczej TBC (trening pozwalający na wyrzeźbienie całej sylwetki i wspomagający spalanie kalorii - przyp.red.).

- Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nadaję się do tego typu zajęć. W pilatesie ruchy są płynne, a to zostało mi z tańca. Przecież zaczynałam od baletu.

Jak zrobić sobie tę tzw. kratę na brzuchu?

- To pytanie zadają mi wszystkie moje koleżanki. Szczerze? W moim treningu nie ma ani jednego ćwiczenia wyizolowanego na mięśnie brzucha (izolacja to ćwiczenia, podczas których pracuje tylko jeden mięsień - przyp. red.). Ani jednego! Mięśnie brzucha pracują podczas różnych ćwiczeń, nie potrzeba ćwiczeń izolacyjnych. Moim zdaniem brzuch robi się w kuchni, a nie na treningu.

W kuchni?

- Tak, jeżeli nie trzymamy diety, a ćwiczymy brzuszki, to brzuch i tak piękny nie będzie. 70 proc. to dieta, a tylko 30 proc. to ćwiczenia.

A jak się zmotywować? Najgorzej chyba zacząć, prawda?

- Swoim klientkom i koleżankom mówię zawsze: "zacznij od aktywnego spędzania czasu wolnego". Wyjdź z dzieckiem na rower, bo włączenie bajki na DVD nie rozwiązuje ani twoich problemów, a jeszcze uczysz malucha złych nawyków. Po co?

Czasem zdarza się, że dzwoni do mnie klientka i skarży się, że nie przyjdzie dzisiaj na trening, bo jest zmęczona. A ja mówię wtedy: "Wymyj podłogi w domu na błysk, to spalisz 300 kalorii".

Zacznij chodzić po schodach zamiast jeździć windą, wysiądź trzy przystanki wcześniej. To są małe rzeczy, ale stanowią pierwszy krok do wielkiej zmiany w stylu życia.

Ale fitness potrafi też uzależnić.

- Na szczęście, to jest dobre uzależnienie. Ruch to endorfiny. Wystarczy tylko złapać tego bakcyla. Każdego dnia powinno się zrobić coś dla swojego ciała, ducha i umysłu.

Niektórzy twierdzą, że dążenie do szczupłej sylwetki, dbałość o ciało i w końcu tego typu zawody to promowanie kultu ciała, który niejednokrotnie prowadzi do anoreksji. Jak to skomentujesz?

- Wszystko ma swoje granice. Uważam, że to, czym się zajęłam, to właśnie promowanie zdrowego trybu życia. Nie czuję się ani za chuda, ani zbyt umięśniona. Czuję się po prostu fit. Zasady konkurencji bikini fitness mówią, że sylwetka zwyciężczyni ma przedstawiać osobę promującą zdrowy styl życia. Oczywiście, niektórzy mogą powiedzieć, że to targowisko próżności. Paznokcie, bronzer, sztuczne rzęsy, błyszczące stroje itd. Trochę tak jest, ale to trwa tylko chwilę. Zawodniczki to zazwyczaj normalne dziewczyny, chodzące po ulicach, nie zawsze nawet lubimy chodzić do solarium. Przed zawodami niestety trzeba. Wiem, że niektórzy mówią, że ta opalona cera, a do tego bronzer wyglądają ohydnie, ale to też ma swój cel. Światła sceny powodują, że gdybyśmy stały blade, to nie byłoby wyraźnie widać zarysowanych mięśni. W tańcu towarzyskim jest tak samo. Tancerki przed zawodami doklejają sobie sztuczne rzęsy, są całe w brokacie, smarują się bronzerem, ale podkreślam, tylko na czas zawodów.

Pytanie, które na pewno zainteresuje męską część naszych czytelników: czy masz chłopaka?

- Teraz nie. Tak się złożyło, że nie poznałam jeszcze nikogo, kto by potrafił ze mną żyć, a ja z nim.

Wkrótce Mistrzostwa Polski. Co potem?

- Jeżeli uda mi się wygrać, dostanę nominację do Mistrzostw Europy i pociągnę to dalej. Jeżeli nie, to zamierzam zrobić przerwę co najmniej do października. Potrzebuję odpoczynku. Poza tym cztery starty w sezonie to już i tak bardzo dużo w tym sporcie.

rozmawiała

Kinga Czernichowska

Wideo

Materiał oryginalny: Julia Fusiecka: Nie chcę zrobić z siebie mężczyzny [rozmowa MM] - Wrocław Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie