Jarosław Obremski odpowiada na zarzuty i apele o podanie się do dymisji po urlopie. "Absolutnie nie zgadzam się z kwestią opieszałości"

Maciej Rajfur
Maciej Rajfur
Jarosław Obremski w czasie odkrycia i pierwszych dni katastrofy ekologicznej w Odrze przebywał na urlopie.
Jarosław Obremski w czasie odkrycia i pierwszych dni katastrofy ekologicznej w Odrze przebywał na urlopie. Maciej Rajfur
Udostępnij:
Wojewoda dolnośląski tłumaczy, co wiedział o skażeniu Odry na urlopie, jak ocenia pracę swoich podwładnych w kryzysie ekologicznym i czy poda się do dymisji.

Urlop wojewody dolnośląskiego w czasie katastrofy ekologicznej w Odrze wywołał burzliwą dyskusję, a także żądania niektórych środowisk, by polityk podał się dymisji.

- Do wicewojewody dzwoniłem co drugi dzień, a w ostatnim tygodniu codziennie. Moja wiedza była taka, że mamy zdarzenie w Oławie, że parametry badane przez WIOŚ pokazują, iż stan fizykochemiczny przed Oławą i za Oławą jest taki sam. A zatem źródło ewentualnego zatrucia nie znajduje się we Wrocławiu. Później otrzymywałem uspokajające komunikaty, a następnie nadeszła kwestia śniętych ryb w Głogowie. A w ten ostatni tydzień parametry Odry były coraz lepsze. A w piątek (12 sierpnia - przyp. red) uzyskałem świadomość, że mamy do czynienia z sytuacją dramatyczną w skali kraju, co nie oznacza dramatycznej sytuacji na Dolnym Śląsku - tłumaczy wojewoda dolnośląski.

Podkreślił, że w momencie kiedy przebywał na urlopie, pełne kompetencje zyskał jego pierwszy zastępca, co reguluje ustawa. Dlatego pod względem formalnym decyzje podejmował wicewojewoda Jarosław Kresa. Obremski nie otrzymywał przez telefon niepokojących sygnałów, które mobilizowałyby go do nagłego powrotu urlopu.

- Proszę zwrócić uwagę na liczbę odłowionych ryb. Na Dolnym Śląsku to około 7 ton, zaś w województwie lubuskim i kolejnych regionach dorzecza Odry skala okazała się dużo większa. Nie rozumiem, co moglibyśmy zrobić szybciej, odławiać szybciej padniętej ryby? Było to robione z dużą szybkością. Dokonać większej ilości poboru próbek? Były wykonywane ponad normatywnie w stosunku do możliwości laboratoryjnych. Pamiętajmy, że mamy kłopot ze stwierdzeniem przyczyny i to powoduje duży problem. Dobry proces naprawczy musi być poprzedzony dobrą diagnozą - wyjaśnia Jarosław Obremski.

Zaraz po powrocie z urlopu wojewoda poprosił odpowiednie służby o raporty, które przeanalizował. Jego zdaniem nie został popełniony błąd formalny i merytoryczny podległych mu instytucji.

- Może mamy do czynienia z czymś zupełnie nowym, a wiemy już, że bardzo skomplikowanym. Nawet przyjaciele z Niemiec mówią coraz częściej o stanowisku naturalnym. Nie odrzucamy żadnej hipotezy, ale na razie nie mamy żadnych parametrów, które wskazywałyby na powtarzalność toksyny - mówi J. Obremski.

Czy ostrzeżenie RCB do społeczeństwa nie zostało wysłane za późno?

- Patrzymy na skalę zjawiska pod względem ilości padniętych ryb. U nas notowaliśmy poprawę tych parametrów. Mam pewien problem z alertami RCB. Można przyjąć taktykę ostrożnościową, żeby natychmiast wysyłać komunikaty, ale celem nie jest zepchnięcie z siebie odpowiedzialności, lecz ratowanie życia i majątków mieszkańców Dolnego Śląska. Kiedy będę nadużywał alertów RCB, ludzie będą je po prostu kasować. I my próbowaliśmy postępować adekwatnie do sytuacji w związku ze skażeniem Odry. Jeżeli tak dużą skalę skażenia mamy w województwie lubuskim i pomorskim, zdecydowaliśmy jednak dla pewnego bezpieczeństwa alert zamieścić później. Można to różnie oceniać, natomiast chodzi o odpowiedzialność, żeby nie nadużywać tego ruchu. Tutaj nie patrzmy z perspektywy ogólnopolskiej. Na Dolnym Śląsku parametry były korzystne - odpowiada Jarosław Obremski.

Jak odnosi się do kwestii własnej dymisji z powodu, jak sugerują niektóre środowiska, opieszałości własnej i pracowników Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

- Absolutnie nie zgadzam się z kwestią opieszałości. Te organizacje, z którymi ja współpracuje, a które działają na terenie Dolnego Śląska, uważam, że nie popełniły żadnego błędu. Nie widzę korelacji z dymisją i opieszałością. Mam "szczęście", że moja kadencja przypada na czas dosyć dużych wyzwań: pandemii, wojny i teraz katastrofy ekologicznej. Póki mam zaufanie premiera i rządu, będę działał na rzecz mieszkańców Dolnego Śląska - oświadcza Obremski.

Nie zgadza się z tezą ministra Jacka Ozdoby, że wojewodowie ponoszą odpowiedzialność, iż zbyt późno poinformowali premiera i rząd o skażeniu w Odrze.

- Oczywiście wojewodowie sprawują nadzór nad administracją zespoloną, natomiast trudno winić wojewodę za tę sytuację, która się zdarzyła - podsumowuje Obremski.

Więcej informacji i skażeniu Odry znajdziecie tutaj:
ODRA UMIERA - serwis specjalny Gazety Wrocławskiej

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Nielegalna aneksja terytoriów Ukrainy - video flesz

Materiał oryginalny: Jarosław Obremski odpowiada na zarzuty i apele o podanie się do dymisji po urlopie. "Absolutnie nie zgadzam się z kwestią opieszałości" - Gazeta Wrocławska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie