Igrzyska Paraolimpijskie. Beata Pożarowszczyk-Kuczko: Oliwia Jabłońska była introwertyczką. W Tokio mierzymy w złoto [WYWIAD]

Jakub Guder
Jakub Guder
fot. swimmingchallenge.pl
Igrzyska Paraolimpijskie. Rozmawiamy z Beatą Pożarowszczyk-Kuczko, trenerką naszej paraolimpijki, pływaczki Oliwii Jabłońskiej, która w Tokio ma jeden cel: złoto. Wywiad przeprowadziliśmy jeszcze przed wylotem do Japonii.

Została Pani trenerką Oliwii po igrzyskach w Rio, ale wcześniej Wasze drogi skrzyżowały się w Starcie Wrocław.
W Starcie pracowałam z juniorami. Miałam też zajęcia poza basenem ze starszą grupą i tam pojawiła się Oliwia. Po igrzyskach w Rio przyszła do mnie i zapytała, czy zostanę jej trenerką. Chciała coś zmienić. Na igrzyskach w Londynie, w wieku 15 lat, popłynęła szybciej niż cztery lata później w Rio de Janeiro. Tymczasem ten wiek jest przecież rozwojowy, należy się spodziewać postępu. Nie ma się zatem co dziwić, że chciała zmian. Trenujemy razem od listopada 2016 roku, czyli zaczęliśmy zaraz po igrzyskach w Brazylii.

Pamiętam Oliwię po igrzyskach w Londynie – była nieśmiałą nastolatką. Teraz sprawia wrażenie dojrzałego sportowca. Nad czym musieliście najwięcej pracować?
W wodzie brakowało nam „objętości” (dystansu – przyp. JG). Najwięcej jednak mieliśmy pracy okołotreningowej w tym zajęć z psychologiem. Kiedy jechała do Rio spotkałyśmy się na kawie. Wtedy powiedziała mi że ona wie, że będzie tam dwa razy czwarta. Dlatego właśnie psycholog sportowy był dla mnie sprawą numer jeden. Oliwia była zamkniętą w sobie introwertyczką. Pomysł był taki, żeby stworzyć grupę ludzi, do których się otworzy, przy których nabierze pewności siebie. Tak zaczęliśmy działać i to zaskoczyło.

Oliwka z niedawnych mistrzostw Europy przywiozła cztery medale, ale sama przyznała, że była zbyt pewna siebie na 400m kraulem i dlatego tam nie wygrała. Czyja to była wina?
Nie ma się co jej dziwić, że to przeżyła, bo była na tym dystansie niepokonana od czterech lat. Na cztery miesiące przed igrzyskami nie odpuszczaliśmy. Przed startem na mistrzostwach Europy na Maderze Oliwia miała dziesięć sekund przewagi nad drugą zawodniczką. Nie spodziewaliśmy się, że rywalka może poprawić życiówkę aż o osiem sekund, a przecież do tej pory startowała i ścigała się z nami regularnie. Nie szykowaliśmy się na te zawody, a wiadomo, że rywalizacja napędza wynik sportowy. Oliwia nie popłynęła źle, bo miała drugi wynik w karierze. Odrobiłyśmy już lekcje, wyciągnęliśmy wnioski.

Oliwia ma już w dorobku dwa medale igrzysk, ale na 100m motylkiem. Teraz jej koronną konkurencją ma być 400m stylem dowolnym. Skąd ta zmiana?
Kiedy Oliwia przyszła do mnie na rozmowę o naszej ewentualnej współpracy powiedziała wprost, że chce mieć złoty medal na igrzyskach. Przeanalizowaliśmy więc wszystkie rywali i rankingi. Jedna z przeciwniczek regularnie pływała w granicach 1.02, czyli miała jakieś sześć sekund przewagi. Uznaliśmy, że na 100m delfinem to totalna przepaść i nie ma realnych szans, żeby Oliwia poprawiła się o sześć sekund. Co innego na 400m kraulem. Na dodatek to był jej drugi koronny dystans. Los nam sprawił później psikusa, bo tę jej rywalkę z motylka, przerzucono do klasy niżej i już nie rywalizuje z Oliwką.

Trenujecie przede wszystkim we Wrocławiu.
Tak, spędzamy tu większość czasu, bo na Wejherowskiej mamy bardzo dobre warunki i szkoda tego nie wykorzystać. Teraz (przed wylotem do Tokio – przyp. JG) naszą bazą była Warszawa. W 2020 roku dołączył do nas Tomasz Jackowski, pełnosprawny pływak, rekordzista Polski juniorów, były zawodnik Śląska Wrocław. Trenują we dwójkę. To dla nas fajne doświadczenie.

A jak przeżyliście lockdown?
Byliśmy odłączeni od basenu przez trzy miesiące. Na 400m kraulem, gdzie wytrzymałość jest bardzo ważne, to „wypływanie” jest kluczową sprawą. Gdy zaczęła się pandemia Oliwia była na etapie, w którym bardzo dużo pływała. Robiliśmy bazę. No i nagle jej organizm sfiksował, nie wytrzymał. Pojawiły się problemy, m.in. hormonalne. Gdy już otwarto baseny, to pomału wracaliśmy na normalne tory. Po trzech miesiącach przerwy to były bardziej kąpiele niż treningi. Trzeba było właściwie od nowa układać funkcjonowanie organizmu jako całości.

Jak wyglądają ostatnie dni przed startem?
Dużym minusem jest to, że w wiosce olimpijskiej będziemy 17 sierpnia, a basen otwierają trzy dni później. To jakoś zostało przeoczone. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. W Japonii będziemy 13 dni przed najważniejszym startem, więc zdążymy się zaaklimatyzować. Problem w tym, że 31 sierpnia wieczorem Oliwia pływa 100m kraulem, a następnego dnia 400m. Ten pierwszy dystans będzie niejako na przetarcie, ale mamy mało czasu na regenerację. Mamy jednak cenne doświadczenie z mistrzostw świata w Londynie. Tam 400m dowolnym skończyło się późno, potem była kontrola antydopingowa i rozpływanie. Wyszliśmy z basenu po 22.30, a że Oliwia jest wegetarianką, to w hotelu nie było już nic do jedzenia. Musieliśmy schodzić pół miasta, żeby coś znaleźć. To są takie drobne rzeczy, ale dzięki temu mamy już doświadczenie. Wiemy, że na basen musimy na przykład iść już z jedzeniem. Współpracujemy z panią dietetyk z Instytutu Sportu. Wiemy, kiedy położyć się spać, kiedy odpoczywać, jak się uspokoić, kiedy znaleźć czas na jakąś medytację. To wszystko są istotne detale.

Hubert Hurkacz też nie je mięsa. Z czasem doszedł do tego, że tak jego organizm lepiej funkcjonuje. Jak to jest u Oliwii?
Ona od dziecka nie lubi mięsa, nie je go od 12 roku życia. Były różne sytuacje, raz otarliśmy się o anemię, ale sytuacja została opanowana. Właściwie zareagowaliśmy. Przy braku mięsa dieta musi być bardzo zbilansowana.

Nie jesteście w centralnym systemie szkoleniowym. Działacie indywidualnie.
Środowisko trochę nie zaakceptowało tego, że ona wyrwała się z tego świata niepełnosprawnych sportowców. My kładliśmy nacisk na to, żeby jak najczęściej pływała z pełnosprawnymi zawodnikami. Między nią, a kolejną polską pływaczką w jej kategorii jest bardzo duża różnica, a z pływakami pełnosprawnymi może rywalizować jak równy z równym. Dlatego musieliśmy się odłączyć, chociaż mentalnie było to ciężkie dla Oliwki.

Tak się dziś robi – wokół wybitnych jednostek buduje się całe teamy.
Tak to powinno działać. Mamy kilka szkół trenerskich. Niektórzy z trenerów doskonale to rozumieją. Inni myślą, że zawodnik jest tylko dla nich i nikomu go nie oddadzą. Ta druga droga nie jest ze mną kompatybilna. Od początku wiedziałam, że chcę działać otwarcie. Stworzyć drużynę, w której każdy zna się na swojej działce. Nie ma nic lepszego.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Igrzyska Paraolimpijskie. Beata Pożarowszczyk-Kuczko: Oliwia Jabłońska była introwertyczką. W Tokio mierzymy w złoto [WYWIAD] - Gazeta Wrocławska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie