Corey Taylor ze Slipknot: "Kocham Dylana jak Slayera " [ROZMOWA NaM]

Marcin ŚpiewakowskiZaktualizowano 
Corey Taylor (Slipknot) Chimot Maggot Iowa / CC 3.0
Slipknot to amerykańska grupa grająca agresywną muzykę z pogranicza nu metalu. Oprócz muzyki, członkowie grupy przyciągają uwagę także przykuwającym i kontrowersyjnym wizerunkiem scenicznym. Corey Taylor, wokalista grupy, wytłumaczył nam znaczenie masek oraz numerów (członkowie grupy długo identyfikowali się cyframi od 0 do 9, nie nazwiskami), opowiedział o szalonych rzeczach, które zespół robił podczas kariery, a także przyznał się do inspiracji Bobem Dylanem.

Najbliższy koncert grupy Slipknot odbędzie się 9 czerwca w Łodzi w ramach Impact Festival. Bilety można kupić na stronie Live Nation, organizatora koncertu.

Marcin Śpiewakowski: Zanim przejdziemy do Slipknota, zacznijmy od Ciebie. Słyszałem, że pierwszym wokalistą, który miał na Ciebie wpływ był Elvis. To prawda?
Corey Taylor: To jedno z moich pierwszych wspomnień muzycznych. Kiedy byłem mały, spędzałem bardzo dużo czasu w domu mojej babci, która była jego wielką fanką. Elvis leciał dosłownie bez przerwy. W jego głosie była niesamowita energia, która mnie zachwyciła. Nie był może najlepszym wokalistą wszech czasów, nie miał klasycznego wykształcenia muzycznego, ale śpiewał z serca. Do dziś jestem jego wielkim fanem.

Chcesz powiedzieć, że energia w Twoim wokalu jest inspirowana Elvisem?
Nie mieści się to w głowie, co? (śmiech) Ale tak, stąd się to wzięło. Całe piękno muzyki polega na tym, że nie ma kształtu. Staramy się ją jakoś skategoryzować, ale tak naprawdę twoje serce rozumie muzykę lepiej niż głowa. Kiedy przestajesz słuchać swojego serca, zabijasz całą frajdę. Zawsze starałem się działać w myśl tej zasady, nawet jeśli to nie było „cool”. Mam w dupie czy coś jest cool, czy nie. Muzyka daje mi szczęście i nie widzę w tym nic złego.

Czytaj też: Rob Halford: "Każdy koncert Judas Priest to wydarzenie i możliwość zobaczenia w akcji ludzi, którzy stworzyli heavy metal" [ROZMOWA NaM]

Grasz w różnych projektach, próbowałeś odmiennych gatunków muzycznych. W czym czujesz się teraz najbardziej komfortowo?
Jestem bardzo zaangażowanym fanem metalu, więc chyba muszę powiedzieć – metal. Z drugiej strony, to bardzo szeroki gatunek. Metal nie ma jednoznacznego kształtu ani jasno wytyczonych granic. Chyba teraz najlepiej czuję się w tym, co robi Slipknot, czymkolwiek jest to, co gramy. Myślę, że robię to najlepiej.

Co podoba Ci się najbardziej w metalu?
Lubię energię. Lubię to, że w ramach jednego kawałka przechodzisz od ponurej melancholii przez szalony gniew aż do uczucia całkowitego szczęścia. Podoba mi się też, że niezależnie od tego, jaki typ metalu grasz, zawsze jesteś poza mainstreamem – nawet pomimo tego, że wiele z największych zespołów na świecie gra właśnie metal. Podoba mi się, że jesteśmy popularni, ale mimo to jesteśmy w undergroundzie. Mamy pełną swobodę działania.

Powiedziałeś kiedyś, że jednym z Twoich marzeń jest nagranie piosenki z Bobem Dylanem. Nie jest to deklaracja, jakiej spodziewałbyś się po muzyku Slipknota.
Lubię pracować z innymi ludźmi. Dylan pisze naprawdę wyjątkowe, bardzo inteligentne teksty. A ja szanuję i podziwiam inteligencję i kreatywność. Nie jestem kimś, kto sklei ze sobą cztery oklepane linijki i nazwie to piosenką. Staram się szukać nowych metod pisania tekstów, a Dylan jest dla mnie ogromną inspiracją. Lubię go tak samo, jak kocham Slayera i nie ma takiego człowieka na świecie, który przekona mnie, że jest w tym coś złego.

Zawsze podkreślasz, że Slipknot to chaos. Przekłada się to na jakieś napięcia między wami? W końcu to duży zespół.
Jesteśmy bardzo różnymi ludźmi. Możemy mieć swoje problemy, nie dogadywać się i walczyć ze sobą, ale kiedy wychodzimy na scenę, wszyscy chcemy tego samego. Liczy się tylko show, które wspólnie tworzymy. Każdy z nas jest zupełnie inny, ale jednak tworzymy spójną całość. Wszyscy kochamy Slipknota i chyba dlatego udaje się nam zachować tę energię na scenie.

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Waszych koncertów jest słynne „jump the fuck up” [podczas "Spit It Out" Corey każe publiczności usiąść, a w kulminacyjnym momencie utworu na jego znak wszyscy wyskakują w górę, na poniższym wideo od 2:55 - przyp. red.]. Sami to wymyśliliście czy podpatrzyliście u kogoś innego?
Rzeczywiście, teraz sporo zespołów robi coś podobnego, ale my byliśmy pierwsi. Jesteśmy w sumie całkiem dumni z siebie, że wymyśliliśmy coś takiego.

Nie dziwię się. To jedna z najbardziej intensywnych rzeczy, jakie widziałem na koncertach.
W takim razie powinieneś zobaczyć, jak to wygląda ze sceny! Absolutne szaleństwo. Uwielbiam obserwować ludzi, którzy nie chcą brać w tym udziału, na zasadzie „nie będę robić, co mi każą”, bo w kulminacyjnym momencie, kiedy tłum eksploduje, zawsze dostają od reszty po dupie. Potem często łapię z nimi kontakt wzrokowy i widzę takie zrezygnowane spojrzenie „okej, okej, już rozumiem – następnym razem kiedy każesz mi siąść, usiądę” (śmiech)

Czułeś kiedyś na scenie, że sytuacja zaczyna wymykać się Wam spod kontroli?
Ta intensywność podczas koncertów zawsze była nastawiona na innych członków zespołu, nigdy nie skierowaliśmy tej agresji w kierunku fanów. Wszystko kręci się wokół nich, więc robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby jak najlepiej się bawili, podczas gdy my zachowujemy się na scenie jak banda świrów. Kiedyś rzeczywiście robiliśmy szalone rzeczy, ale teraz jesteśmy już trochę starsi, trochę bardziej zniszczeni, bolą plecy, kark, nogi. Ale ciągle mamy tę samą pasję w sercu, więc staramy się wykorzystać tę energię jakoś inaczej, niekoniecznie lejąc się nawzajem po głowach kijami baseballowymi.

…metaforycznie czy rzeczywiście robiliście takie rzeczy?
No pewnie, że robiliśmy! Clown ciągle rzucał w nas beczkami, na których gra, Sid bez przerwy wskakiwał nam na głowy. Obaj kiedyś podpalili mnie na scenie – przez te lata zdarzyło się mnóstwo naprawdę porąbanych rzeczy. Ale nigdy nie tworzyło to między nami jakichś negatywnych emocji, wszystko było częścią show. Byliśmy wtedy naprawdę szaleni, czuliśmy nieustający głód. Byliśmy tak nakręceni, że nie było takiej rzeczy, której nie zrobilibyśmy na scenie.

Czytaj też: Joe Elliott z Def Leppard: "W branży mają nas za bandę hałaśliwych pijaków" [ROZMOWA NaM]

Co Was nakręcało?
Zdecydowanie muzyka. Wiadomo, każdy z nas miał swoje przygody z narkotykami i alkoholem, ale nigdy nie było to coś, czego nie byliśmy w stanie kontrolować. Ale każdy z nas jest na swój sposób szalony, a nasza muzyka wyzwala w nas te rzeczy. Zachowywaliśmy się na scenie jak świry na długo przed tym, kiedy zaczęliśmy eksperymentować z używkami. Dlatego też założyliśmy zespół – chcieliśmy po prostu mieć możliwość słuchania muzyki, która wywoływałaby w nas takie emocje, a nikt wtedy nie grał tego, czego szukaliśmy.

Dlaczego nie zdecydowaliście się ukryć Waszych tożsamości całkowicie? Nie chcieliście być zupełnie anonimowi?
Tu nie chodziło o ukrywanie się. Maski wyrażają to, kim jesteśmy w środku. Moja maska zmieniała się kilka razy dlatego, że ja też nie jestem już tą samą osobą, którą byłem, kiedy nagrywaliśmy pierwszy album. Człowieka, który śpiewał na „Iowa” już nie ma. Wyewoluowałem. Ciągle jestem szalony, ale stałem się już kimś innym. Poprzez muzykę Slipknota pozwalam się wykrzyczeć tej ukrytej części mnie, która na co dzień nie ma głosu. A maska daje jej twarz. Nosząc maskę, tak naprawdę pokazuję wam fizyczną reprezentację tego, kim jestem w środku. Tak więc nie chodzi o ukrycie czegoś, ale o odsłonięcie.

A co z numerami, które sobie nadaliście? Zawsze myślałem, że to było dążenie do anonimowości.
Nie, raczej chodziło nam o zmianę zasad gry. Mieliśmy wrażenie, że każdemu zależało tylko na kwestii wizerunku, jak wyglądamy, co robimy, co sobą reprezentujemy. Dla nas była to forma sprzeciwu, coś na zasadzie „chcecie poznać moje nazwisko? p***dolcie się, oto mój numer!”. Wierzyliśmy, że liczy się muzyka, nie to, jak się nazywamy. Mogliśmy w ogóle zrezygnować z numerów i zostać tylko dziewięcioma pustymi rubrykami, ale przez numery chcieliśmy podkreślić, że tworzymy całość.

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3