48. Jazz nad Odrą: w sobotę w Imparcie zagrał Branford Marsalis (ZDJĘCIA)

Marta Wróbel
W sobotę wieczorem w Centrum Sztuki Impart widziałam Branford Marsalis Quartet na żywo po raz pierwszy, ale założę się, że trzykrotny zdobywca nagrody Grammy złych koncertów po prostu nie daje.

Nie chodzi nawet o to, że Branford Marsalis ma tak imponujące muzyczne portfolio, że mógłby obdzielić nim kilku swoich kolegami po fachu, że kształcił się w słynnej Berklee College of Music, grał z największymi (i najpopularniejszymi), od Herbiego Hancocka po Stin-ga, i pochodzi z "rodziny królewskiej jazzu", czyli klanu Marsalisów.

Największa gwiazda 48. edycji festiwalu Jazz nad Odrą, która zakończyła się we Wrocławiu wczoraj, nie zawiodła zgromadzonej w Imparcie publiczności.

Jedyny polski koncert amerykańskiego saksofonisty zapełnił całą salę teatralną, dodatkowe osoby stały przy ścianach, więc spokojnie można powiedzieć, że bisów od Marsalisa, pianisty Joeya Calderazzo, kontrabasisty Erica Revisa i perkusisty Justina Faulknera żądało około 600 fanów.

Marsalis doskonale wie, jak dobrymi muzykami się otacza, dlatego podczas półtoragodzinnego koncertu nie miał problemu z tym, żeby usunąć się w cień i pozwolić im na swobodną improwizację.

Szczególny entuzjazm publiczności wywołały bardzo ekspresyjne i świetne technicznie solówki perkusisty Justina Faulknera. W ogóle improwizacji w Imparcie było sporo.

Na początku wydawało się, że nieco zachowawczy Marsalis będzie trzymał się ściśle aranżacji z najnowszej płyty kwartetu "Four MFs Playin' Tunes", jednak już po kilkunastu minutach było jasne, że utwory z krążka porwą publiczność tak, jakby miała do czynienia z występem klasyków free jazzu.

Chemia na scenie była szczególnie widoczna między Marsa-lisem a Calderazzo, którzy chętnie ze sobą podczas grania gawędzili. Nic dziwnego, dżentelmeni znają się od dawna, mają też na koncie wspólny krążek "Songs of Mirth and Melancholy". Muzycy świetnie się ze sobą czują na scenie, co doskonale słychać było podczas standardu "Cheek to Cheek", który wykonali na bis.

Branford Marsalis Quartet (pierwszy album "Royal Garden Blues" wydali w 1986 r.) to tylko jedna z twarzy wszechstronnie utalentowanego Marsalisa.

Jest on także cenionym kompozytorem muzyki filmowej (m.in. obrazy Spike'a Lee) i fanem muzyki w ogóle, co pokazał w bardzo eklektycznym, wręcz popowym repertuarze projektu Buckshot LeFonque.

Marzy mi się, że kiedyś do Wrocławia zawita też bardziej "piosenkowy" Marsalis.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie