Autor: Kinga Czernichowska

2017-01-13, Aktualizacja: 2017-01-20 12:13

Grosiak: Nie wierzę w Boga i religie, wierzę w energię

- Na scenie wyrzucam z siebie demony - mówi Natalia Grosiak z zespołu Mikromusic. Z wokalistką rozmawialiśmy m.in. o stabilizacji z pewną dozą zaskoczeń, polskim podwórku muzycznym, wierze i miłości.

Pod koniec listopada 2016 roku ukazał się dwupłytowy album "Mikromusic w kwietniu". To płyta z gościnnym udziałem Skubasa, z którym Natalia Grosiak wykonała piosenkę "Bezwładnie". Utwór wykorzystano w filmie "Chemia" Bartka Prokopowicza.

Zespół Mikromusic został założony w 2002 roku przez wokalistkę Natalię Grosiak i Dawida Korbaczyńskiego.Trudno określić gatunek muzyczny, jaki reprezentuje, bo grupa nie boi się eksperymentować. Każda płyta jest inna. Natalia urodziła się w Bielawie na Dolnym Śląsku. W latach 2005-2014 oprócz Mikromusic występowała też w zespole Digit All Love. W tym roku wspólnie ze Smolikiem i Miuoshem nagrała płytę "Historie", poświęconą powstańcom warszawskim. Gościnne pojawiła się również na płycie Smolika i Keva Foxa. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z artystką.

Co wolisz: stabilizację czy zaskoczenie?

Zdecydowanie stabilizację.

Pytam, bo Twoja droga muzyczna niejednokrotnie była właśnie zaskoczeniem. Choćby wtedy, gdy ukazał się utwór "Takiego chłopaka".

Tak, to było duże zaskoczenie tym bardziej, że zbiegło się to z czasem, kiedy spodziewałam się właśnie stabilizacji (śmiech). W życiu codziennym dążę do harmonii i spokoju, a wyżywam się emocjonalnie w piosenkach. Wydaje mi się, że demony, które kryją się gdzieś w mojej podświadomości, wyrzucam z siebie poprzez swoją twórczość, dzięki czemu ma to dla mnie również funkcję terapeutyczną. Życie zawodowe przynosi mi, tak jak zauważyłaś, wiele niespodzianek i zaskoczeń, więc mieszam to ze sobą w takie yin i yang.



Praca twórcza daje możliwość poradzenia sobie z pewnymi problemami, które przepracowujemy w środku. Zgodzisz się z tym?

To dzieje się na poziomie podświadomości. Nie wiemy, co tkwi pod naszą skórą. Osobom, które mają łatwość w wyrażaniu siebie poprzez muzykę, taniec czy pisanie, jest o wiele prościej, ponieważ tworzenie to również oczyszczanie się z różnego rodzaju emocji i przetwarzanie tego na coś, co nazywamy sztuką. Człowiek, który ma inne zdolności, przetworzy natomiast te negatywne emocje na przykład na ćwiczenie karate.

Niektórzy twierdzą, że formą oczyszczenia są również podróże. Wiem, że bardzo lubisz podróżować. Czym dla Ciebie jest podróżowanie?

Teraz, kiedy weszłam w inny etap swojego życia (założyłam rodzinę), podróżowanie traktuję jako formę rozrywki. Okazję do tego, by wyrwać się z pieleszy domowych i się wyspać. Podróże bywają też koniecznością. Kiedyś podróżowanie było dla mnie zdobywaniem: widoków, kolorów, dźwięków lub po prostu zaspokajaniem ciekawości, co kryje się za horyzontem. Dziś marzenia pt. "gdzie by tu pojechać" ścierają się z rzeczywistością i dwójką dzieci. Ograniczam podróżowanie do miejsc, gdzie jest nam wygodnie i dokąd nie trzeba długo jechać. Marzenia o dalekich podróżach odkładam na później.

Trudno jest Ci pogodzić życie artystyczne ze stabilizacją, o której rozmawiałyśmy na początku? Jeździłaś busem z maleńką jeszcze Wandą. W takich obrazkach brak tego spokoju i stabilizacji.

Ten obrazek to trochę takie cygańskie życie. I z jednej strony trzeba to przyjąć jako normalne, bo jeśli będziemy się nad sobą rozczulać, to zawsze znajdziemy coś, co będzie nam przeszkadzać. Pojawiają się dylematy: czy zostawić trzymiesięczne dziecko w domu i pojechać w trasę, czy nie zagrać kolejnego koncertu? Ale można też wziąć dziecko ze sobą i połączyć te dwie sfery życia. Dziecko jest zadowolone, bo jest przy matce. Matka jest zmęczona, bo nie może się wyspać po koncercie, ale jest też szczęśliwa, bo przez dwie godziny grania na scenie czerpie niesamowicie pozytywną energię od ludzi. Taki obrazek stał się dla mnie normalnością. Wypróbowałam to na sobie dwa razy, bo Kaja też ze mną jeździła na koncerty. Pięknie to przeżyłyśmy.


© Roksana Liczberska

Natalia Grosiak ze Skubasem

Oczywiście zawsze są dwie strony medalu. Teraz, gdy dziewczynki są już większe i jadę na koncert, to żal mi je zostawiać. Ale z drugiej strony, uwielbiam swoją pracę. I moje dzieci wiedzą, że nie muszę jeździć na koncerty, ale po prostu chcę to robić, bo to kocham. Przecież i tak zawsze wracam.

Czy w takich momentach nie przeszło Ci przez myśl, że może lepiej byłoby prowadzić spokojne życie prawnika?

Wiem, że mój zawód jest męczący właśnie przez podróże, a siedzenie w busie bywa nieznośne.
Ale wyjście na scenę to już sama przyjemność. Natomiast ja już pracowałam w korporacji, przygotowywałam papiery do pisania pozwów i byłam wtedy ogromnie nieszczęśliwa. Nie zmieniłabym nic w swoim życiu.
Zresztą zobacz, jeżdżę na koncerty, ale teraz przez cały styczeń będę z dziećmi. Kto ma taki luksus, żeby 30 dni opiekować się dziećmi w domu?

Wróćmy do zaskoczeń. Tekst do piosenki "Takiego chłopaka" okazał się manifestem wielu polskich dziewczyn - tych, które z jednej strony marzą o przystojnym obcokrajowcu, a z drugiej chcą po prostu kogoś, kto "nie zeżre jabłek wszystkich i ucieknie za morze". Spodziewałaś się tego?

Tak, ten wymarzony okazuje się najczęściej łysiejącym kolegą z pracy, z brzuszkiem. Ale to właśnie on nas rozumie, on nas rozśmiesza, z nim możemy konie kraść.

To był przypadek. Ten utwór nie miał być singlem.

Mieliśmy w wytwórni opiekuna (Daniel Zgaga - przyp. red.), który miał niesamowitą intuicję. Zasugerował nam dwa single: "Takiego chłopaka" i "Jestem super". Wybrałam więc „Takiego chłopaka". Wcześniej wydawaliśmy się sami, to był w zasadzie nasz pierwszy kontakt z nową wytwórnią. Nie miałam wtedy żadnych znajomości. Nie znałam nikogo, kto zajmowałby się kręceniem teledysków. Daniel podesłał mi propozycje kilku ekip, a mi spodobała się Rex White. I ten teledysk też dużo zrobił. Dodał ognia do utworu.

Często jest tak, że muzycy obawiają się pracy z wytwórniami. U Was nie było takich obaw?

Nie, mieliśmy bardzo dużo swobody. Daniel nie pracuje już w tamtej wytwórni i potem kolejne pomysły wychodziły ode mnie. A szkoda, bo ja bardzo dosłownie traktuję swoje piosenki. Brakuje mi do nich dystansu.


© Bartek Sadowski



W 2015 roku ukazał się album "Matka i żony". I okazało się, że świetnie brzmicie razem ze Skubasem. Dziś często mówisz o nim jako o przyjacielu zespołu. Jak zaczęła się ta przyjaźń?

Skomponowałam piosenkę "Bezwładnie", trwało to niecałe 15 minut. Kupiłam gitalele dla mojego dziecka. Ale ten instrumencik bardzo mnie zainspirował swoim brzmieniem i zaczęłam się nim bawić, grać sobie różne akordy. Tak powstało "Bezwładnie". Zaraz potem pomyślałam sobie, że to byłaby idealna piosenka dla Skubasa i że chciałabym z nim zaśpiewać. Ale nie znaliśmy się, kiedyś może rozmawialiśmy przez pięć minut przy okazji jakiegoś festiwalu. Pomysłem współpracy ze Skubasem podzieliłam się z reżyserem filmu "Chemia" Bartkiem Prokopowiczem i to w zasadzie on zachęcał mnie mocno do tego, by skontaktować się ze Skubasem. Gdyby nie Bartek, ten pomysł pewnie by uleciał. Skontaktowałam się więc ze Skubasem. Powiedziałam, że to jest piosenka do filmu "Chemia" i wiąże się to z tym, że prawdopodobnie wystąpiłby w tym filmie. I zapytałam, czy chciałby wziąć w tym udział.

Jak zareagował?

Odpowiedział to, co sama zawsze mówię w takich sytuacjach, czyli "posłucham piosenki i jeśli się spodoba, to chętnie wezmę w tym udział". Niestety, nagraliśmy się osobno: on w Lublinie, ja we Wrocławiu. Jednak później zagraliśmy wiele koncertów razem. Wiązało się to z tym, że spędzaliśmy dużo czasu razem, sporo rozmawialiśmy i zaowocowało to przyjaźnią. I Skubas dzwoni, że będzie we Wrocławiu, ja mówię, że mnie nie ma, ale może nocować u nas. Skubas przyjeżdża, zajmuje się nim mój mąż, ja wracam po dwóch dniach, a oni oglądają sobie razem film.



Dużo jest takich przyjaźni w środowiskach artystycznych?

Środowisko muzyczne, to, w którym ja funkcjonuję, jest bardzo zgrane. Słuchamy siebie nawzajem, śledzimy, co u kogo słychać, oglądamy swoje teledyski. Prędzej czy później się poznajemy.

Nie ma rywalizacji, walki o swój sukces?

Każdy dąży do swojego sukcesu, ale dobrze jest czasem podzielić się swoją energią.

Gdy obserwuje się zagraniczny rynek muzyczny, takiego zgrania w środowisku nie widać. To polska specyfika?

Nasze podwórko muzyczne to nisza. My nie jesteśmy mainstreamem. Mówię teraz o Mikromusic, Skubasie, Sorry Boys, Natalii Przybysz...
Nie jesteśmy tym, co gra Radio Eska. Kręcimy się wokół alternatywy. Nie wiem, jakie relacje panują na górze. Wiem jedynie, jak wygląda to nasze niszowe poletko.

Ale mieliście przed laty również swój epizod z Eurowizją. Chcieliście zawalczyć o miejsce w konkursie z piosenką "Kardamon i pieprze", niestety komisja wykluczyła Wasz zespół. Z kolei "Takiego chłopaka" było przypadkiem, ale gdyby nagle inny utwór okazał się hitem, który zagra radio Eska?

Nie wiem. Zobaczymy, co się wtedy będzie działo. Po "Takiego chłopaka" rzesza naszych wiernych fanów zauważyła, że się zmieniliśmy. Uprościliśmy wiele rzeczy. Do trzeciej płyty nagrywaliśmy skomplikowane formy - takie, w których nie brakowało solówek czy improwizacji. Przy płycie "Piękny koniec" zadbaliśmy o formę piosenki. Raz czy dwa spotkaliśmy się z zarzutem, że istnieje ryzyko, że Mikromusic obniża loty. Ale to nie o to chodzi. Po prostu się zmieniamy, a nie zdradzamy przy tym swoich ideałów. "Piękny koniec" to zresztą moja ulubiona płyta Mikromusic.

W co wierzysz? Pytam, bo niektóre piosenki brzmią jak modlitwa, ale w tej modlitwie nie zwracasz się do Boga, lecz bardzo często do... "losu".

To taka modlitwa ateisty. Staram się nie modlić w piosenkach do Boga, bo - trafnie spostrzegłaś - ja w Boga nie wierzę. Nie wierzę również w religie. One powstały po to, aby trzymać kontrolę nad ludźmi. Najłatwiej sterować tymi, którzy się boją. A Boga trzeba się bać.
Ja wierzę w energię. Jesteśmy wszyscy zbudowani z tej samej masy. Tyle że energia skupia się w nas w różnym kształcie, ale jesteśmy ze światem jednością. Wierzę też w pracę, konsekwencję i łut szczęścia, czyli przypadek. Można to nazwać też losem.


© Bartek Sadowski



Praca nad muzyką do filmu jest wyzwaniem? "Chemia" to film, który opowiada prawdziwą i trudną historię o silnej kobiecie, która walczyła z rakiem i przy okazji pomogła wielu osobom.

Jedyną piosenką, którą napisałam do filmu "Chemia", jest utwór "Dom". Tam jest taka scena, kiedy głównym bohaterom jest po prostu dobrze. Dwoje ludzi spędza ze sobą czas i są szczęśliwi. I właśnie o tym jest ten utwór. O tym, że miłość to akceptacja drugiej osoby - akceptacja bez żadnych oczekiwań. Pozostałe utwory, które pojawiły się w filmie, były już gotowe i po prostu pasowały do niego. "Kostucha" powstała dwa lata wcześniej, ale przeleżała w szufladzie aż do czasu realizacji "Chemii". Dlatego trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie.

Ale wiele piosenek Mikromusic to utwory smutne. I wydaje się, że w polskiej muzyce dużo więcej jest melancholii.

Bo jesteśmy takim narodem. Mamy bardzo dramatyczną historię. Gromadzimy w sobie bardzo wiele negatywnych emocji, których nie przepracowaliśmy. Psychoterapia narodu odbywa się poprzez twórczość, dlatego w filmach, muzyce, książkach pojawia się wiele melancholii. Gdybyśmy wybrały się na Kubę, mogłybyśmy zauważyć, że nadmiar słońca aż wylewa się z piosenek. A nam brakuje słońca - zarówno klimatycznie, jak i w duszy.

Kiedy kolejny album?

W lutym chcielibyśmy nagrać nasz projekt "Mikromusic Orkiestra" i z tego powstanie kolejna koncertówka, która ukaże się najprawdopodobniej w 2018 roku.

Koncertowe albumy to większe wyzwanie?

Różnica w nagrywaniu albumu w studiu a koncertówki jest diametralna. Grasz koncert i w pewnym momencie zapominasz, że jesteś nagrywana. A potem ta płyta powstaje i jest. Album studyjny to granie nowych piosenek, ekscytacja z powodu nowego materiału. To żmudna praca. I kiedy zagrasz kilkadziesiąt koncertów, na których na żywo wykonujesz dany utwór, to wiesz, że gdybyś miała wejść jeszcze raz do studia, powstałaby zupełnie inna piosenka.

Styczeń, jak wspomniałaś, będzie miesiącem odpoczynku. A co dalej?

Jak mamy czas, to odpoczywamy, a później jest intensywna praca w domu, czyli pisanie piosenek. To szczególny proces. U mnie polega on na tym, że daję się ponieść swoim emocjom. Noszę w sobie parę melodii i pomysłów na teksty. Wreszcie będzie czas na to, by przetopić to w piosenki.

Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała Kinga Czernichowska
dziennikarka portali gazetawroclawska.pl i wroclaw.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: Bartek Sadowski

Komentarze (27)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

jar3ck (gość)

A czy pani Natalia wyjaśni, kto stworzył tę energię, w którą ona wierzy? Może sama się stworzyła?

RHÓ (gość)

W sumie jej nie znam, ale jestem pełen podziwu, że potrafi się do tego przyznać publicznie, że nie wieży w te bajeczki.
Już ją lubię.
Tak swoją drogą to ile jest ludzi co napieprzają na kk, ale jak poddam temat wypisania się z tego teatrzyku to występuje u nich dziwne oburzenie.
Po prostu wypisujcie się ludzie.
Hit ostatnich miesięcy "nie wypisuję bo nie wiadomo co będzie- co pajace z pisu wymyślą"
Pozdrawiam wszystkich niewierzących i katoli też- niech stracę

Adrian (gość)

Kuźwa, źle wpisałem komentarz, nic to. Jeszcze raz - niewiara w Boga i Owsiak mi się skumulowały, taką książeczkę dla niewierzących kupiłem ostatnoi, była własnie na WOŚP rok temu ale teraz normalnie się ja kupuje
http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=44477990

MARYLA (gość)

Grosiak, mówisz, że nie wierzysz w Boga? ALE BÓG W CIEBIE WIERZY !!!! CZY WIESZ, ŻE ON DLA NAS I DLA CIEBIE TEŻ ODKUPIŁ NASZE GRZECHY !! PRZEKONASZ SIĘ JAK UMRZESZ, ALE BĘDZIE ZA PÓŻNO.!!!

Chełmianin N (gość)

SPÓR WIECZNY!!!
Wiara nie zmusza, wiara wzrusza i mówi o Bożym Niebie,
dostałeś rozum oraz wolną wolę, wybór należy do Ciebie!
Miłuj i uszanuj bliźniego odmiennego, jak siebie samego,
nie drwij, nie osądzaj niewierzącego, bo Bóg jest od tego,
i wiedź, że u bram niebios wisi tablica z dekalogiem Jego.
Mądrzy wyjaśnili, że człowiek nie zbada początku świata,
a czy Bóg jest, czy nie, to spór trwa od powstania świata.
Wszechświat w ruchu stale się rozwija, jest nieskończony,
a umysł człowieka nie rozwikła bytu, bo jest ograniczony,
zaś morał tego taki jest!! Kochaj i szanuj życie jakie jest!

Dekster (gość) (Ciemnogrodzki)

Dobre, ubawiłem się, wojny wszynano zawsze na tle religijnym... A Hitler pisał na klamrach "gott mit uns"... Bóg był z nimi. Chrześcijaństwo zakazuje i daje przykład jak katolik z protestantem wzajemnie podkładają sobie bomby?

PROCENTOWSKI (gość) (Dekster)

A co z Owsiakiem? 7o mln zł zebranych, z czego 50 mln na cele statutowe, a 20 mln na cele NIESTATUTOWE ....
.
CZY TO NIE PRZESADA, ŻE TAKA KWOTA WYCIEKA??????????????

Ciemnogrodzki (gość) (Dekster)

Swiat bez Boga, za to z Workiem? Workiem prawdopodobieństwa Przypadku? Ale nadal pozostaje nierozwiązany problem - czy najpierw był Worek, czy najpierw był Przypadek ?????
Poza tym Piłsudski kilka razy zmieniał wyznanie, a na koniec miał się nawrócić na katolicyzm.
Wojny wszczynają ci, którzy w Boga nie wierzą. Choćby wiek XIX, XX - Napoleon, Anglicy, Bismarck, Hitler, Stalin, Lenin, Mao Tse Tung, Pol Pot, Hirohito itd.
Chrześcijaństwo zakazuje wojen, chyba, że obronnych.

Dekster (gość)

Nie wierzy w boga i słusznie, jak można wierzyć w coś wyimaginowanego? Nikt normalny nie wierzy, są znacznie ciekawsze rzeczy niż wiara w legendy o jezusie.
Już marszałek J. Piłsudski powiedział: "religia jest dla ludzi bez rozumu". Do "boga" uciekają się słabi prości i sfrustrowani nieudacznicy o ciasnych horyzontach myślowych. Im większy prostak tym głębsza wiara, im więcej własnych niepowodzeń tym większe złorzeczenie dla innych i głębsza wiara. Religia to nowotwór który toczy ludzkość, nic poza konfliktami i wojnami nie wnosi.

Darwin (gość)

Tać "panienka" wierzy w prawdy objawione - w ewolucję i przypadek. Toż już Boryna wiedział, że jakby rozmontować zegar i wrzucić części do wora, a potem potrząsać tym worem, nie wiem jak długo, to ten zegar nigdy nie zacznie chodzić i wybijać kurantów, a co dopiero wskutek potrząsania workiem pełnym minerałów miałoby powstać życie. Zresztą jakby miały powstać same minerały, gdyby potrząsać pustym workiem?