Gollob wygrywa i jedzie po szósty medal w karierze. Jeszcze tylko cztery turnieje. Ostatni w domu. Sobotnie Grand Prix Skandynawii w szwedzkiej Malilli znów pokazało, jak różne można mieć cele, będąc w tym samym ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Gollob wygrywa i jedzie po szósty medal w karierze. Jeszcze tylko cztery turnieje. Ostatni w domu.

Sobotnie Grand Prix Skandynawii w szwedzkiej Malilli znów pokazało, jak różne można mieć cele, będąc w tym samym wieku. 38-letni Leigh Adams zapowiedział już, że to najpewniej jego ostatni sezon w cyklu. I głównie zamyka gaz, zamiast odkręcać. On już nie włożyłby koła tam, gdzie Tomasz Gollob wciąż wsadziłby swoją głowę. A propos. Polak nie jest jednak jeźdźcem bez głowy.

Jest już ona łysa i siwa, lecz coraz lepiej pracuje. No i kalkuluje. Przed dwoma tygodniami w Daugavpils nie ścigał na łeb na szyję Nielsa Kristiana Iversena. Stracił punkt, lecz zyskał pewność, że zostanie w jednym kawałku. W Malilli nie zadzierał z kolei z Jasonem Crumpem, gdy to Australijczyk wygrał start.

Mowa, rzecz jasna, o fazie zasadniczej zawodów, bo w finale trzeba już rzucać na szalę wszystko. Ze szczyptą szaleństwa włącznie. I jeździec Stali Gorzów tak czyni.

Na Łotwie był ostatnio Gollob trzeci, w sobotę w Malilli pierwszy. I jest pewien wspólny mianownik obu tych występów. Szczęśliwy, 15. numer startowy, przydzielony podczas losowania. To dzięki niemu rozpoczynał Polak rywalizację w czwartym wyścigu. Nie to jest jednak najważniejsze, a fakt, że z pierwszego pola startowego. W tej fazie zawodów z reguły najkorzystniejszego.

Dość powiedzieć, że do połowy turnieju tylko to pole zwyciężało. Gollob więc dobrze zaczynał, a później spokojnie realizował plan. Wygrywając rundę zasadniczą, jako pierwszy wybierał miejsce pod taśmą i przed półfinałem, i przed finałem. Brał pierwsze i pierwszy był też na kresce. Proste.

Szczęście wreszcie się do Golloba uśmiecha, i to bardzo szeroko. A on mu pomaga. W półfinale nie uląkł się nasz zawodnik miejscowej szarańczy. Pokonał Kennetha Bjerrego, Fredrika Lindgrena i Andreasa Jonssona, a więc trójkę jeżdżącą na co dzień w Dackarnie Malilla. W finale znajomość własnego toru nie pomogła z kolei Hansowi Andersenowi, temu czwartemu z Dackarny. Gollob wygrał turniej GP po raz 15. w karierze. Jechał jak z nut, choć trudno powiedzieć, że jak z nut zagrali mu hymn, gdy stał już na podium. Dało się tam wychwycić wiele fałszywych dźwięków, lecz i tak było miło.

Nie tylko Gollob jeździł w sobotni wieczór pod siebie. Także najgroźniejsi rywale robili wiele, by piął się w górę tabeli. Polak jest już drugi w klasyfikacji generalnej cyklu, bo wpadki zanotowali i Greg Hancock, i Emil Sajfutdinow. Rosjanin zebrał z toru pięć oczek, a w 13. odsłonie sam się musiał zbierać z nawierzchni.

W klasyczny dla siebie sposób zaatakował Antonio Lindbaecka na zasadzie "wyda, nie wyda". I tym razem nie wydało. Zahaczył przednim kołem o tylne rywala i - używając żargonu motocrossowców - poszedł w kozły. Jego charakter uchwyciła później kamera. Po powrocie do boksu młodzieniec pochylił się nad wiadrem z paskudnie zabłoconą, brązową dosłownie wodą do mycia motocykli i... przemył sobie twarz. Tak na otrzeźwienie.

Niestety, chwilę później znów dostał po głowie. W twardej walce uległ Scottowi Nichollsowi (18. odsłona), z którym rachunki za Cardiff będą jeszcze wielokrotnie wyrównywać. Oby już tylko na żużlowe umiejętności, nie pięściarskie.

Do zakończenia cyklu pozostały cztery turnieje: w duńskim Vojens (29 sierpnia), słoweńskim Krsku (12 września), włoskim Terenzano (26 września) i w Gollobowie, jak nazywano swego czasu Bydgoszcz (17 października). Przed rokiem tam właśnie zapewnił sobie Tomasz piąty medal IMŚ (srebro i cztery brązy). Teraz jedzie po szósty i oby tę pieczątkę w Bydgoszczy postawił. Nie zapominajmy, że jej królem próbuje być ostatnimi czasy Sajfutdinow. Podczas niedawnego meczu ligowego Polonii ze Stalą zdobył komplet punktów, raz uciekając starszemu o 18 lat Gollobowi.

Pozostali Polacy mają niewielkie szanse na pierwszą ósemkę, gwarantującą pozostanie w cyklu. Jeśli wypadną z niego Grzegorz Walasek, Sebastian Ułamek i Rune Holta, to murowanym kandydatem do dzikiej karty winien być Jarosław Hampel. Choć lepiej, by sam sobie na nią zapracował, stając na podium GP Challenge (18 września, Coventry). Pojadą tam także Piotr Protasiewicz, Adrian Miedziński i wspomniany Walasek.

Wiadomości Wrocław, Wydarzenia Wrocław

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!