Do legnickiego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego karetka przywiozła nieprzytomną starszą kobietę.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Tomograf wykrył udar mózgu. Lekarze zrobili co mogli, ale pacjentka nie bardzo kontaktuje się z otoczeniem. Powinna zostać wypisana do domu, lecz konkubent, z którym mieszkała, nie chce jej przyjąć. Nie ma rodziny, dowodu osobistego, ubezpieczenia ani chociażby renty.

- Takich przypadków mamy kilkanaście w roku - mówi Grażyna Sokołowska, pełnomocnik ds. praw pacjentów w szpitalu. - Ta pani mogłaby zostać wypisana, ale potrzebuje stałej opieki. Nikt jej nie przyjmie, więc będzie leżała na neurologii może nawet pół roku, blokując łóżko chorym. Pacjenci, którzy mieszkają w szpitalu, bo nie mają gdzie się podziać, nazywani są "leżakami" albo "rezydentami". Z roku na rok jest ich więcej.

- Takiej chorej osobie muszę załatwić dowód osobisty, pomoc społeczną i znaleźć zakład pielęgnacyjno-opiekuńczy - wyjaśnia Grażyna Sokołowska. - To trwa strasznie długo. Przede wszystkim czasochłonne jest znalezienie miejsca w zakładzie, na które czeka się nawet pół roku. Dyrektorka legnickiego szpitala Krystyna Barcik wyliczyła, że miesięczne utrzymanie rezydenta, bez leczenia, kosztuje 1200 zł.

- Teraz, gdy jest coraz mniej pieniędzy na leczenie, oni blokują miejsce. Może ten problem dałoby się rozwiązać, gdyby było więcej zakładów opiekuńczych? - zastanawia się Barcik. Rekordzistka we wrocławskim szpitalu kolejowym przebywała dwa lata. Dyrektorzy szpitali w stolicy Dolnego Śląska też bezradnie rozkładają ręce. - Leżą, leżą, leżą - ujmuje problem Maciej Ziombka, wicedyrektor ds. lecznictwa Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. Marciniaka we Wrocławiu. - Gdy jedni opuszczą sale, pojawiają się następni.

Staramy się rozwiązywać ten problem we współpracy z pomocą społeczną. Joanna Mierzwińska, rzeczniczka Narodowego Funduszu Zdrowia we Wrocławiu, przyznaje, że skala zjawiska jest niepokojąca: - Nieubezpieczeni pacjenci muszą być leczeni na koszt szpitala. Natomiast co dalej, to nie nasza sprawa. Stanisław Woźniak, szef Szpitala Specjalistycznego w Jeleniej Górze: - Są instytucje, które mają nieść pomoc, ale one nie spełniają swojej roli. Nieraz mam ochotę zawieźć takiego pacjenta pod ośrodek pomocy społecznej i go zostawić. Teoretycznie jest to możliwe. Może wtedy coś by się ruszyło.

Duży zakład opiekuńczy (na 330 osób) powstanie w Stroniu Śląskim. Ale problemu braku miejsc w tych placówkach ta inwestycja nie rozwiąże.

1200 kosztuje miesięczne utrzymanie rezydenta w legnickim szpitalu

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!