Limboski: Wolność to wybór. To my sami narzucamy sobie pęta [ROZMOWA NM]

Dzisiaj (20 kwietnia) ukazuje się nowy album zespołu Limboski - grupy Michała Augustyniaka. Płyta nosi tytuł "Poliamoria". Promuje ją m.in. singiel "Czarne bramy".

Mimo, że nazwa zespołu wiąże się ze stanem ogólnego zawieszenia (bo tyle i aż tyle właśnie oznacza słowo limbo), to grupa Michała Augustyniaka wciąż zaskakuje pomysłami. Dzisiaj swoją premierę ma album "Poliamoria" - krążek o bardzo rock'n'rollowym charakterze. O tym, że wolność można definiować na wiele sposobów, o rock'n'rollu oraz o tym, że wolność i miłość to wybór, a pęta narzucamy sobie sami, rozmawiamy z Michałem Augustyniakiem, lider zespołu Limboski. Zapraszamy do przeczytania wywiadu.

Jeden z utworów na "Poliamorii" nosi dość tajemniczy tytuł "Czarne bramy". To metafora?

Podczas nagrań piosenki zwykle mają robocze nazwy, które potem staram się zmienić i znaleźć jakiś dobry tytuł. "Czarne bramy" to ponury, śliski tytuł, oznaczający przejście gdzieś dalej, przejście do lepszego świata poprzez trudną, nieprzyjemną fazę przejściową, przez czarną bramę właśnie. Zresztą, zwróć uwagę, ze tytuły wszystkich utworów na płycie układają się w wiersz, to taki wierszyk dla słuchaczy.

Mówisz zatem o wychodzeniu z kryzysu, poniekąd przełamywaniu barier. Czujesz się - jako artysta, muzyk - wrażliwy na odbieranie wydarzeń ze swojego życia? Artyści mocniej odbierają świat?

Coś w tym chyba jest. I rzeczywiście, jestem wrażliwy. Ale ma to też swoje dobre strony. Są momenty, kiedy lepiej niż zwykle czuję, odbieram świat. I często eksperymentuję - wolę być bardziej w voodoo aniżeli iść do bierzmowania jak wszyscy.

Podróż do Indii była jakimś przełomem w Twoim życiu?

Indie to był trochę szalony, irracjonalny pomysł na wakacje. Nagle postanowiłem, że nauczę się grać na sitarze, przy okazji pomyślałem, że będę się też szkolił w śpiewie khyal (khyal to styl klasycznej muzyki północnoindyjskiej - przyp. red.). Po miesiącu pobytu w Kalkucie i przeżyciu epizodu gorączki przeżytej samotnie bez kontaktu ze światem zrozumiałem, że to właśnie muzyka zachodu, piosenka, harmonia mnie konstytuuje, że wywodzę się właśnie z tej tradycji muzyki i nie potrafiłbym robić czegokolwiek innego.

Ktoś kiedyś trafnie powiedział, że każda podróż ma w sobie ukryty cel, którego podróżnik jest nieświadomy. Poza tym na pewno pozostaną piękne wspomnienia.

To prawda, wiele się w ciągu tamtego miesiąca wydarzyło, sporo przygód. W pewnym momencie poczułem, że po prostu muszę znaleźć jakąś gitarę, że mam dość sitaru i indyjskich skal. Kupiłem na targu gitarę, zresztą bardzo dobrą, w przeliczeniu na nasze pieniądze kosztowała tylko 70 złotych. I to właśnie grając na tamtej gitarze, uświadomiłem sobie, że po prostu piszę piosenki, a reszta to dodatek. To było jak odnalezienie domu.

A oprócz tego, nad czym rozmyślałeś w Indiach, zdarzały Ci się jakieś kryzysy? Muzyka to dość ciężki kawałek chleba.

Na pewno. Zawsze jednak na tyle to lubiłem, że nawet kiedy byłem, mały, biedny i kudłaty, to nigdy nie przeszło mi przez myśl, że mógłbym zajmować się zawodowo czymś innym. Kiedyś gdzieś świtała mi taka myśl, że mógłbym być instruktorem freedivingu (nurkowanie na wstrzymanym oddechu - przyp. red.), ale to było jak zamiana jednej szalonej pasji na jeszcze bardziej odjechaną, a ja potrzebowałem pieniędzy. Może to wszystko wynika z tego, że mam w sobie wiele wytrwałości i odporności na kryzysy, a także determinacji. Muzyka jest dla mnie na tyle silnym imperatywem w życiu, że nie potrafię jej porzucić.

Rock'n'roll to poczucie wolności. Taką muzykę reprezentują artyści, którzy mają w sobie tęsknotę za wolnością. Sądzisz, że ta wolność to stan możliwy do osiągnięcia w dzisiejszym świecie pogoni za sukcesem, liczbą sprzedanych egzemplarzy płyt czy też może jedyne, co nam pozostaje, to owa tęsknota i dążenie do ideału?

Rzeczywiście, rock'n'roll jest muzyką, która najbardziej ze wszystkich gatunków czy podgatunków odpowiada na te tęsknoty. Włączając moje próby oswojenia się z muzyką indyjską, to właśnie do rock'n'rolla jest mi najbliżej. Myślę, że trzeba wierzyć, że można osiągnąć taki stan. I niekoniecznie trzeba w tym celu żyć w kamperze i uprawiać wolną miłość. Myślę, że wolność to po prostu dostrzeżenie, że wszystko co robimy, to jakiś wybór. Taka wolność istnieje. Wolność inaczej definiowana to śliski temat.

Śliski, ale jeśli ten wywiad przeczytają fani rock'n'rolla, to z pewnością będą wiedzieć, o czym mówimy.

Ja sam czuję się wolnym człowiekiem. Podejrzewam, że gdyby istniało coś, co mnie ogranicza w życiu, to miałbym z tym problem. Ale robię to, co chcę, mogę być sobą. By mówić o wolności, trzeba też zadać sobie pytanie do czego ma być ta wolność i czy jeżeli nie jesteśmy wolni, to być może sami zakładamy sobie pewne ograniczenia? Zauważ, że ludzie często mówią, że czegoś nie mogą, ale w gruncie rzeczy kieruje nimi lęk czy obawy, żeby coś zrobić.

Miłość wyklucza wolność?

Czy wyklucza? Nie wiem. Ale kojarzy mi się to z wolną miłością i hipisowaniem.

Ale dla hipisów wolność była wartością, wolna miłość i tripy po LSD to był - powiedziałabym - swego rodzaju akompaniament.

Akompaniament, trafnie. Widzisz, ja wierzę, że ludzie po prostu tacy są, a rock'n'rollowcy szczególnie: ciągle chcemy o czymś marzyć, za czymś tęsknić, nawet wtedy, gdy być może mamy to na wyciągnięcie ręki. Tak jest właśnie z wolnością, być może z miłością tak samo. To tylko wybór, ale sami nakładamy sobie takie pęta, że wydaje nam się, że tej wolności nie ma i że musimy za nią tęsknić. No i tęsknimy.

W teledysku do utworu "Czarne bramy" jedziesz samochodem, taksówką. Napis: "wolny". Jazda samochodem daje Ci takie poczucie wolności, możliwość oderwania się od codzienności?

Może nie tyle poczucia wolności, co właśnie oderwania się od szarości dnia. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak można czuć się wolnym, jadąc samochodem.

Bo jadą zwykle tą samą trasą. W tę i z powrotem.

Właśnie. A muzycy, będąc ciągle w trasie, odwiedzają setki miejsc, obserwując to wszystko, co zostaje za szybą. I to jest właśnie to poczucie oderwania się od problemów, od wszystkiego. A w trasie to, co mnie trzyma, to głębokie relacje z bliskimi ludźmi - takimi, na których mogę naprawdę polegać. Rozmawiam często przez telefon z przyjaciółmi. Oni siedzą w domu, a ja jadę, ale te rozmowy mnie trzymają czasem bliżej ziemi i nie odlatuję za daleko...

Piosenki z "Poliamorii" są dużo bardziej wyraziste niż utwory z albumu "W trawie. I inne jeszcze młode". Skąd taki przeskok?

Piosenki piszę zawsze ze swojej perspektywy. Moje życie trochę przyspieszyło, więc i piosenki są szybsze niż te na poprzednich albumach. Teraz wszystko robię szybciej: szybciej jeżdżę samochodem, szybciej chodzę. Oczywiście w tym szybkim tempie można się czasem zatracić, tymczasem trzeba pamiętać o tym, żeby robić to, co robimy i skupić się na tym, co jest naprawdę w życiu ważne.

Zastanawiam się też, czy to jakiś trend w muzyce, bo ostatnio wielu muzyków pokazuje pazur w swojej twórczości. Nie chcę, by to zabrzmiało jak porównanie, to raczej szukanie analogii, ale dla przykładu LemON na płycie "Tu" też gra szybciej i bardziej zdecydowanie.

Można by się zastanowić, czy istnieje tu jakiś mechanizm zbiorowej podświadomości. Może to mieć związek z przechodzeniem jakichś kryzysów w życiu osobistym, chociaż tego nie wiem na pewno, bo ja kryzysu wieku średniego przechodziłem już w wieku 25 lat, a potem miałem ich jeszcze kilka. Być może moja muzyka jest aktualnie ofiarą mojej osobowości. I dlatego jest mniej ballad. A ponadto to też ma swoje plusy ze strony praktycznej. Lepiej się gra na koncertach szybkie, wyraziste piosenki. Publiczność szybciej się rozgrzewa.

Denerwują Cię już porównania do Macieja Maleńczuka?

Nie, nie denerwują mnie już ani nie frustrują. Myślę, że wynikają po prostu z potrzeby porównywania wszystkiego do czegoś, co znamy. Tak jak ludzie nie wiedzą, jak smakuje homar, dlatego mówią, że smakuje jak kurczak. Nie jadłem nigdy homara, ale pamiętam, jak porównałem smak raków do smaku kurczaka. A zaraz potem pomyślałem: "To idiotyczne, bo kurczak smakuje inaczej". Ale porównanie powstaje dlatego, że znam smak kurczaka. I z tego powodu nie dziwię się, kiedy porównują mnie do Ciechowskiego, kiedy śpiewam wyżej, czy do Maleńczuka, co zdarza się zdecydowanie częściej. Ich już znają, a to najprostszy sposób na oswojenie się z nowym zjawiskiem. Zresztą, Maciek Maleńczuk jest świetnym wokalistą i inteligentnym człowiekiem. Nie znam go osobiście, ale mamy wiele wspólnych znajomych i często się przez nich pozdrawiamy.

Kiedy koncerty promujące nową płytę?

Na pewno jeszcze latem i jesienią. A płyta już niebawem.

Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała
Kinga Czernichowska

Wideo

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.