Krzysztof Skonieczny: Niesiemy dla was bombę. Rozmowa MM z reżyserem Hardkor Disko

O filmie "Hardkor Disko", zabijaniu mistrzów, teledyskach Masłowskiej i aktorstwie Anji Rubik rozmawiamy z reżyserem Krzysztofem Skoniecznym.
O filmie "Hardkor Disko", zabijaniu mistrzów, teledyskach ...
 fot. Bartosz Mrozowski

zobacz też: "W ciemności" od kuchni: była zajawka na gwarę [rozmowa z Krzysztofem Skoniecznym]



Krzysztof Skonieczny

pochodzi z Wrocławia, tu uczył się w liceum i studiował historię sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim. Skończył Akademię Teatralną w Warszawie. Grał m.in. w "Maratonie tańca" czy "W ciemności" Agnieszki Holland. Skonieczny założył też konglomerat artystyczny GłębokiOFF, który tworzy teledyski, na swoim koncie ma klipy m.in. do piosenek Doroty Masłowskiej, ukrywającej się pod pseudonimem Mister D., Moniki Brodki czy Kasi Nowoskiej. Ostatnio zadebiutował w roli reżysera pełnometrażowego filmu "Hardkor Disko".
W filmie "Hardkor Disko" pada pytanie: **
"Wolałbyś się spalić czy zamarznąć?". Jak to jest w twoim przypadku?**

- Zdecydowanie spalić. Ogień jest tak ekspansywny, drapieżny względem człowieka, nie do okiełznania. Spalenie kojarzy mi się z ogromnymi emocjami, namiętnościami. Ogień jest moją domeną, bo jest nieprzewidywalny. I tacy są też bohaterowie mojego filmu. A pytanie - "Wolałbyś się spalić czy zamarznąć?" - nie pojawiło się w filmie przypadkowo. Zadawałem je czasem, jak byłem młodszy. I ludzie odpowiadali zwykle tak, jak mówiła Ola z "Hardkor Disko", że woleliby zamarznąć. I tłumaczyli to zwykle tym, że w pewnym momencie robi im się ciepło, ten śnieg i mróz ich opatulają i są tym zamarzaniem odurzeni. A ogień boli i piecze, jest takim atakiem na twoją fizyczność.

Dużo jest twojej historii w tym filmie?

- "Hardkor Disko" na pewno nie jest filmem autobiograficznym, nie ma to nic wspólnego z moją rodziną. Chociaż rodzina była ważna przy jego tworzeniu, bo bardzo pomagała mi przy produkcji. W filmie możemy m.in. zobaczyć kasety VHS, które nagrywała moja mama, kiedy byliśmy z siostrą mali.

Co zainspirowało cię do stworzenia "Hardkor Disko"?

- Kiedy tworzyłem ten film, to miałem poczucie, że to jest ostatni dzwonek, żeby się wypowiedzieć i uchwycić jakąś energię, o którą ja dobiegając trzydziestki, jeszcze zahaczam. I film był taką próbą syntezy generacji, bez żadnych szumnych postulatów. Chciałem po prostu z rzeczywistości, z moich doświadczeń, wydestylować pewną esencję młodości i energię pochodzącą ze świata, który mnie otacza. Chciałem też, żeby ta cała sytuacja była uniwersalna. Stąd też w produkcji pojawia się Warszawa, Berlin i parę innych miejsc. Stworzyłem taką uniwersalną metropolię, która się rozwarstwia i rozlewa, jest nie do okiełznania. I ta historia mogłaby się wydarzyć w każdym zakątku świata.

Czytałam, że wchodzisz do kin z tym filmem "na pełnej kurwie". Na plakacie "Hardkor Disko" widnieje w końcu hasło: "Niesiemy dla Was bombę".

- To nawiązuje do naszego pokolenia, które charakteryzują określenia "albo grubo, albo wcale", "lato albo zima", "wszystko albo nic". Robimy "wjazd z buta", drzwiczki - jak w saloonie za nami - wibrują, pył w powietrzu się zatrzymuje. A wszyscy na nas patrzą i myślą sobie: "O co w ogóle chodzi?". A to jest nasz głos. To jest nasz czas, powinniśmy zabić mistrzów, odrzucić wszelkie sentymenty i zacząć mówić naszym głosem, głosem młodych. Nie możemy czekać, aż ktoś nam coś da, pozwoli zrobić. Jeżeli uważamy, że czegoś bardzo chcemy, a to przed nami po prostu leży, to nie czekamy, żeby ktoś nam to podał, tylko schylamy się i wyrywamy.

A hasło, które widnieje na plakacie - "Niesiemy dla Was bombę" - to tytuł utworu donGURALesko, który napisał po tym, jak zobaczył ten film sześć razy. Wzruszyłem się, kiedy go usłyszałem po raz pierwszy, bo Piotrek (DonGURALesko - przyp. red.) idealnie uchwycił energię tego filmu.

Film promuje też piosenka Doroty Masłowskiej "Chleb", w której wystąpiła Anja Rubik. Jak Wam się udało namówić top modelkę do zostania Princess Dresiarą?

- Anja Rubik okazała się najlepszą cząstką Rzeszowa, którą przeszczepiliśmy do Nowego Jorku i daliśmy światu. To dziewczyna o ogromnej wyobraźni, dystansie, poczuciu humoru i otwartości na tak nietypowe pomysły, jakim był ten klip. A wszystko zaczęło się od tego, że w jakimś wywiadzie Anja powiedziała, że zawsze ma książkę Doroty Masłowskiej w torebce. Dorota do niej napisała, Anja podobno zgodziła się na udział w teledysku. GłębokiOFF był już po słowie z Dorotą, jeśli chodzi o naszą współpracę, i ja później przejąłem tę sprawę i dalej namawialiśmy Anję na udział w teledysku. I nie trzeba jej było długo przekonywać, wysłałem scenariusz, kilka razy rozmawialiśmy...

Gorzej, że ona częściej lata samolotem, niż statystyczny Polak wychodzi na spacer. Trudno nam było zgrać się i znaleźć termin. Kiedy już straciłem wiarę i nadzieję na to, że to się uda, choć wiedziałem, że ona do tej roli jest idealna, nagle znalazł się termin i Anja specjalnie dla nas przyleciała do Polski z Paryża. W klipie obsypała się bułką tartą, tarzała się w niej i nurzała. Po czym wsiadła do ostatniego tego dnia samolotu, a na drugi dzień otworzyła Paris Fashion Week. Muszę przyznać, że jest świetną aktorką. Możliwe, że będę miał a propos niej jakieś plany w przyszłości.

Współtworzysz konglomerat głębokiOFF, który zrobił wiele dobrych teledysków. W "Hardkor Disko" muzyka też zajmuje ważne miejsce. Oglądając film czasami miałam wrażenie, że tworzą go takie teledyski.

- Ja się bardzo zżymam, kiedy słyszę takie uwagi, ponieważ w Polsce ewidentnie szwankuje coś, co w kinie europejskim jest fundamentem - opowiadanie obrazem, czyli po prostu teledyski. Mój warsztat i rzemiosło zbudowane na produkcji teledysków oraz pewne umiejętności, które dzięki temu nabyłem, chciałem zawrzeć w "Hardkor Disko". Poza tym rytm tego filmu, jego muzyczność odpowiadają czasom, w których żyjemy. I tak, muzyka jest jednym z głównych filarów tego filmu.

Ta produkcja ma też być takim lustrem dla widza, a to co widzi w tym lustrze, to jego indywidualna percepcja, doświadczenie, wrażliwość i wszystko, z czym przyszedł tego dnia do kina. Chciałbym, żeby widz w "Hardkor Disko" mógł odnaleźć siebie. Ja mu daję jakieś rewiry, wskazówki, buduję pewne ramy, ale interpretacja tego, co zobaczy, należy do niego. Bazuję na niedopowiedzeniu.

Jednym słowem nie podajesz nic na tacy.

- Po obejrzeniu "Hardko Disko" każdy z widzów ma mieć swoje pytania i, jeśli będzie potrafił, to odpowiedzi na nie. Nie jestem za dosłownością sztuki.

Za to jesteś za aktorem Januszem Chabiorem, który musiał się pojawić w "Hardkor Disko". Możemy go zresztą oglądać w większości produkcji głębokiegoOFF-u.

- Janek, jako twarz głębokiegoOFF-u, po prostu musiał wziąć udział w tej wyprawie, która jest zwieńczeniem pewnego etapu, który razem przeszliśmy. To także próba zagrania z jego wizerunkiem, zazwyczaj wciela się w czarne charaktery, a tutaj widzisz przyjemnego pana, który lubi żartować, jest dorobkiewiczem i cwaniakiem. Nawet jego filmowa partnerka (w tej roli Agnieszka Wosińska - przyp. red.) mówi o nim, że mąż może nie wygląda, ale jest architektem i oboje to obśmiewają.

Jest to więc też taka moja gra związana z obsadzaniem aktorów w polskim kinie. Dodam, że postacie były tutaj pisane pod konkretnych aktorów, wiedziałem, że wszyscy musimy się zsynchronizować, jeśli chodzi o wrażliwość, więc te wszystkie charaktery, które zgromadziłem w tej drużynie, są też współtwórcami tego filmu. Bo zarówno Marcin Kowalczyk, Jaśmina Polak, Janek Chabior czy Agnieszka Wosińska bardzo stroją i ze mną, i z Kacprem (Kacper Fertacz, autor zdjęć - przyp. red.) i Robertem Bolesto (współautor scenariusza - przyp. red.) i z innymi z naszej bandy.

Zrobiłeś ten film bez żadnych publicznych pieniędzy.

- Pieniędzy nie było, bo nikt o to nie apelował. Od samego początku chciałem zrobić duży niezależny film, który zachęciłby innych ludzi do robienia swoich rzeczy, a nie czekania w nieskończoność pod jakimiś gabinetami w kolejkach. Ludzie często robią swoje filmy po wielu latach od momentu, kiedy napisali scenariusz. I jak widzą ten film, to zadają sobie retoryczne pytanie: "Kurcze, czy ja takim film chciałem zrobić?".

A ja mój film opieram na szczerej i autentycznej energii. Nie chodziło mi oczywiście o to, żeby "wjechać z buta" w system, bardziej zależało mi na tym, żeby obejść to, co zastane, co ma swoja formę i zrobić coś zupełnie nowego. Jestem za pluralizmem i różnorodnością. W czasie robienia filmu mogliśmy pójść na jakieś kompromisy, ponieważ ten film spodobał się pewnym sponsorom czy instytucjom i była próba przejęcia go. A ja nie chciałem, żeby ktoś w to żywe mięsko ingerował. Poza tym dałem słowo ludziom, którzy robili ze mną film. Oni pewnie nie wzięliby udział w takiej produkcji pod banderą jakiejś instytucji. Ideą i domeną tego filmu jest prawda. I przez fałszywość działań moglibyśmy tę prawdę zbrukać. Więc do samego końca, choć było to bardzo trudne, bo była to swego rodzaju wojna, tę niezależność chcieliśmy zachować.

Musiałeś się nawet zapożyczyć.

- Tak. I było to bardzo symboliczne, bo w dniu wewnętrznej premiery dla ekipy, która odbyła się 18 marca, zrobiłem ostatni przelew i spłaciłem wszystkie długi. Część pieniędzy miałem, dostałem też wsparcie od rodziny, część pieniędzy pożyczyłem. Ale to było moje ryzyko związane z tym filmem. Bo to dziecko moje i mojej brygady, muszę je teraz wychować, ozłocić. Natomiast na horyzoncie pokazują się różne opcje odzyskania tych środków, a dodatkowo czerpania z tego korzyści i pchania kolejnych projektów.

Dużo czasu zajęło ci przygotowanie tego filmu?

- W maju 2012 roku zaczęliśmy pisać scenariusz, lipiec i sierpień to zdjęcia, potem postprodukcja i montaż. Następnie pojawiły się pewne propozycje kompromisów, na szczęście z nich nie skorzystałem. Następnie pojawiła się idealna opcja dystrybutora Gutek Film. Czyli od momentu rozpoczęcia pisania scenariusza do wejścia filmu do kin minęły niecałe dwa lata. To bardzo szybko jak na polskie warunki. To wręcz tempo ekspresowe, coś jak kredyty chwilówki.

Nie miałeś żadnych problemów przy tej produkcji?

- Trudności działają na mnie jak płachta na byka, jeśli ktoś mi stawia przeszkodę, to ja po prostu chcę ją przeskoczyć i zobaczyć, co jest po drugiej stronie. A co było najtrudniejsze w tym filmie? Chyba zachowanie wiary, bo ja przecież jestem kapitanem tego statku. Jeśli dryfujemy przez dłuższy czas, to ja muszę być ostatnią osobą, która przestanie wierzyć, że dopłyniemy do wyznaczonego wcześniej portu. Muszę być ostatnią osobą, która zejdzie z tego statku, nawet gdyby z wody wystawał tylko maszt, muszę wtedy tym ludziom mówić: "Czekajcie, wiem, że macie zgrabiałe od zimna i wody ręce, ale płyniemy, tam jest nasz wymarzony cel”. Na szczęście szybko okazało się, że pokłady tej wiary są nieprzebrane i z dobrą załogą można wszystko zrobić.

A czym tak naprawdę jest tytułowe "Hardkor Disko"

- Hardkor i disko to próba zderzenia dwóch pokoleń. Ujrzenia podobieństw i różnic, tego co nas przyciąga i oddziela. Hardkor, czyli słowo ze współczesnego slangu, które weszło do powszechnego obiegu, to coś związanego z adrenaliną, niebezpieczeństwem, coś nęcącego, ale też trochę przerażającego. Zaś disko to bardziej określenie z czasów moich rodziców. Z tym mi się kojarzy ciepło, bezpieczeństwo. Więc hardkor i disko to awers i rewers, to jing i jang. A mnie interesują tu punkty styczne i ta cienka, czerwona linia, która pomiędzy tymi dwoma punktami płonie.

A co teraz? Będziesz odpoczywał, czy zabierasz się do kolejnego projektu?

- Teraz muszę zdecydowanie odpocząć. Będę chodził tylko na pokazy mojego filmu i spijał śmietankę. Zerknę też na moje teledyski, jak sobie pięknie "rosną". Myślę o następnych projektach. Planuję, jeżeli dostanę prawa, adaptację zagranicznego komiksu science fiction, który musiałbym kręcić z rozmachem na paru kontynentach. Andrzej Żuławski był niewiele starszy ode mnie, kiedy nakręcił film "Na srebrnym globie". Ja też chciałbym swoją epicką rzecz stworzyć jak najszybciej. Ale jestem teraz troszeczkę wyjałowiony i muszę się naładować.

Rozmawiała Lucyna Jadowska

Wideo

Redaktor

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3