Katarzyna Miller Katarzyna Miller

(© Materiały prasowe)

Z Katarzyną Miller, psychoterapeutką i autorką poradników psychologicznych rozmawiamy o zdradzie - o tym, czy wybaczyć, kiedy warto dać drugą szansę i skąd bierze się w nas strach.

Zdrada to jeden z lejtmotywów naszego życia. Nieustannie obecny w literaturze, teatrze, kinie. W rozmowach kobiet. I… mężczyzn również. To jedno z najboleśniejszych doświadczeń, jakie mogą dotknąć człowieka, jednocześnie jednak zdrada – przez partnera, przyjaciół lub rodzinę – dotyka prawie każdego. Jak zatem uniknąć kolejnej? Jak dać sobie radę, kiedy nam się przydarzy?

Katarzyna Miller, psycholog i psychoterapeutka w poradniku o przekornym tytule "Kup kochance męża kwiaty" udowadnia, że ze zdrady można wyjść zwycięsko i mieć po niej jeszcze lepsze życie.

„Kup kochance męża kwiaty" to dość przewrotny tytuł. Zbulwersuje niejedną kobietę, która doświadczyła zdrady.

Taki był mój zamysł, żeby ten tytuł poruszał, nawet irytował te kobiety, które cierpią z powodu zdrady i czują się bezradne. I głównie reagują. Czyli podejmują nieprzemyślane, często niedobre dla nich decyzje z poziomu emocji: bólu, zawodu, wściekłości, chęci zemsty lub w poczuciu totalnej porażki i beznadziei. Decyzje należy podejmować po przekroczeniu fazy mocnych emocji. I mając narzędzia do ich podejmowania. A nie szastać się z bólu i rujnować do końca to, co i tak jest już bardzo naruszone, czyli stan całego związku, rodziny i jej członków. A najbardziej stan siebie samej.

Oczywiste, że przypadku zdrady zawsze najbardziej cierpi osoba zdradzona. I nie da się od tego cierpienia czy żalu lub przykrości uciec. Trzeba je przeżyć, nawet jak się tego bardzo nie chce. I można pozostać na poziomie poczucia krzywdy i zranienia, ale można też dorosnąć do mądrego obejrzenia całej sytuacji i wyciągnięcia jak najzdrowszych wniosków.

Weźmy pod uwagę, że zdrada pojawia się przecież tam, gdzie się coś psuje między partnerami (chyba że partner jest seksoholikiem). A to, czy jest dobrze, zależy od dwóch stron relacji.

Mam jednak wrażenie, że w swojej książce pisze Pani o zdradach tak, jakby w dzisiejszych czasach było to coś naturalnego.
Źle mnie Pani rozumie. Naturalne to złe słowo. Natomiast zdrada to coś powszechnego, tak.
Warto zauważyć, że dość często ludzie źle dobierają się w pary. Potem nie potrafią się dogadać. Ale co ciekawe, większość rozwodów to rozstania z inicjatywy kobiet.

Naprawdę?
Tak. Mężczyźni zazwyczaj nawet wtedy, gdy nie wszystko układa się dla nich dobrze, pozostają w związku. Może dlatego, że jest im wygodnie i nie chce im się znów inwestować w zdobycie nowej partnerki A może są bardziej realistami i nie zalewa ich taka tęsknota za miłością wiecznie romantyczną, o jakiej marzą kobiety. A przynajmniej wiele z nich. Czasem nawet nie rozumieją, o co kobiety mają pretensje. Pytają: "o co ci chodzi?". Kobiecie chodzi o mnóstwo rzeczy i jest rozgoryczona, że on jej wcale nie rozumie. (Uwaga! Nie mówię tu o sytuacjach, kiedy mężczyzna ewidentnie niszczy, poniża i wykorzystuje kobietę, bo to są specjalne przypadki, choć wciąż niestety zbyt liczne).

Dlaczego nie umiemy rozpoznać, czy partner/partnerka jest dla nas?
Przeważnie dlatego, że jesteśmy niedocenieni uczuciowo od dzieciństwa , a przez to - nieszczęśliwi. W domu rodzinnym często obserwowaliśmy ciche, zimne, złe dni między naszymi rodzicami. Ich brak wzajemnej miłości, lojalności czy tolerancji, nie mówiąc o sympatii. Nas traktowali zależnie od własnego stanu. Byliśmy bezradni. Obrywało nam się za ich nieszczęście. Nie umiemy nawiązywać relacji, ponieważ nikt nie nauczył nas tego, jak stworzyć dobry związek. W domu nie mieliśmy odpowiednich wzorców, a w szkole uczyliśmy się wielu niepotrzebnych rzeczy. Szkoła nie uczy tego, jak rozumieć świat czy tego, jak radzić sobie w związku.

Może powinno się wprowadzić do programu edukacji takie przedmioty, jak „rozwój osobisty" czy „zarządzanie czasem".

Z pewnością. Zresztą byli tacy nauczyciele, którzy wychodzili z taką inicjatywą. Ale jaką odpowiedź dostawali? "To nie mieści się w programie edukacji". Takie zmiany to niestety walka z wiatrakami, dlatego jedyne, co możemy teraz zrobić, to inwestować w siebie, w swój rozwój, uczestniczyć w warsztatach psychologicznych, czytać książki psychologiczne. Proszę zauważyć, że w polskim społeczeństwie mamy do czynienia z epidemią niskiego poczucia wartości.

A może decydują o tym także względy historyczne. Trudne życie w czasach PRL-u, komunizm, system, z jakim musieli zderzyć się nasi rodzice?

Tak, historia tworzy ludzi, a oni historię. Oraz kultura czasów, kraju, środowiska. Rodzice to tuba kultury. I trzeba oczywiście wziąć pod uwagę, że są ofiarami systemu, a także swoich rodziców, którzy też nie przekazali im wszystkiego, co potrzebne do rozwijania poczucia własnej wartości. Ale co z tego, że to rozumiemy, skoro to dalej działa i ciągle przysparza nowych ofiar. A zdradzani jesteśmy nieustannie od dziecka, o czym piszę na wstępie. I dlatego tak bardzo nas boli,że zdradza nas ukochany, który przecież miał nas po tym wszystkim uratować.

Można dojść do smutnego wniosku, że nie mając odpowiednich wzorców, jesteśmy skazani na nie w pełni satysfakcjonujące życie, że być może nie uda nam się stworzyć dobrego związku?

Tak stawiając sprawę przyjmuje pani typową postawę ofiary. Nie jesteśmy wcale na to skazani. Uda się nam tyle, ile włożymy własnej pracy w rozwój. Dlatego zachęcam do uczestnictwa w warsztatach czy czytania książek psychologicznych, z zakresu rozwoju duchowego, które mogą nas nakierować na odpowiednią ścieżkę i pozwolić lepiej poradzić sobie ze sobą i życiem. Nikt za nas tego nie zrobi, sami musimy nad sobą pracować. Oczywiście, nawiązując do baśni o Jasiu i Małgosi, łatwiej iść razem przez ciemny las, ale nie można zdawać się tylko na Jasia.

Ale mimo wszystko odczuwamy strach, że jednak się nie uda.
Strach jest w ludziach jest od początku świata. Baliśmy się wszystkiego. Ciemności, zwierząt, żywiołów. Ludzkie życie ciągle pełne jest niepokoju. Boimy się też ludzi, bo wiemy do czego są zdolni. Ale wiemy też, że są zdolni również do rzeczy wspaniałych. Jednak jeżeli nie dostaliśmy dobrych odpowiednich wzorców od rodziców, bywa ciężko. Mimo wszystko udaje nam się, jeżeli spotkamy na swojej drodze jakiegoś dobrych przewodników, pomocnika: trenera, babcię, starsze rodzeństwo, mądrego nauczyciela. Ale trzeba mieć szczęście.

Mężczyźni boją się związków?

Mężczyźni dziwnie chętnie wypisują się z odpowiedzialności. Świat ich przerósł. A kobiety podejmują coraz większą odpowiedzialność życiową, ale intymnie często wikłają się w relacje, które nie zawsze im służą. Bo nie wierzą w siebie. Szukają poczucia własnej wartości w mężczyźnie, co jest ogromnym błędem. On ma dać to, czego np. nie dał tata. Proszę mi powiedzieć: która kobieta słyszała od ojca, że jest piękna?

To się rzadko zdarza.
Prawda? Skądś pani to wie. A z kolei matki straszą nas i zakazują, żeby nie za szybko, nie z tym itd. A przecież chodzi o to, że musimy się sprawdzić. Czego chcemy? Jakie jesteśmy? Czego potrzebujemy? Jak to jest z mężczyzną? Zobaczyć, czy do siebie pasujemy. Z jednym warto mieć romans, z innym dzieci. Rzadko się zdarza, żeby to się dało połączyć.

W książce opisuje Pani różne typy kobiet: świętą naiwną, najświętszą ofiarę, kobietę niezależną, sierotkę, laseczkę, królową śniegu i cwaną bestię. Ale przecież w życiu nie ma jednoznaczności. Niektóre kobiety to miks kilku z tych typów.

Oczywiście, to tylko przykłady, ale ma pani rację, każda kobieta to miks kilku takich typów.

Ale o zdradzie pisze Pani w ten sposób, jakby - niezależnie od tego, jaki charakter i osobowość reprezentujemy - była ona czymś, co na pewno nam się przytrafi.

Na pewno to wszystkim nam przytrafi się tylko śmierć. I kupią nam wtedy kwiaty. Nie mówię, że zdrada musi się nam przytrafić. Ale nie można jej wykluczyć, zwłaszcza jeżeli dwie bliskie osoby przestają się ze sobą dogadywać i dobrze czuć i wiedzieć ,że na pewno warto być razem „na dobre i złe”. I jedna z tych osób nie chce czekać na lepsze, które może nie nadejdzie, tylko łapie inną okazję, żeby się pocieszyć. Robią to i mężczyźni, i kobiety, ale ta książka jest dla kobiet.

A jak jest z tymi kwiatami dla kochanki?

„Kup kochance męża kwiaty" to tytuł, który ma prowokować. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby widząc męża ze swoją najlepszą przyjaciółką w łóżku lub z obcą babą, obrzucić ją kwiatami. Ale można to zrobić wtedy, gdy zdradzona kobieta godzi się na to, by partner do niej wrócił. Bo on chce. Chce naprawdę. I chce ją przekonać, a ona chce zrozumieć, jak istotne jest to, że on do tej innej nie odszedł. I kiedy okazuje się, że chociaż doszło do zdrady, to właśnie dzięki tej kochance dawny związek ożywa na nowo. Bo trzeba wtedy pewne rzeczy przeformułować. Zacząć robić inaczej. Uważnie, ciepło, z wzajemną troską o siebie. Z nową miłością. Łatwe to nie jest, ale fascynujące.

Powinno się wybaczyć zdradę? Przecież zdrada to coś, po czym trudno zaufać jeszcze raz.

Kobiety czasem twierdzą, że nigdy nie wybaczyłyby zdrady. Ale takie deklaracje są puste, o ile same tej zdrady nie doświadczyły. Można wybaczyć zdradę, jeżeli partner zobaczył, że tak naprawdę docenia swoją partnerkę, a do skoku w bok doszło dlatego, że pojawiła się jakaś pustka, brak. W dodatku taki brak, że on woli, żeby go tak naprawdę wypełniła jego stała kobieta… I o ile pan żałuje tego, co zrobił i chce odnowić relację ze swoją panią, naprawić to, co się stało, to wtedy - jeżeli kobieta też tego chce - można i warto odbudowywać relację.
Czasem jest tak, że partner, który zdradził, już nie chce wracać. Wtedy trzeba przeżyć całkowitą stratę. Ale jeśli zostaje i chce wyrównać zadany ból, nie warto pogrążać się w cierpieniu na stałe lub oddać się wściekłości i furii zemsty. Ale jeśli kobieta dysponuje tylko takimi reakcjami to jak można z nią zawiązać dobry, pogodny związek?
Mam, co mnie niebywale cieszy, dużo przekazów od czytelniczek, że ta książka pomogła im uchronić się od pożarów i zgliszcz po zdradzie, że odrodziły się ich związki. Najbardziej cieszę się, kiedy dziękuje mi za to uratowana przed rozpadem para. I kiedy roześmiana kobieta na koniec opowieści dorzuca: i wie pani posłałam jej kwiaty i czułam się z tym wspaniale.

Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała
Kinga Czernichowska

Katarzyna Miller – psycholożka, psychoterapeutka, filozofka i poetka z ponad trzydziestoletnią praktyką terapeutyczną w zakresie terapii indywidualnej, małżeńskiej i grupowej. Na stałe związana ze magazynem „Zwierciadło". Wykładowczyni na podyplomowych Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim oraz na licznych warsztatach rozwojowych dla kobiet. Autorka i współautorka wielu książek, m.in. "Nie bój się życia", "Królowe życia i król", "W życiu jak w kinie", "Chcę być kochana tak, jak chcę. Rozmowy terapeutyczne", "Seksownik".

Urząd miasta

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!