Iwona Demko to jedna z najbardziej kontrowersyjnych polskich rzeźbiarek. Była już prostytutką w Częstochowie, a ostatnio we Wrocławiu pokazała "Kaplicę Waginy".

Zobacz też inne: Rozmowy MM


Artystka jest dobrze znana z projektów wkraczających w szeroko pojętą sferę tabu. W 2012 roku uzyskała tytuł doktora ASP w Krakowie, gdzie wykłada. Na obronie pracy przedstawiła projekt "Kaplica Waginy". W 2013 roku w witrynie pubu w Częstochowie zorganizowała performance, w którym wcieliła się w rolę prostytutki.

10 stycznia Iwona Demko odwiedziła Wrocław. W CoffePlanet krakowska rzeźbiarka zaprezentowała pracę "Kaplica Waginy". Na miłośników sztuki współczesnej czekała także jej kolekcja Ana-Suromai (podnoszące spódniczki lalki, które w starożytnym geście błogosławią świat).

Z Iwoną Demko rozmawialiśmy o prostytucji, miłości do koloru różowego i ideale mężczyzny.

Do Wrocławia przyjechałaś z "Kaplicą Waginy". Myślisz, że znajdzie tu swoich wyznawców?


- Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to proste zadanie. W naszej kulturze przedstawianie kobiecych genitaliów, w dodatku w pracy pod tytułem "Kaplica Waginy", jest kojarzone jedynie z chęcią szokowania i prowokacji. Dlatego pierwszą reakcją ludzi jest odrzucenie. Większość odbiera mój projekt jako atak na religię katolicką. Ludzie odczytują go w kontekście kultury, która nas otacza. Ja chcę jednak powiedzieć coś innego, niż ludziom się wydaje. Sięgam do bardzo odległych czasów i zapomnianego kultu waginy, kiedy była ona nie tylko symbolem płodności, ale również szczęścia i zdrowia. Wagina chroniła przed złymi mocami czy wrogiem. Kojarzyła się z szacunkiem, ponieważ byłą bramą, przez którą każdy człowiek przychodzi na świat, była miejscem magicznym, czczonym. Dzisiaj nikt już o tym nie pamięta.

"Kaplica Waginy" jako praca doktorska to dość odważne posunięcie. Bałaś się?


- Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Mój projekt nie mieścił się w normach akademickich. Złamałam wszystkie granice, jakie obowiązywały na ASP. Do wyboru miałam zrobienie czegoś, co mnie fascynuje i wydaje mi się bardzo ważne albo czegoś, co zupełnie nie jest moje. Musiałam zaryzykować.

Komisja oceniająca, złożona prawie wyłącznie z mężczyzn, była kolejnym wyzwaniem?


- Przed obroną sprawdziłam kadrę pedagogiczną na ASP w różnych miastach. Stosunek zatrudnionych mężczyzn do zatrudnionych kobiet jest wszędzie podobny do tego, jaki jest na naszym wydziale. Na 33 osoby zatrudnione jest 27 mężczyzn i 6 kobiet. Trudno jest bronić pracy dotyczącej kobiety wśród mężczyzn. Oni rozumieją waginę tylko w aspekcie seksualnym. Dla nich nie ma ona innego kontekstu. Nie umieją myśleć o niej w inny sposób.

Myślisz, że "Kaplica Waginy" zmieni coś na krakowskiej ASP?


- Na pewno. Ale zmiany nie zachodzą z dnia na dzień. Wiem, że były osoby, które odebrały moją obronę jako akt odwagi. Niektórzy przychodzili do mnie i mówili, że w swojej twórczości postanowili być teraz bardziej odważni.



Kaplica Waginy

Kliknij, aby zobaczyć wybrane prace Iwony Demko

Planujesz dalszą karierę na uczelni?


- Tak. Doktorat poświęciłam waginie, a habilitacja będzie z tematu prostytucji.

Nad czym dokładnie pracujesz?


- Obecnie zbieram zdjęcia do wystawy. Chcę stworzyć katalog z wyznaniami prostytutek. Nie interesuje mnie to, co one robią, ale to, co czują, bo to jest najważniejsze. Emocje chcę skonfrontować z ofertą erotyczną, wzorowaną na łączach internetowych z anonsami erotycznymi. Jednak chciałabym, aby bohaterkami zdjęć z oferty były kobiety, które nie mają nic wspólnego z prostytucją.

Jak się czujesz z takimi tematami?


- Kiedy robiłam prace, dotyczące afirmacji waginy, to czułam się coraz silniejsza - mocna jak czołg. Kiedy zaczęłam zajmować się prostytucją, czuję się jak przejechana przez czołg.

Skąd inspiracja do tworzenia tak kontrowersyjnych prac?


- Zaczęło się od książki Catherine Blackledge "Wagina. Kobieca seksualność w historii kultury". Pod jej wpływem zrobiłam "Waginatyzm – od profanum do sacrum". Myślę, że inspiracji z niej zaczerpniętych starczy mi na całe życie. Uważam też, że ta książka powinna być lekturą obowiązkową w szkole.


Lubisz ryzykować?


- To zależy od sytuacji. Przy podejmowaniu niektórych decyzji jestem bardzo odważna, przy innych wcale.

A w sztuce?


- Sztuce poświęcam najwięcej czasu. Lubię przygotować się teoretycznie do poruszanego w moich pracach tematu. Dużo czytam, oglądam, obserwuję. Zagłębiam się mocno w temat. To zmienia moje myślenie. Dlatego te decyzje, z mojego punktu widzenia, nie są odważne, wynikają z wiedzy, którą zdobywam. Szokujące są dla innych. Tych, którzy nie mają pojęcia, o czym próbuję opowiedzieć.

Jak na twoją sztukę reagują rodzice?


- Moi rodzice są bardzo otwarci i tolerancyjni. Zawsze mi powtarzali, że dla nich najważniejsze jest to, żebym była szczęśliwa. Tata chyba nie rozumie tego, co tworzę. Wolałby, żebym rzeźbiła jak Michał Anioł. Jednak nigdy nie dał mi do zrozumienia, że nie akceptuje moich decyzji. Mama na początku reaguje tak, jak większość. Pyta przerażona, co ja znowu wymyśliłam, a kiedy jej już wszystko wytłumaczę, zawsze akceptuje moje działanie, wspierając mnie psychicznie, a czasami nawet fizycznie. Mam w rodzicach duże wsparcie i to jest dla mnie ważne.

A jak do twoich prac podchodzą obcy ludzie?


- Mężczyźni często się uśmiechają, bo wydaje im się, że wreszcie znalazła się nimfomanka, która jest w stanie mówić otwarcie o "tych sprawach". Jak się okazuje, że chodzi o coś więcej, zazwyczaj są zdziwieni. Dlatego zawsze opowiadam o projekcie na wernisażu. Zależy mi, żeby ludzie wiedzieli, co kieruje mną w pracy. Poza tym zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo nieliczni są w stanie właściwie odebrać to, co robię bez mojego tłumaczenia.

Narzucasz gotową interpretację?


- Podaję raczej informacje, o których niestety nikt nas nie uczy w szkole. Każdy oczywiście ma prawo uważać, co chce. Ale jeśli oferuję zmianę sposobu myślenia na temat waginy z negatywnego na pozytywny, to zwykle spotykam się z przyjaznym odbiorem.

Mówią o Tobie, że jesteś "opętana różem". Kolor był świadomym wyborem?


- Przez długi okres swojego życia odrzucałam róż. Dokładnie przez 26 lat. Uważałam, że jest kiczowaty. Być może wypierałam swoją kobiecość, czując, że to coś gorszego. Dyplom na ASP był pierwszą pracą, którą wykonałam w kolorze różowym. Potem stwierdziłam, że ten kolor ma w sobie moc. Teraz używam go jako manifestacji kobiecości.

Twoim zdaniem seksualność w Polsce jest tematem tabu?


- Nie tylko w Polsce. Nasze pojęcie o seksualności jest na poziomie przedszkolaka. Myślimy, że wszystko wiemy, a tak naprawdę nie wiemy nic. Niby nie mamy problemu z mówieniem o takich sprawach jak seks czy wagina, a kiedy tylko otwieramy usta, okazuje się, że ciężko nam wydobyć słowo.

Ile jest w tobie feministki?


- Tysiąc procent. Jestem przekonana, że każda kobieta jest feministką, tylko nie każda o tym wie, bo nie każda wie, czym tak naprawdę jest feminizm. Dla mnie feminizm to przede wszystkim prawo wyboru, które nawiasem mówiąc powinien posiadać każdy, nie tylko kobiety.

A jak słyszysz słowo "mężczyzna", to co ci przychodzi do głowy?


- To, że to my same wpływamy na to, jaki jest dla nas mężczyzna. I to, że żałuję, że dowiedziałam się o tym tak późno.

Masz swój ideał?


- Mam. W tym tkwi problem. Wbrew pozorom dobrze jest nie wiedzieć dokładnie, czego się chce. Ja sprawdzam każdego mężczyznę według swojej listy. Kiedy coś mi nie pasuje, od razu go wykluczam, bo szkoda mi czasu. W ten sposób mogę eliminować bardzo fajnych mężczyzn.

A czym dla ciebie jest kobiecość?


- Swoją kobiecość definiuję bardzo egoistycznie - to, co czuję, myślę - to jest kobiecość. To sprawa bardzo indywidualna. Dla każdego będzie to coś innego i nie szukałabym definicji. Zanim człowiek do niej dojdzie, musi dojrzeć. Myślę, że kobiecość zaczyna się koło czterdziestki, wtedy, kiedy kobieta jest w stanie wsłuchać się w siebie i w to, czego pragnie, a nie w to, czego oczekują od niej inni.


Rozmawiała: Agnieszka Gałczyńska

 

Prace Iwony Demko można było zobaczyć m.in. w Norymberdze ("Obsession"), Wrocławiu ("Krakowianka"), Poznaniu ("Waginatyzm") czy Łodzi ("Duma i Uprzedzenie").

 

Poniżej performance Iwony Demko pt. "Kobieta na sprzedaż":






Wiadomości Wrocław, Wydarzenia Wrocław

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!