Makis Tsitas spotkał się z czytelnikami na „Greckim popołudniu” w Klubie Proza we Wrocławiu Makis Tsitas spotkał się z czytelnikami na „Greckim popołudniu” w Klubie Proza we Wrocławiu

(© Marta Andrzejewska)

Makis Tsitas, autor "Bóg mi świadkiem" opowiada o swoim (dość dziwnym) bohaterze i pułapkach kapitalizmu. Powieść ukazała się nakładem Wydawnictwa Książkowe Klimaty, w tłumaczeniu Michała Bzinkowskiego.

Czy bohater Pana książki jest personifikacją Grecji?
Nie, niekoniecznie. Mój bohater, Chrysowalantis, należy do grupy bardzo konserwatywnych Greków. Nie jest typowym, przeciętnym Grekiem. Ale obserwując jego historię, w jakiś sposób odczytujemy najnowszą historię Grecji.
Ma 50 lat i trzy miesiące, nic mu w życiu nie wyszło. Sam jest sobie winny?
Tak, jest to człowiek, który wiele przeszedł i przecierpiał. Jego cierpienie zaczęło się od momentu narodzin. Dotyczyło rodziny i szkoły. Kiedy w szkole spotyka się z niezrozumieniem ze względu na jego tuszę i to nie skończyło się właściwie nigdy. Stał się bezrobotny w czasach, kiedy to wszyscy Grecy mieli dobrze płatne posady. I to sprawia, że wydaje się tak nieszczęśliwy. Poza tym pojawiają się również problemy zdrowotne, dotykają zdrowia fizycznego i psychicznego. Chodzi do psychiatry i bierze leki. To osoba, która ma bardzo wiele problemów.
Jest bardzo wierzącym chrześcijaninem?
Wierzy bardzo głęboko, ta wiara wywodzi się z tradycji rodzinnych. Samo jego imię wskazuje na to, że jego rodzina jest głęboko związana z kościołem i wiarą. Cokolwiek robi w życiu, to ma związek z Bogiem. Rozmawia z Nim, modli się do Niego, obawia się Boga. Próbuje uniknąć piekła i zyskać miejsce w raju.
Chrysowalantis nie jest typowym Grekiem, ale jest podobny do wielu moich polskich znajomych, którzy nie mają 50 lat, ale za to toną w długach, bo skorzystali z kart kredytowych hojnie rozdawanych przez banki. Nie znajdują też szczęścia w miłości. Grecy i Polacy są najwyraźniej bardzo podobni do siebie, a na pewno mają podobne problemy…
Częścią konserwatywnego spojrzenia na świat Chrysowalantisa są ksenofobia i rasizm. Grecy wielokrotnie pokazali, że nie mają ksenofobicznego podejścia do ludzi w czasach kryzysu uchodźczego. Poglądy Chrysowalantisa nie są oznaką przynależności do średniej greckiej, ale jego sytuacja finansowa, tonięcie w długach – to się przydarzyło większości Greków. Ale to jest ogólna pułapka systemu kapitalistycznego.
Z wrocławskim Instytutem Grotowskiego często współpracuje sławny grecki reżyser Teodoros Terzopulos. Pamiętam, jak kiedyś opowiadał o konsumpcjonizmie Greków, którzy kupowali na co dzień na przykład 4 czekolady, zamiast jednego batonika. Mówił, że tak się zaczęły kłopoty.
Zaczęło się to w latach 80., kiedy Grecy zaczęli brać za dużo pożyczek, kredytów i wydawać pieniądze bez stawiania górnej granicy. Każdego dnia banki dzwoniły do klientów ze świetnymi ofertami: można było wziąć kredyt na wakacje, dom, wyjazd, Boże Narodzenie, Wielkanoc, cokolwiek. I dlatego przyszedł kryzys. Ludzie, którzy mieli niskie zarobki, jeździli drogimi samochodami, mieli piękne domy i różne rzeczy, na których utrzymanie ich nie było stać.
To tak bardzo przypomina naszą sytuację, że czytając Pana książkę, miałam wrażenie, że zagłębiam się w polską historię.
Polska jest siódmym krajem, w którym ukazało się tłumaczenie mojej książki. Wszędzie ludzie mówią, że Chrysowalantis mógłby być mieszkańcem ich kraju. To efekt globalizacji.
Pisze Pan książki dla dzieci?
Jestem przede wszystkim pisarzem dziecięcym. Napisałem osiemnaście książek dla najmłodszych czytelników, dla dorosłych tylko trzy. Piszę dla dzieci, śmieję się i przypominam sobie własne dzieciństwo. Pierwszą książkę dla dzieci napisałem, kiedy sam miałem 18 lat, w wieku, kiedy sam wyrosłem z dziecięcych lat, nie miałem dziecka, a chciałem zobaczyć, jak dzieci funkcjonują. Ale uważam, że tak samo przyjemnie spędza się czas, pisząc dla dzieci i dla dorosłych. Bo nieważne, ile lat ma nasz bohater i czytelnik, ważne i interesujące jest „wejście” w umysł bohatera. Dzięki temu można poznać, w jaki sposób myśli pięćdziesięcioletni mieszkaniec Aten, a w jaki sposób mała dziewczynka we wsi.
Literatura dzieli się na dobrą i złą, a nie dla dzieci i dla dorosłych?
Tak. Kiedy ktoś mnie pyta, czym się zajmuję, odpowiadam, że jestem pisarzem. Nie mówię: „pisarzem dla dzieci”, albo „pisarzem dla dorosłych”. Jeśli książki dla dzieci pisze się z całą starannością, to powstaje po prostu dobra literatura.
Dlaczego napisał Pan książkę o Chrysowalantisie? Trudno go lubić, choćby dlatego, że ma okropny stosunek do kobiet.
Bardzo trudno jest napisać o antybohaterze. Gdybym miał napisać książkę detektywistyczną, to raczej z perspektywy mordercy, nie ścigającego go policjanta. Pisząc „Bóg mi świadkiem” chciałem wykorzystać grę językową, ale też zaprosić czytelnika do gry. Są w niej więc komiczne i dramatyczne elementy. Chrysowa-lantis mówi źle o kobietach, o innych ludziach, ale widzimy, że to osoba z trudnościami. Nie jest psychicznie zrównoważony, nawet rodzina go zdradza, wyrzucając z domu, więc jego los jest godny pożałowania. Tak naprawdę nikogo by nie skrzywdził, mówi to wszystko, bo jest zły. Obraża kobiety, ale przecież nie nie potrafi bez nich żyć.
Fot. Marta Andrzejewska

Czytaj także

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!