Film "W spirali": Ciągle jestem w drodze

Małgorzata MatuszewskaZaktualizowano 
Konrad Aksinowicz (po lewej) i Tamir Halperin
Konrad Aksinowicz (po lewej) i Tamir Halperin materiały prasowe
O podróżach życia, niezależności podczas tworzenia filmów, adrenalinie podczas grania koncertów opowiada Konrad Aksinowicz [rozmowa NaM]

Czy Pan jest ciągle w drodze, jak bohaterowie Pana filmu „W spirali”? To litemotiv życia?
Może podświadomie tak? Moja podróż australijska była odyseją 19-letniego chłopca, który pojechał sam na Antypody. Wyjechałem z powodu totalnego buntu. W czasach licealnych, w których bunt przeżywa większość młodych ludzi, byłem chyba zbyt „zamroczony”, żeby się buntować. Pomagało mi w tym kino, chodziłem do wrocławskich kin i do Klubu AKF Fosa przy Politechnice Wrocławskiej. Chciałem być filmowcem. Jednak, kiedy zetknąłem się z różnymi barierami, nie dostałem się do szkoły filmowej, stało się dla mnie oczywiste, że trzeba pojechać jak najdalej, żeby odkryć siebie. Po sześciu latach wróciłem. Najcenniejsze życiowe lekcje dostałem w Australii, byłem tam bez Internetu, Skype’a, możliwości spotkania się z rodziną, a przecież jestem jedynakiem. Myślę, że to wszystko miało na mnie ogromny wpływ. Czy ja do końca wróciłem? Czasem myślę, że nie.

Spotykał się Pan tam z filmowcami?
Jerzy Domaradzki, polski reżyser pracujący w Australii, powiedział mi: „nie możesz być tu i tam. Albo w Australii robisz filmy australijsko-amerykańskie, albo jesteś w Polsce i robisz takie filmy, jak Jan Jakub Kolski. Nie ma nic pomiędzy”. Tę lekcję dostałem chyba dwa tygodnie po przyjeździe do Australii. Miałem 25 lat, pracowałem na uniwersytecie Sydney Union, zaopatrywałem campus w gazety, chodziłem na imprezy 7-letnich pań, które pracowały tak samo, jak ja. Strach przed tym, że mogę nigdy nie robić filmów i będę chodzić na te imprezy do końca życia, spowodował decyzję o reemigracji.

Trudno było?
Z lektur dowiedziałem się, że jest trudniejsza niż emigracja. A na własnej skórze przekonałem się, że to prawda. Miałem 25 lat, wróciłem do Wrocławia bez niczego, moja rodzina się rozpadła, mama rozwiodła się z ojcem, nie miałem nawet swojego pokoju. Załamałem się.

Bohaterowie Pana filmu zabierają autostopowicza. To nawiązanie do „Noża w wodzie”?
Każdy film, którego bohaterami są trzy osoby, a jedną z nich jest autostopowicz, w Polsce będzie się kojarzył z „Nożem w wodzie”. Wiedziałem, że tak się może zdarzyć. W „Nożu w wodzie” padają słowa: „przejechałbym szczeniaka, a odpowiadałbym za człowieka”. W moim filmie nie ma „szczeniaka”, jest natomiast mędrzec z amerykańskimi korzeniami. Wiem, jak to jest być outsiderem na ziemi niczyjej. Tamir jest pochodzenia żydowskiego, ale w filmie nie została określona jego narodowość. Jest filosemitą, tak siebie nazywa – osobą, która wykorzystuje fakt, że ludzie lubią Amerykanów i potrafią ich zabrać w podróż. Tamir jest naturszczykiem, nie został wykreowany dla potrzeb filmu. Potraktowałem go dokumentalnie. Ma taki system wartości, jak jego filmowy bohater. To bardzo niezależny film i mogłem sobie pozwolić na tego typu zabieg.

Niezależny, to znaczy?
Nie był finansowany przez instytucje, które miałyby jakąkolwiek możliwość ingerencji w scenariusz. Pytano mnie, dlaczego to jest taki mały film. Jest mały, bo nie kosztował 4 mln złotych lub więcej, jest skromny. Jako filmowiec mogę eksperymentować, nie muszę mieć nad sobą ekspertów mówiących mi, że tak nie powinno się robić. Chcę szukać cały czas. Dziś nie patrzę za siebie, idę prostą drogą przed siebie.

Jednak na chwilę popatrzmy. Pan to rocznik…
...1978.

Jakie Pan ma korzenie kulturowe?
Moja mama jest aktorką lalkarką z Wrocławskiego Teatru Lalek, ojciec był aktorem Teatru Kalambur. Wychowywałem się między teatrem dziecięcym i baśnią, a teatrem otwartym. Otwartym, bo do Kalambura każdy mógł przynieść swój scenariusz, Bogusław Litwiniec realizował, a ja oglądałem. Pomiędzy jednym teatrem a drugim był czarno-biały telewizor, w którym leciały programy: Muppet Show, Lady Pank, a w kinie Mozaika oglądałem „Gwiezdne wojny”. Zakochałem się w tym świecie, chciałem być muzykiem, reżyserem, aktorem. Kiedy miałem 16 lat, okazało się, że reżyseria to odpowiednia profesja, by robić swoje.

Co po zrobi po „W spirali”?
Realizacja pomogła mi otworzyć się na doświadczenie filmowe. Jestem laureatem konkursu SCRIPT PRO, mój scenariusz „Powrót do Legolandu” dostał trzecią nagrodę. Za rok będę realizować film o dorosłych dzieciach alkoholików. Brzmi to bardzo poważnie, ale chcę stworzyć opowieść w klimacie peerelowskim, nieco sentymentalnym, może w nastroju podobnym do tego w „Chłopcach z ferajny”. Pokażę środowisko chłopaków którzy spędzili na podwórku najlepsze czasy z marzeniami o magnetowidzie, klockami Lego, a przy okazji borykali się z pijącą rodziną. W Polsce nie ma takiego filmu, może trochę o tym mówi obraz „Kochankowie mojej mamy” pana Radosława Piwowarskiego, który obejrzałem, ale moja historia będzie opowiedziana z zupełnie innego punktu widzenia. Chcę namówić osoby, które mają dziś problemy ze sobą, żeby zrozumiały, że być może wpływ na to ma ich przeszłość. Mój ojciec pił, dopiero w wieku 30 lat, po przejściu terapii grupowej, zrozumiałem mnóstwo rzeczy, uznałem, że mogę swobodnie chodzić po ziemi. Przywiązanie syna do ojca, dziecka do rodzica jest silne i nieodwracalne, potrzeba rocznej terapii grupowej, w której człowiek może w końcu zrozumieć, że może poruszyć jakieś struny. Dokonałem tego i chcę, żeby ludzie zobaczyli, że mogą zająć się sobą. Uratowanie duszy jest tak samo ważne, jak dbanie o serce.

Zostaje Pan w Polsce?
Jestem już ponad 10 lat, chcę tu robić filmy, jeśli uda się zrobić za granicą sf, które kocham, to będzie dobrze.

Nie uwierzył Pan Jerzemu Domaradzkiemu?
On mówił o życiu w jednym lub drugim miejscu. Mogę robić filmy w każdym zakątku kraju, ale baza powinna być jedna. Jerzy Domaradzki przeżył moment, w którym był trochę tu, a trochę tam i zrozumiał, że trzeba być tylko tam.

Na czym polega emigracja?
Człowiek ma się łączyć z ludźmi, mają powstawać przyjaźnie. W Polsce mam ludzi, którym ufam, lubię ich. W Polsce czuję się dobrze. Mieszkam w Warszawie, Wrocław traktuję sentymentalnie.

Nie chciał Pan tu wrócić?
Po pobycie w Australii trudno było tu zamieszkać. Sydney znam jak własną kieszeń, przez sześć lat nie wyjeżdżałem stamtąd, pracowałem i uczyłem się. W Warszawie kontynuuję adaptację, spotkania z ludźmi, jestem też muzykiem, mam swój zespół AKX. Rozwijam się. Muzyki uczyłem się przy ulicy Łowieckiej we Wrocławiu. Z AKX wystąpiliśmy na Męskim Graniu, Warner wydał pierwszą naszą płytę, teraz nagrywamy kolejną.

Tworzenie muzyki to zupełnie coś innego, niż filmu, prawda?
To inne doświadczenie, polegające na żywiole. Kiedy oglądam gotowy film, mogę się tylko uśmiechnąć i pójść na kawę, bo wszystko zostało zrobione i nic się nie da zmienić. A kiedy jestem na scenie, jest publiczność, scena, płynąca od niej energia, jest adrenalina. To jest pociągające, bo w niczym nie przypomina siedmiu miesięcy siedzenia nad scenariuszem lub montażem, nie mówiąc o 12-godzinnym planie filmowym z niekończącymi się próbami. Koncert to „tu i teraz”, które bardzo sobie cenię. Chciałbym mieć więcej muzycznych możliwości, na razie parę koncertów zagrałem, ale to jest tak ekscytujące, że chciałbym zrobić więcej na muzycznej scenie.
CZYTAJ
Film "W spirali" w kinach: film Konrada Aksinowicza, z Kasią Warnke, Piotrem Stramowskim, Tamirem Halperinem oraz Olgą Bołądź, można obejrzeć we wrocławskich kinach (od 24 do 30 czerwca):
Kino Nowe Horyzonty, ul. ul. Kazimierza Wielkiego 19-21a
pt., ndz. 20:30 sob. 17:45 pon., wt. 18:15 śr. 20 czw. 18:30
DCF, ul. Piłsudskiego 64a
pt., sob., ndz., śr., czw. 10, 17:15 pon., wt. 9:45, 17:15

polecane: FLESZ: Wybory do Parlamentu Europejskiego. To musisz wiedzieć.

Wideo

Materiał oryginalny: Film "W spirali": Ciągle jestem w drodze - Wrocław Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3