Cirque du Soleil

Kanadyjski Cirque du Soleil zaprezentuje w kwietniu w Hali ... (© mat. prasowe)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Słynny Cirque du Soleil zaprezentuje w Hali Stulecia sześć spektakli pt. "Dralion". Na scenie zobaczymy 50 akrobatów, gimnastyków i wokalistów. 3 kwietnie pierwsze przedstawienie.

Cyrk Słońca - Cirque du Soleil, "Dralion", Wrocław, Hala Stulecia, 3 - 6 kwietnia 2014


Słynny kanadyjski cyrk założyli w 1984 r. uliczni cyrkowcy Guy Laliberté i Gilles Ste-Croix. Ich pierwsze spektakle przyciągały zaledwie garstkę widzów, ale z każdym nowym przedstawieniem poszerzało się grono miłośników Cyrku Słońca.

Przez 30 lat popisy grupy akrobatów, gimnastyków i wokalistów obejrzało na żywo na świecie 15 mln osób. Obecnie Cyrk jest wielką organizacją, zatrudniającą pięć tysięcy osób, w tym ponad 1200 artystów z niemal 50 różnych krajów.

Czytaj: Józef Kania z brytyjskiego "Mam Talent" we Wrocławiu [bilety, koncert]


Cirque du Soleil w kwietniu odwiedzi Wrocław ze spektaklem "Dralion". Sztandarowy pokaz Cyrku Słońca zadebiutował na scenie w 1999 r. w Montrealu. Dralion Cirque du Soleil łączy 3000-letnią tradycję chińskiej akrobatyki z innymi dyscyplinami. W cyrku nie występują zwierzęta.  Największą atrakcją są występy akrobatów - wielu z nich pochodzi ze świata sportu. Pięćdziesięciu artystów zaprezentuje w Hali Stulecia sztukę odnoszącą się do filozofii Wschodu, a szczególnie Chin. Nazwa Dralion pochodzi od słów "dragon" (smok) - symbol kultury Wschodu i "lion" (lew) - symbol kultury Zachodu.


Cyrk Słońca - Cirque du Soleil, "Dralion" we Wrocławiu [bilety]


Ceny biletów: 125 złotych, 190 złotych i 250 złotych. Dla dzieci w wieku od 2 do 12 bilety kosztują 100 złotych, 150 złotych i 200 złotych. Dzieci do lat dwóch wchodzą za darmo.

Cirque du Soleil, "Dralion"

Program spektakli w Hali Stulecia:


3 kwietnia (czwartek) - godz. 19:30.
4 kwietnia (piątek) - godz. 19:30.
5 kwietnia (sobota) - godz. 16. i 20.
6 kwietnia (niedziela) - godz. 13. i 17.

Konkurs na bilety został już zakończony.






Komentarze (71)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Gość (gość)

no cóż.... Gratulacje dla użytkowniczki 79magda - faktycznie wyróżniająca się odpowiedź, z pomysłem. xoXo - cóż, ten wybór wydaje się być...ekhem... dosyć wątpliwy. Tym bardziej, że podobnych tematycznie, a przy tym ciekawszych i zdecydowanie lepiej napisanych odpowiedzi było wiele.

Cyrk to sztuka. Dla mnie cyrk to sztuka. Jest to wielka pasja ludzi, która dzięki bardzo ciężkiej pracy potrafi przenieść widza w inny świat. Lubię chodzić do cyrku ponieważ, gdy patrzę na akrobację niemożliwe do wykonania, daję mi to wiarę i siłę w samą siebie. Skoro oni potrafią przez trud i zaangażowanie robić tak niesamowite rzeczy, to ja przy odrobinie samozaparcia stawię czoła życiu. Cyrkowcy są dla mnie inspiracją, motorem do działania i zawsze po ich występie mówię sobie "dam radę".

nie rozumiem (gość)

nie rozumiem. jakim cudem wypowiedzi tego typu wygrały ? kto to oceniał ? żenada. zwycięskie teksty nie zasługują by być zwycięskie, niesprawiedliwe!

niesprawiedliwe (gość)

cyrk. zgadzam się, największy cyrk to, że wygrali Ci, którzy wygrali. nie fair-play!

Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze. Dlaczego lubię chodzić do cyrku? Parę lat temu w moje ręce wpadła książka o niezwykłym tytule „Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze” autorstwa pisarki rumuńskiego pochodzenia Aglaji Veteranyi. Główną bohaterką jest mała dziewczynka wychowana w rodzinie złożonej z artystów cyrkowych. Oczami dziecka ocenia otaczającą ją rzeczywistość. Ojciec zabawiał widzów jako klaun, zaś mama była doskonała akrobatką, często wiszącą za włosy pod kopułą namiotu cyrkowego. Tytuł książki nawiązuje do pewnej starej bajki opowiadanej głównej bohaterce przez jej siostrę. W miarę upływu lat i coraz większej ilości smutku w jej życiu, bajka ta staje się coraz bardziej brutalna. Rzeczywistość cyrkowa w książce jest niezwykła. Najważniejsze są włosy matki głównej bohaterki, dzięki nim jest zawieszona pod kopułą namiotu cyrkowego a tym samym zarabia pieniądze na obiad dla całej rodziny. Obowiązkowo musi to być rosół z kury. Głowna bohaterka w pewnym momencie porównuje zwijanie namiotu cyrkowego do wielkiego pogrzebu. Cyrk to całe ich misternie poukładane życie. Mama wisząc za włosy podczas spektakli zarabia pieniądze, aby na obiad podać rosół z kury. Tata pracuje jako klaun ale niestety kiepsko mu się wiedzie, gdyż jest smutnym klaunem i nie wychodzi mu zabawianie widowni. Niezwykła to książka. Tytuł wciąż intryguje. Czemu siostra opowiada głównej bohaterce akurat taką bajkę? W końcu znajdujemy odpowiedź na to jakże trudne pytanie. Bajka o dziecku gotującym się w mamałydze ma wzbudzić spokój u głównej bohaterki. Tragedia tego gotującego się dziecka jest o wiele większa niż ból matki wiszącej za włosy pod kopułą namiotu cyrkowego. Cyrk bowiem to nie tylko śmiech ale też i ból. Ale to tak samo jak w życiu. Są łzy szczęścia i są łzy bólu. Pewnie dlatego w jakimś stopniu cyrk jest jak życie.

Gdybym była.... Gdybym była sobą lat temu dwadzieścia, odpowiedziałabym, że lubię chodzić do Cyrku, bo to taki zupełnie inny, zaczarowany świat - a wtedy w moich oczach zapaliłyby się te iskierki...

Gdybym była właścicielką Cyrku, powiedziałabym, że lubię do niego chodzić, by oglądać tłumy na trybunach, cieszyć się ich radością i... no cóż, z przyjemnością dodawać sumy ze sprzedanych biletów.

Gdybym była zwinną akrobatką, powiedziałabym, że lubię chodzić do Cyrku, bo tam mogę dać z siebie wszystko, pokazać, na co mnie stać i zauroczyć publiczność.

Gdybym była mniej zwinnym, ale jednak akrobatą, powiedziałbym, że lubię chodzić do Cyrku, bo przy okazji wykonywania ewolucji na trapezie, mam szansę złapać koleżankę z zespołu za biust (a kocham się w niej od dawna ;)).

Gdybym była klownem, powiedziałabym, że lubię chodzić do Cyrku, bo mogę się tam bezkarnie wygłupiać, dawać upust emocjom, szaleć do utraty tchu i jeszcze sprawiać, że dzieciaki będą się śmiały!

Gdybym była chirurgiem, powiedziałabym, że lubię chodzić do Cyrku, bo tam zawsze może się zdarzyć, że coś komuś się stanie, poleje się krew i będę mogła się wykazać.

Gdybym była kieszonkowcem, powiedziałabym, że lubię chodzić do Cyrku, bo korzystając z zamieszania, wynoszę z niego całkiem sporo łupów.

Gdybym była Natalią Siwiec, powiedziałabym, że lubię chodzić do Cyrku, bo zawsze mogę się tam pokazać na trybunach w seksownej koszulce, licząc na to, że następnego dnia znajdę się na pierwszych stronach gazet.

Gdybym była ekshibicjonistą, powiedziałabym, że lubię chodzić do Cyrku, bo mogę być tam odważniejszy, niż lew i szybszy, niż wąż.

Gdybym była...

Ale jestem mamą. Tylko tyle i aż tyle. A ponieważ nią jestem, mogę z pełną świadomością powiedzieć, że lubię chodzić do Cyrku, bo właśnie tam w najpiękniejszych błękitnych oczkach zapalają się te iskierki, gdy widzi inny, zaczarowany świat... Dzięki nim wiem, że Słońce świeci każdego dnia! Patrzeć na Jej radość - bezcenne!

Theatrum mundi..... Moje oczy powoli zamykają się, a umysł zaczyna poruszać się po nieprzeniknionym świecie fantazji i marzeń. Pośród tysięcy krzeseł odnajduję swoje miejsce i sadowię się wygodnie, oczekując uczty dla moich oczu. Nie słyszę rozmów i śmiechów dochodzących zewsząd do moich uszu, bo od teraz moje zmysły odbierają bodźce z jednego tylko miejsca – z areny. Przedstawienie zaczyna się. Nad sceną, niczym po prawdziwych przestworzach niebieskich, suną akrobaci, dając popis swoimi nieprzeciętnymi ewolucjami cielesnymi. Czy powinnam się bać, kiedy stąpają po cienkiej linie i wywołują u mnie dreszcz emocji? Nie, oni z równowagą i gibkością przemieszczają się po arenie, kreując niepowtarzalny świat magii pozbawiony czasoprzestrzeni. Stąpają po krawędzi, wspinają się, podają sobie dłonie i z olimpijskim spokojem łamią prawa fizyki, dokonując ekwilibrystycznych sztuczek. Za pomocą masek, orientalnych strojów, ale też znaczących gestów pokazują nam nieodkryty do końca, wzruszający świat ludzkich uczuć i emocji.
Za co lubię cyrk? Cyrk lubię za zwinne ciała gimnastyków poruszających się niczym pantera po trawiastej sawannie, za wpatrzone prosto we mnie oko groźnego, lecz oswojonego tygrysa, za psa, który w szranki mógłby stanąć z najlepszym kolarzem, za fokę, której umiejętności żonglowania może pozazdrościć nie jeden homo sapiens, ale także za żegnającego smutki czerwononosego klauna i za połączoną z tym wszystkim muzykę, która przenika na wskroś moje ciało i jest balsamem dla mojej duszy.

Cyrk dla mnie to.... Śmiech dziecka z byle powodu
i płacz o balonik, bo pękł...
Łapanie spadających gwiazd...
Chodzenie po linii życia z odwiązanymi oczami...
Żonglowanie pięcioma myślami naraz...
Połykanie niepotrzebnych słów, żeby po chwili, zionąć prawdą...
To tęsknota za przekraczaniem własnych granic,
umiejętnością bycia "tu i teraz"
i za zdumieniem dziecka...w sobie.
Dlatego "coś" mnie do niego nieustannie przyciąga...
.

Zwariowaństwo. Dla czego lubię chodzić do cyrku ?
W końcu jakieś konkretne pytanie... Lubię chodzić do cyrku ponieważ rzadko kiedy mam możliwość czuć się na świecie "normalnie". Cyrk jest miejscem, w którym wszyscy czują się jak dziecko a ja jako, że zazwyczaj postrzegany jestem jako ktoś bardzo zwariowany i dziecinny w cyrku czuję się jak u siebie ;) Mogę się tam dobrze bawić nie przejmując się zdaniem innych tak bardzo poważnych i zajętych codziennością za którą gonią... W dzisiejszych czasach niestety każdy myśli tylko o pieniądzach a zapomina się co jest w życiu najważniejsze czyli dobra zabawa. Ja osobiście uwielbiam się dobrze bawić i wciągać w to najbliższych znajomych a wasz bilet by mi to umożliwił.

Cyrk na oderwanie się od rzeczywistości. Lubię cyrk za to, że pozwala przenieść się w świat marzeń, oderwać od szarej rzeczywistości. Niedawno rozstałam się z chłopakiem i bardzo to przeżywam, fajnie byłoby móc w jeden wieczór zapomnieć o wszystkim.

Dlatego. Lubię chodzić do cyrku, to niepowtarzalny fakt,
za każdym razem tam przenoszę się w dziecięcy świat.

Patrzę z zapartym tchem na ludzi na scenie,
każdy wyskok, salto, obrót, wprawia mnie w zdumienie.

Dzieci się śmieją, cieszą, radują,
a dorośli też im kroku dotrzymują.

Gdy na widzów obok spojrzę, widzę, że się obawiają,
lecz po udanym tricku artystów, z ulgą oddychają.

Nigdzie nie zobaczysz tak emocjonującego widowiska,
w telewizji to nie to samo, tam cały czar i magia pryska.

Spektakle od początku do końca w napięciu nas trzymają,
a pomiędzy akrobatami klauny nudzić się też nie dają.

Nikt na Ciebie nie patrzy, tam nienawiści nie ma,
od rzeczywistości się odcinasz, nie liczą się zmartwienia.

W życiu trzeba być w cyrku, chyba każdy się zgodzi,
nie ważne czy jesteś piękny, brzydki, stary, czy młody.

Takich emocji nigdy się nie zapomina,
z każdym wspomnieniem na twarzy pojawia się uśmiechnięta mina.

Kolorowe światła, muzyka i piękne stroje,
to wszystko wprawia widzów w idealne nastroje.

Jest tam fajnie, radośnie, nikt się tam nie nudzi,
a po spektaklu to trochę tak jakbyś ze snu musiał się obudzić.

Wszystko ze sobą idealnie gra,
dlatego do cyrku lubię chodzić ja. :)

sabinalester@gmail.com (gość)

ArtyCyrk. CYRK-Przepis
szklanka chumoru
szklanka magii
szklanka emocji
szklanka zachwytu
troche strachu
wymieszac doprawic muzyka, zapachem, artyzmem
gdy sie raz sprobuje nie zapomni sie do konca zycia

ArtyCyrk. CYRK - przepis
szklanka humoru
szklanka magii
szklanka emocji
szklanka zachwytu
troche strachu
wymieszac, doprawic muzyka, artyzmem, zapachem, sceneria
A gdy raz sprobujesz, nie zapomnisz do konca zycia