Policja i prokuratura wciąż poszukują zabójcy 3-letniej dziewczynki z Boguszowa-Gorców

Monika była trzyletnią, pełną życia niebieskooką blondynką. O takich dzieciach zwykło się mówić "aniołek". W tym roku obchodziłaby swoje 25. urodziny. Niestety, ponad 22 lata temu padła ofiarą zwyrodnialca.

Morderca trzyletniej Moniki z Boguszowa-Gorców wciąż jest na wolności
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Morderca trzyletniej Moniki z Boguszowa-Gorców wciąż jest na wolności. Śledczy chcą przekazać dowody rzeczowe do ekspertyzy (© Dariusz Gdesz)

Dramat rozegrał się 20 czerwca 1987 roku. Było sobotnie popołudnie. Na podwórku blokowiska przy ul. Słowackiego w Boguszowie-Gorcach bawiła się grupka kilkuletnich dzieci. Wśród nich maleńka Monika. Około godziny 18.30 dziewczynka poszła na chwilę do domu, wówczas rodzice widzieli ją żywą po raz ostatni. Monika wzięła lizaka i wyszła znów na podwórko. Do kolegów i koleżanek jednak nie dotarła. Dzieci przyszły więc do rodziców dziewczynki zapytać, dlaczego nie wychodzi się z nimi bawić.

- Dziewczynki bez efektu zaczęli szukać jej rodzice i sąsiedzi - mówi Barbara Wojciechowicz z Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu. - Po godzinie 20 rodzice zgłosili zaginięcie córki w komisariacie Milicji Obywatelskiej w Boguszowie-Gorcach i do poszukiwań włączyli się także funkcjonariusze.

Nadzieja na to, że Monika odnajdzie się cała i zdrowa prysła kilkadziesiąt minut później. Na zwłoki dziewczynki leżące w piwnicy budynku, gdzie mieszkała, natrafił jej ojciec. Już wstępne oględziny miejsca zbrodni wykazały, że dziecko przed śmiercią zostało brutalnie zgwałcone. Potwierdziła to sekcja zwłok. Wykazała także, że Monika zginęła od ciosu pięścią lub kantem dłoni w tył głowy. W starciu z dorosłym mordercą dziewczynka nie miała najmniejszych szans obrony. Nie mogła nawet krzyczeć, bo zwyrodnialec zakneblował jej usta szmatą. Milicja i prokuratura dołożyły wszelkich starań, by ustalić i zatrzymać dzieciobójcę. Wykonano wnikliwą analizę zabezpieczonych na miejscu przedmiotów i odcisków palców.
∨ Czytaj dalej



Sprawdzono wszystkie zakłady karne, poprawcze oraz psychiatryczne w województwie wałbrzyskim oraz okolicach Kamiennej Góry, czy nie odnotowano tam ucieczek lub nie udzielono komuś przepustki. Cała praca operacyjna zakończyła się fiaskiem. 22 września 1987 roku śledztwo umorzono wobec niewykrycia sprawcy. Nie zamknęło to jednak całkowicie sprawy. Ulegnie ona bowiem przedawnieniu dopiero w 2017 roku. Prokuratura nie traci nadziei, że morderca zostanie jeszcze zatrzymany. - Wciąż mamy dowody rzeczowe z miejsca zbrodni - wyjaśnia prokurator Barbara Wojciechowicz. - Zamierzamy poddać je ponownej analizie kryminalistycznej. Obecnie są dostępne metody badań, których nie było przed 20 laty. W 1999 r. Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie wykonał na zlecenie prokuratury portret psychologiczny mordercy. Może mieć obecnie około 57-58 lat. Jest prymitywnym odludkiem, ma problemy z nawiązywaniem kontaktów, zwłaszcza z kobietami. Jeżeli pracuje, to przy niezbyt skomplikowanych czynnościach. Ma skłonności pedofilskie, zwłaszcza do dziewczynek o jasnych włosach i oczach. Na razie nie poniósł żadnych konsekwencji przestępstwa. Niewykluczone, że mógł i nadal może krzywdzić...

Napisz do nas
To kolejny odcinek naszego cyklu. Opisujemy w nim zbrodnie, do których doszło w naszym regionie, a których sprawcy wciąż są na wolności. Wciąż czekamy na Państwa telefony. Jeżeli chcielibyście, abyśmy przypomnieli o konkretnym wydarzeniu, skontaktujcie się z naszą redakcją. Prosimy również o kontakt, jeżeli macie informacje, które mogą być przydatne policji i śledczym.

Czekamy pod numerem telefonu 074-843-93-61. Informacje można też wysyłać mejlowo, na adres sylwia.krolikowska@gazeta.wroc.pl.
Wszystkim osobom, które się z nami skontaktują, zapewniamy anonimowość.
Artur Szałkowski Artur Szałkowski
źródło: Polska Gazeta Wrocławska

Komentarze (0)

avatar

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię