Co kryje biuro rzeczy znalezionych? Rowery, klucze i... szable

Zgubiliście kartę bankomatową w tramwaju, rękawiczki w autobusie albo parasol w pociągu? Sprawdźcie, czy nie ma ich w biurze rzeczy znalezionych.

Biura rzeczy znalezionych przechowują nie tylko rowery, ale też np
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Biura rzeczy znalezionych przechowują nie tylko rowery, ale też np. telefony i portfele (© Janusz Wójtowicz)

Co gubią wrocławianie? Właściwie wszystko, co tylko możliwe. Od roweru, przez klucze, kule inwalidzkie, hulajnogę, aż po szable! W naszym mieście działa kilka biur rzeczy znalezionych, m. in. przy Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym i przy siedzibie Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta, gdzie trafiają zgubione przedmioty.

W biurze MPK jest prawie 700 rzeczy, które oddano tam w ciągu ostatnich dwóch lat. Często pasażerowie spieszą się i wysiadając, zapominają toreb, plecaków i innych przedmiotów.

Możliwość kupowania biletów kartą bankomatową w automacie ma jedną zasadniczą wadę, czego dowodem są setki zgubionych kart w środkach komunikacji miejskiej. Trudno się dziwić, nieraz na krętej trasie wyciągnięcie z portfela karty, kupienie biletu i schowanie jej z powrotem bez trzymania się uchwytów nie jest proste.

W biurze rzeczy znalezionych nie brakuje nowoczesnych telefonów komórkowych czy pendrive'ów. Znajdzie się też niejeden aparat słuchowy.

Wrocławianie najczęściej gubią rzeczy w weekend.

- Dziennie do biura przychodzą 3-4 osoby, które szukają swoich rzeczy. Natomiast telefony dzwonią u nas bez przerwy - mówi Agnieszka Korzeniowska, rzeczniczka MPK.

Kierowcy autobusów i motorniczowie przekazują znalezione przedmioty do dyspozytora w swojej zajezdni. Stamtąd trafiają one do biura.

- Jeśli pasażer szuka swojej rzeczy, a my jej jeszcze nie mamy, to staramy się pomóc obdzwaniając zajezdnie i szukając dla niego informacji - dodaje rzeczniczka.
∨ Czytaj dalej



Część przedmiotów podpowiada, kto i w jakich okolicznościach mógł je zgubić. Plecak z wędką i sprzętem do łowienia zgubił pewnie wędkarz wracający znad Odry. Swoje instrumenty w pojazdach zostawiło też kilku muzyków, którzy najwyraźniej w pośpiechu wyskakiwali z tramwaju lub autobusu. Trudniej domyślić się, do kogo mogła należeć replika szabli, która trafiła do biura ZDiUM-u w 2011 roku czy... domofon.

- Jeśli nikt nie zgłosi się po zgubę, to po dwóch latach rzeczy wartościowe trafiają do urzędu skarbowego, natomiast bezwartościowe są likwidowane- mówi Ewa Mazur, rzeczniczka ZDiUM.

Oczywiście są pewne granice, jeśli chodzi o przechowywanie znalezionych przedmiotów.

- Na pewno nie przechowujemy sprzętu wojskowego, broni, materiałów wybuchowych ani zbłąkanych zwierząt - twierdzi rzeczniczka ZDiUM. Ale znajdziemy w nim kilkanaście rowerów. - W tym roku trafiły do nas już 2 rowery, w 2012 r. - aż 15. Nie wiemy, dlaczego mieszkańcy nie zgłaszają się po nie - dodaje rzeczniczka.

Do biura ZDiUM-u przedmioty trafiają w większości od policji, osoby prywatne przynoszą najczęściej klucze, czasami znaleziony telefon komórkowy.

- Biura nie publikują zdjęć tych przedmiotów, ponieważ mogłyby się po nie zgłaszać osoby, które nie są ich właścicielami - mówi Mazur.

Identyfikacja odbywa się telefonicznie lub na miejscu. Właściciel podaje pracownikowi szczegółowy opis przedmiotu i jeśli wszystko się zgadza, odzyskuje zgubę.

Wykaz zgubionych przedmiotów sporządzony przez MPK ma pomóc zorientować się jak poszczególne znaleziska wyglądają, stąd opisy w rodzaju: "plecak Reebok z próbkami szamponu do włosów".

Jeśli coś zgubimy, to warto pospieszyć się z wizytą w biurze, które nie jest darmową przechowalnią. Za każdy miesiąc przechowania trzeba będzie zapłacić 5 zł.
Michał Chęciński Michał Chęciński
źródło: Naszemiasto.pl

Komentarze (8)

avatar
avatar
Anonim (gość)

Mam pytanie, czy takie zagubione rzeczy można odkupić po jakimś czasie od tego biura?
I gdzie są licytacje takich rzeczy?

avatar
Loop (gość) Witek Gawroński

Panie Gawroński, zwracanie kart do banku jest bezsensowne, bo bank i tak ich nie odda użytkownikowi, tylko wyda nowe.
A sugerowanie, że pracownicy skarbówki kradną wskazuje, że jest pan zwykłym chamem.

avatar
Wojciech (gość)

"Biura nie publikują zdjęć tych przedmiotów, ponieważ mogłyby się po nie zgłaszać osoby, które nie są ich właścicielami - mówi Mazur." - A co ze zdjęciem z tematu?

Pan Gawroński

Pewnie pracują tam jakieś leniwe baby prawie przed emeryturą. Przecież karty bankomatowe mogą odsyłać do Banku. Na odwrocie karty jest adres do zwrotu i nr telefonu na infolinie. Gdyby im się chciało t5o mogły by też prześwietlać czy jakieś dane nie znajdują się na pendrivie i w ten sposób odszukać posiadacza. Czasem wystarczy imię i nazwisko by kogoś odnaleźć w internecie i zapytanie mu wysłać czy to jego. Bardziej ciekawi mnie co z tymi rzeczami, które trafiają do skarbówki. Czy jest ich jakaś licytacja, czy pracownicy najzwyczajniej je rozkradają pomiędzy sobą?

Wybierz kategorię